Robert Shiller, laureat Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych, wciąż jest zaniepokojony kondycją amerykańskiego rynku akcji. Stworzony przez niego wskaźnik potwierdza te obawy.



- Niewiele ponad rok temu pisałem, że wskaźnik CAPE wynosi 23 – o wiele więcej od swojej XX wiecznej średniej na poziomie 15,21. Dziś wskaźnik ten przyjmuje wartość 25, co od 1881 r. zdarzyło się tylko trzykrotnie: w 1929 r., 1999 r. i 2007 r. Po tych szczytach następowały duże załamania rynku – napisał ekonomista w artykule opublikowanym na łamach „New York Times”.
Opracowany przez Shillera wskaźnik CAPE to odmiana popularnego wskaźnika cena/zysk, który porównuje bieżące notowania akcji ze średnimi zyskami spółek z ostatnich 10 lat, skorygowanymi o inflację. W ten sposób pomijane są „zakłócenia” wynikające z cyklu koniunkturalnego.
Zobacz także
Jak zaznacza laureat prestiżowej nagrody, „CAPE nigdy nie miał na celu wskazywania kiedy kupić, a kiedy sprzedać akcje”.
- Rynek może trwać przy obecnych wycenach przez lata. Jednak powinniśmy zauważyć, że to niezwykła sytuacja i nadszedł czas, aby się nad nią zastanowić – napisał.
Wytłumaczenia obecnej kondycji amerykańskiej giełdy Shiller upatruje w umysłach samych inwestorów.
- Sądzę, że prawdziwa odpowiedź leży w domenie socjologii i psychologii społecznej – w zjawiskach takich jak nieracjonalny optymizm, który ostatecznie zawsze mija. Jeżeli nastroje ponownie się zmienią, rynek akcji może nas zawieść – dodał.
Robert Shiller to nie jedyny giełdowy guru, który każe inwestorom zastanowić się nad ewentualnym giełdowym krachem. Praktyk inwestowania George Soros w minionym kwartale podbił do 2,2 miliarda dolarów swój „zakład”, w ramach którego obstawia silne spadki na Wall Street.
W tym roku indeksy S&P i Dow Jones wielokrotnie biły historyczne rekordy. Indeks Nasdaq Composite znajduje się obecnie najwyżej od marca 2000 r. czyli od momentu pęknięcia bańki internetowej.
/mz



























































