Od przyszłego roku rata kredytu w obcej walucie nie będzie mogła przekraczać 42 procent zarobków klienta - pisze "Dziennik Gazeta Prawna". To efekt kolejnej nowelizacji rekomendacji S wydanej przez Komisję Nadzoru Finansowego.Dziś osoby zarabiające więcej niż średnia krajowa na spłatę kredytu mogą wydać nawet 65 procent swoich zarobków, a te z dochodami równymi lub mniejszymi od przeciętnej płacy połowę. Od początku 2012 roku limit spadnie do maksymalnie 42 procent. Poza tym banki, obliczając naszą zdolność kredytową, będą zakładać, że kredyt w euro lub we frankach zostanie spłacony w ciągu 25 lat, nawet jeśli w rzeczywistości spłata pożyczki potrwa 40 lat.
» Wydatków nigdy nie brakuje, skąd wziąć gotówkę?
- Z powodu tych zmian maksymalna zdolność kredytowa w walucie może być nawet o połowę mniejsza niż dziś - mówi Jerzy Węglarz z Home Brokera. Tymczasem już teraz jest ona o 20 procent niższa niż przy takim samym kredycie w polskiej walucie.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/"Dziennik Gazeta Prawna"/kl/dyd
Komentarz Głównego Ekonomisty Bankier.pl, dr. Bogusława Półtoraka: |
|
Ograniczenie dostępności kredytów denominowanych w walutach obcych poprzez rekomendację S jest kolejnym krokiem do stabilizacji i zwiększenia bezpieczeństwa oferty kredytowej w Polsce. Tzw. kredyty walutowe, kiedyś w dolarach, frankach czy euro należały do najpopularniejszych z uwagi na niższą ratę w chwili udzielania kredytu. Tego typu kredyty charakteryzują rynki słabo rozwinięte. Ich ograniczenie ukazuje dojrzałość polskiego rynku kredytowego, dziś tylko co piąty kredyt jest denominowany. Realizacja ryzyka walutowego, szczególnie widoczna w latach 2008-2009, kiedy ówcześni kredytobiorcy musieli spłacać nawet o 50 proc. więcej z powodu osłabienia złotego, doprowadziła do zaostrzenia linii nadzoru finansowego. Dla klientów często nieświadomych ryzyka walutowego lub świadomie go ignorujących, regulacje mogą mieć wbrew pozorom pozytywny wpływ. Zasada, że zaciąga się zobowiązania w walucie w takiej, w której otrzymuje się dochody jest, z punktu widzenia kosztu zarządzania finansami domowymi, bezpieczna i w długiej perspektywie najtańsza. Tych klientów, którzy chcą dodatkową spekulacją walutową zarobić trochę pieniędzy, powinny raczej zainteresować rynki walutowe i platformy forex. Łączenie spekulacji z kredytem hipotecznym może źle się skończyć, szczególnie, że nie zawsze jesteśmy w stanie określić moment przewalutowania. Z badań banków wynika, że około 80 proc. przewalutowań następowało po najgorszym możliwym kursie. Kłopot mają również ci, którzy chcą dziś kredyt walutowy refinansować, a ze względu na poziom kursu walutowego ich dług wyrażony w złotych jest dużo wyższy niż wtedy, gdy kredyt był zaciągany. Na kredyty w euro przyjdzie dopiero czas, gdy Polska po prostu znajdzie się w strefie Euro, co pozwoli na uzyskanie realnych korzyści z konwergencji stóp procentowych. |
Źródło:IAR













Ograniczenie dostępności kredytów denominowanych w walutach obcych poprzez rekomendację S jest kolejnym krokiem do stabilizacji i zwiększenia bezpieczeństwa oferty kredytowej w Polsce. Tzw. kredyty walutowe, kiedyś w dolarach, frankach czy euro należały do najpopularniejszych z uwagi na niższą ratę w chwili udzielania kredytu. Tego typu kredyty charakteryzują rynki słabo rozwinięte. Ich ograniczenie ukazuje dojrzałość polskiego rynku kredytowego, dziś tylko co piąty kredyt jest denominowany. 

















































