Jeżeli istnieje na
świecie bogaty naród, który ma szczególnie uczulenie na inflację, to są nim
Niemcy. Tymczasem inflacja u naszych zachodnich sąsiadów dobiła do
czteroletniego maksimum. A to dopiero początek gorącego roku z inflacją w tle.


Inflacja nigdzie na świecie nie cieszy się powszechną popularnością (byłoby inaczej, gdyby zapytać tylko niektórych profesorów, polityków lub finansistów), jednak Niemcy to przypadek szczególny. Niemal 100 lat temu, jeszcze za czasów Republiki Weimarskiej, w centrum Europy doszło do bezprecedensowego przypadku hiperinflacji, która za sprawą licznych analiz (liczniejszych niż w przypadku formalnie jeszcze większych inflacji na Węgrzech czy w Zimbabwe) na stałe weszła do podręczników historii oraz „zbiorowej pamięci” niemieckiego społeczeństwa.
Podskórne inflacyjne obawy budzą się za każdym razem, gdy wskaźnik CPI zaczyna raptownie przyspieszać. Tak jest i tym razem. Już miesiąc temu, kiedy grudniowy odczyt pokazał 1,7% wobec 0,8% w listopadzie i październiku, niemieckie media zaczęły zapełniać się historycznymi artykułami o inflacji i wywiadami z psychologami społecznymi, zaś na okładkach w wymowny sposób alarmowano o niemieckim „strachu przed inflacją”.
Draghi says inflation has to be sustainable, over medium term. But doesn't say what he'll do about the Welt Am Sonntag INFLATION SHARK. pic.twitter.com/jZ8UlXnJqW
— Mike Bird (@Birdyword) 19 stycznia 2017
Powyżej: "Nowy strach przed inflacją", poniżej: "Inflacja. Oto, co teraz nagle podrożeje"
Provokativ Artikel @BILD - sollten wir Deutschen uns wirklich um Inflation sorgen, oder nicht eher um Deflation/niedrige Zinsen? #in pic.twitter.com/PJHixyuRB2
— Marcel Fratzscher (@MFratzscher) 19 stycznia 2017
Jak zwykle, przed podaniem wartości wskaźnika dla całego kraju, z poszczególnych landów napłynęły wstępne odczyty. W najludniejszym z nich, Nadrenii-Północnej Westfalii, inflacja wyniosła w styczniu 2,1%, w Bawarii i Brandenburgii 1,7%, w Saksonii 2,3%, a w Hesji 2,4%.

Pierwszy tegoroczny raport o inflacji autorstwa urzędu statystycznego Destatis również pokazał kolejny wzrost wskaźnika, choć nieco mniej niż tego oczekiwano. W styczniu roczna dynamika wzrostu wskaźnika cen wyniosła 1,9%, miesięczna zaś -0,6%. Konsensus analityków zakładał tymczasem odpowiednio 2% r/r i -0,6% m/m. Mimo to roczna dynamika cen jest najwyższa od grudnia 2012 r.
Jak można było przewidzieć, inflacja bazuje głównie na wyższych niż 12 miesięcy temu cenach paliw (5,2%), a także żywności (3,2%). Poza tym zaobserwowano także wzrost cen usług (1,2%) i wyższe czynsze (1,6%). Warto pamiętać, że są to wstępne wyliczenia, a finalne poznamy dopiero 14 lutego. W dłuższym horyzoncie, podobnie jak i w Polsce, ważne będzie to, jak inflacja CPI zachowywać będzie się w drugiej połowie roku, kiedy bazą dla wskaźnika będą ceny paliw wyższe od tych z cenowego dołka datowanego na początek 2016 r.
Jako członek strefy euro, Niemcy nie mogą prowadzić własnej polityki monetarnej – w ich imieniu robi to Europejski Bank Centralny. Sytuacja ta od wielu lat rodzi napięcia, ponieważ choć w zamyśle EBC miał być wzorowany na konserwatywnym Bundesbanku - siedziba we Frankfurcie to nie przypadek - to szczególnie od momentu wybuchu kryzysu władze monetarne strefy euro działają w sposób mocno odbiegający od niemieckiego. Szczególnie powody do narzekania mają niemieccy oszczędzający, ponieważ mimo rosnącej inflacji, oprocentowanie ich lokat w wielu bankach wciąż jest w zasadzie zerowe.
Podczas ostatniej konferencji prasowej, prezes banku centralnego strefy euro skonfrontował się z zarzutami płynącymi z Niemiec.
- Stopy są niskie dziś, aby mogły być wyższe w przyszłości. Ożywienie w strefie euro jest w interesie wszystkich, również w interesie Niemiec. Niemieccy oszczędzający korzystali na niskich stopach także jako pożyczający, zatrudniający lub pracujący, tak jak wszyscy inni mieszkańcy strefy euro. Musimy być cierpliwi. Kiedy ożywienie będzie wyraźniejsze, stopy procentowe również wzrosną – powiedział Mario Draghi. Prezes EBC dodał także, że kierowana przez niego instytucja rozumie cel inflacyjny w średnim horyzoncie oraz patrzy na wszystkie kraje członkowskie strefy euro (a na peryferiach unii walutowej jest ona niższa).
W kontekście tego niezadowolenia, warto pamiętać, że 2017 jest nad Renem i Łabą nie tylko rokiem powrotu inflacje, ale także – a może przede wszystkim – rokiem wyborów do parlamentu. Do urn Niemcy pójdą za niespełna osiem miesięcy (24 września).
Dane o inflacji HICP w całej strefie euro opublikowane zostaną we wtorek o 11.00. O tej samej porze Eurostat przedstawi dane dotyczące wzrostu PKB w czwartym kwartale i stopy bezrobocia w grudniu.





























































