Pierwszy w najnowszej historii epizod deflacyjny polska gospodarka ma już za sobą. Teraz musimy przygotować się na powrót inflacji, która na początku 2017 r. może mocno dać o sobie znać.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w listopadzie nie mieliśmy w Polsce ani deflacji, ani inflacji. Wyjątkowo rzadko notowana zerowa roczna dynamika wskaźnika cen dóbr i usług konsumpcyjnych skłania do spojrzenia w przyszłość. Nie ma wątpliwości – musimy ponownie przywyknąć nie tylko do samej inflacji, ale i do jej raptownego wzrostu.
Statystyka przy dystrybutorze
Według wielu osób deflacja w Polsce miała "charakter statystyczny", bowiem w codziennych zakupach nie dało się zauważyć większych obniżek. Owszem, w czasie 28 miesięcy trwania deflacji cenowej sporo towarów podrożało (więcej na ten temat w tym artykule), jednak niepodważalne jest przynajmniej to, że na stacjach benzynowych było taniej.
Paliwa to tylko część „ważącej” 8,72% w koszyku inflacyjnym kategorii „Transport”, jednak nikogo nie trzeba przekonywać, że od ich cen w gospodarce zależą także ceny innych towarów i usług. To właśnie raptowna przecena na stacjach była głównym źródłem notowanej w Polsce deflacji. Skoro jednak ceny paliw znów wyraźnie rosną, to ze względu na efekt bazy w nadchodzących miesiącach będziemy obserwować mocno dodatni wpływ tej kategorii na główny wskaźnik inflacji.
Przeczytaj także
Zakładając, że ceny benzyny Pb 95 do końca 2017 r. pozostałyby na obecnym poziomie, to w pierwszych miesiącach przyszłego roku byłyby one o blisko 20% wyższe niż 12 miesięcy wcześniej.
Jeszcze większy skok, bo dochodzący do 45%, odnotujemy w scenariuszu „zamrożenia cen” LPG na obecnym poziomie. Warto też dodać, że za litr gazu na polskich stacjach płacimy obecnie blisko 50% ceny litra benzyny Pb95, podczas gdy jeszcze w te wakacje relacja wynosiła 35%.
Jeżeli okazałoby się, że paliwa nadal drożeją – a wobec rozwoju sytuacji na rynku ropy naftowej i zachowania złotego nie można tego wykluczyć – to będą jeszcze mocniej ciągnąć roczną dynamikę inflacji w górę. Słabnący złoty przełoży się też na wzrost cen szeregu innych towarów importowanych.
W ostatnich tygodniach zmorą dla kierowców jest nie tylko droższe tankowanie, ale i znacznie droższe ubezpieczenie samochodu. Składki OC, które wliczane są przez GUS do kategorii „Inne towary i usługi” (5,78% udziału w koszyku), już w listopadzie przyczyniły się do wyraźnego wzrostu w tej kategorii (3% r/r), co miało oczywiście wpływ na ogólny wskaźnik inflacji.
Do listy tej śmiało doliczyć można także planowany wzrost cen energii elektrycznej. Już teraz wiadomo, że wyższa niż w tym roku będzie tzw. opłata przejściowa (z 3,87 zł do 8 zł). Szczegółowe dane o samych taryfach Urząd Regulacji Energetyki ma przedstawić w połowie grudnia.
Na powrót inflacji wskazuje też Wskaźnik Przyszłej Inflacji opracowywany przez Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC).
- Po blisko dwu i pół rocznym okresie deflacji cen dóbr i usług konsumpcyjnych wyrażonych wskaźnikiem CPI, gospodarka weszła w fazę inflacji, co wskaźnik sygnalizował od wielu miesięcy – czytamy w ostatnim opracowaniu. Jego autorzy wśród czynników generujących inflację wymieniają nie tylko ceny paliw, ale także oczekiwania konsumentów, ceny producentów i rosnące koszty pracy. Ostatni element tłumaczyć można przede wszystkim wzrostem płacy minimalnej (z 1850 zł do 2000 zł brutto) oraz stawki godzinowej (z 12 zł do 13 zł).
Większość ekonomistów prognozuje, że w pierwszym kwartale tego roku inflacja w Polsce zmieści się w przedziale 1,2%-1,8%. Jeżeli taki scenariusz się zrealizuje, wówczas po raz pierwszy od początku 2013 r. inflacja znajdzie się w rejonach dolnego przedziału odchyleń celu inflacyjnego NBP (2,5% ± 1%).
Przeczytaj także
To oczywiście za mało, aby z automatu mówić o podwyżkach stóp – banki centralne raczej nie reagują na pojedyncze odczyty, tylko oceniają sytuację w dłuższym okresie, patrząc również na inflację bazową (pomijającą najbardziej zmienne ceny, w tym paliwo i żywność), która na plus dopiero wyjdzie w najbliższych miesiącach. Dodatkowo członkowie RPP z samym prezesem Glapińskim na czele konsekwentnie podkreślają, że 2017 r., choć będzie pierwszym od trzech lat pełnym rokiem inflacji, raczej nie przyniesie zmian podstawowych parametrów polityki pieniężnej.

























































