REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Niemcy: W Berlinie trwa "ostatnia bitwa" o okupowaną kamienicę

2016-07-10 16:48
publikacja
2016-07-10 16:48
Dodaj Bankier.pl w Google

[Aktualizacja; 11.07, godzina 7:30] Ponad 120 rannych policjantów i blisko 90 zatrzymanych osób - to najnowszy bilans zamieszek do których doszło wczoraj w jednej z dzielnic Berlina. Władze miasta mówią o najbrutalniejszych starciach od lat.

fot. FABRIZIO BENSCH / / FORUM

W sobotę wieczorem na placu Wismarplatz we wschodniej części Berlina zgromadziło się ponad 3000 osób - ubranych w większości na czarno i zamaskowanych młodych ludzi.

Z transparentami piętnującymi kapitalizm, berlińskie władze i "terror ze strony państwa", skandując hasło "Byki (pogardliwa nazwa policjantów - PAP) to świnie" uczestnicy protestu krótko po godz. 21 ruszyli, eskortowani przez setki policjantów, w kierunku pobliskiej ulicy Rigaerstrasse.

Wakacje na giełdzie

"To walko o miasto, o to, czy o Berlinie będą decydowali spekulanci, czy my, zwykli mieszkańcy" - mówi PAP Helga - dziewczyna o zielono-marchewkowych włosach ze srebrnym kolczykiem w nosie.

Na portalach społecznościowych organizatorzy nawoływali do udziału, prezentując zdjęcia z walk ulicznych w Grecji i Francji. "Urządzimy wam Czarny Lipiec" - zapowiadali na stronie internetowej "R94".

Przez długi czas demonstranci ograniczali się do wyzywania policjantów, jednak w końcowej fazie zakończonej krótko przed północą demonstracji doszło do zamieszek. Uczestnicy marszu atakowali policjantów butelkami, kamieniami i petardami - 123 funkcjonariuszy odniosło obrażenia. Ranni byli też demonstranci. Zamaskowani awanturnicy wybijali szyby w okolicznych sklepach, uszkodzili też kilka radiowozów. 86 najbardziej agresywnych demonstrantów zatrzymano. Pochód zabezpieczało 1800 funkcjonariuszy - poinformowała w niedzielę policja.

Szef MSW w Berlinie Frank Henkel określił zamieszki mianem "lewicowej orgii przemocy". Zdaniem policji była to najbrutalniejsza demonstracja w Berlinie od lat.

Przedmiotem sporu jest kamienica przy niepozornej ulicy Rigaerstrasse 94 w dzielnicy Friedrichshain we wschodniej części miasta - jeden z ostatnich bastionów silnego dawniej w Berlinie społecznego ruchu squattersów okupujących domy przeznaczone do rozbiórki lub do generalnego remontu, po którym przekształcane są w ekskluzywne i drogie apartamentowce.

Lokatorzy budynku, którego ściany pokryte są graffiti z bojowymi hasłami, uważają się za "heroicznych obrońców wolnej przestrzeni miejskiej", których nie obowiązują żadne przepisy. Zdaniem policji kamienica stała się miejscem przebywania podejrzanych osobników dokonujących zamachów na budowane w okolicy domy o wysokim standardzie. "Atakowani są policjanci, samochody policyjne są obrzucane kamieniami, z dachu budynku zrzucane są na funkcjonariuszy płyty chodnikowe" - pisze "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung".

Spór trwa od lat, sytuacja uległa jednak zaostrzeniu, gdy w styczniu do budynku weszli siłą policjanci ścigający domniemanych sprawców ataku na funkcjonariuszy. 22 czerwca władze zamknęły działający w budynku nielegalny bar oraz warsztat. Od tego czasu budynku stale pilnują silne oddziały policji; do środka wpuszczane są tylko osoby zameldowane.

Od dwóch lat właścicielem budynku jest firma z siedzibą w Londynie, która zamierza odnowić dom i przeznaczyć go na ośrodek dla uchodźców. Mieszkańcy podejrzewają, że informacje o szczytnym celu są jedynie zasłoną dymną mającą ukryć prawdziwe plany inwestora.

Czerwcowa akcja policji podgrzała i tak już gorącą atmosferę, dostarczając skrajnej lewicy wygodnego pretekstu do walki. Na forach internetowych mowa jest o "Dniu X" dla ruchu, który "pogrąży miasto w chaosie".

