„Szokująca przemoc w Bangladeszu musi się skończyć” – oznajmił w niedzielę wieczorem Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka po śmierci co najmniej 77 osób w ostatnich starciach między przeciwnikami rządu a siłami bezpieczeństwa i zwolennikami partii rządzącej.


„Ponieważ na jutro planowany jest marsz na Dhakę, a ruch młodzieżowy partii rządzącej mobilizuje się przeciwko protestującym, bardzo obawiam się dalszych ofiar śmiertelnych i większych zniszczeń” – oznajmił Wysoki Komisarz Volker Türk w komunikacie prasowym, przekazała AFP.
Protestujący zaatakowali w stolicy uniwersytet medyczny, domy i urzędy, słychać było strzały i wybuchy. Policja użyła gazu łzawiącego i kul gumowych, by rozproszyć dziesiątki tysięcy demonstrantów, domagających się dymisji premier Bangladeszu Hasiny Wazed, która wygrała po raz czwarty wybory - podał Reuters.
Rząd wprowadził godzinę policyjną. Obecna fala protestów trwa od ponad miesiąca, gdy protesty rozpoczęli studenci domagając się zniesienia systemu parytetów, gwarantującego 30 proc. stanowisk w służbie cywilnej rodzinom weteranów wojny o niepodległość z 1971 r. Innym powodem wybuchu fali niezadowolenia była wysoka stopa bezrobocia wśród najmłodszej części społeczeństwa.
W piątek dziennik "Daily Star Bangla" poinformował, że po krwawo stłumionych protestach studenckich aresztowanych zostało ponad 11 tys. osób, w starciach z policją zginęło co najmniej 266 demonstrantów, a ponad 7 tys. zostało rannych. (PAP)

wr/



























