Od tego czasu niemal co noc płoną w Berlinie samochody podpalane przez nieznanych sprawców. Tylko w minionych dwóch tygodniach policja odnotowała 20 podpaleń z motywów politycznych. "Wielu kolegów boi się wchodzić na Rigaerstrasse" - powiedział "Die Welt" pragnący zachować anonimowość funkcjonariusz. Atakowane są siedziby banków i instytucji państwowych - napastnicy wybijają szyby i obrzucają fasady domów pojemnikami z czerwoną farbą.

Sytuację pogarsza brak jedności w koalicyjnym rządzie Berlina składającym się z CDU i SPD. Szef MSW Frank Henkel z CDU jest zwolennikiem przywrócenia porządku w mieście i rozprawienia się z awanturnikami. Burmistrz stolicy Niemiec Michael Mueller (SPD) opowiada się za dialogiem ze zbuntowaną młodzieżą.

Henkel uważa takie kontakty za wykluczone. Czy gdyby sprawcami przestępstw byli nie lewacy, lecz skrajna prawica, to czy ktoś wpadłby na pomysł, żeby z nimi negocjować? - pyta chadecki polityk.

Burmistrz dzielnicy Friedrichshain-Kreuzberg, Monika Herrmann z Zielonych, krytykuje policyjne działania Henkla jako manewr mający pozyskać prawicowych wyborców w wyborach regionalnych, które odbędą się w połowie września.

Publicyści zwracają uwagę, że obecny konflikt to jeszcze nic w porównaniu z wydarzeniami z początku lat 80. W Berlinie Zachodnim w rękach dzikich lokatorów znajdowało się wówczas 165 budynków. W 1981 roku władze postanowiły siłą usunąć squattersów z dziewięciu z nich. Rządząca CDU zmobilizowała ogromne siły policyjne; doszło do ulicznych walk z mieszkańcami. Jeden z nich, 18-letni Klaus-Juergen Rattay, zginął - uciekając przed policją - potrącony przez autobus.

Szok spowodowany jego śmiercią skłonił władze Berlina - burmistrzem był wówczas Richard von Weizsaecker, późniejszy prezydent RFN - do złagodzenia polityki i kompromisu. W ciągu trzech lat 105 squatów zostało zalegalizowanych - dzicy lokatorzy utworzyli spółdzielnie mieszkaniowe.

Także druga fala okupacji budynków na przełomie lat 80. i 90., gdy squattersi wykorzystywali paraliż organów państwowych po upadku NRD, zakończyła się - po przejściowej eskalacji w listopadzie 1990 - polubownie. Squaty zalegalizowano; dzicy lokatorzy dostali umowy najmu i korzystają do dziś ze zdobytych kwater.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ klm/ kar/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (47)

dodaj komentarz
~erererer
co to lewactwo sobie myśli...
~endi
Zdecydowanie wolę oglądać w Berlinie dziewczyny o marchewkowo - zielonych włosach z kolczykami w nosie niż facetów z turbanami na głowie ... bravo Berlińczycy
~wsx
jakieś takie niedemokratyczne to.
co na to martin?
co na to mateusz?
~bdr
Zaryglować drzwi i podłożyć ogień. To najlepszy sposób na tępienie lewackiego robactwa. Sprawdzony w praktyce.
~Aeg
Twój dziadek to pewnie robił z Żydami w Jedwabnem, a twój tata UBek z opozycjonistami, prawda?
~xsw odpowiada ~Aeg
żeby 'to robić z żydami w Jedwabnem' musiałby być członkiem einzatzkommando, więc później tata nie mógłby być pracownikiem UB, gdzie było wielu żydów na wysokich stanowiskach zaś niemców w ogóle.

odstaw wyborczą a będziesz zdrowszy.
~aa odpowiada ~Aeg
Nie, wtedy pewnie by "bronił demokracji" teraz.
~Geardb odpowiada ~Aeg
a Tyś tam był i coś zobaczył opisujesz
~As odpowiada ~Aeg
Ty idiotko, jak jesteś taka mądra to czemu żydki zawiesili śledztwo w sprawie Jedwabnego ? Skąd znalazły się tam łuski z broni niemieckiej ? Zajmij się lepiej prawdą kim byli oficerowie NKWD mordujący Polaków. Podpowiem Ci byli faszystami żydowskimi czyli syjonistami.
~bandit
jutro KE rozważy wprowadzenie sankcji dla niemiec za brutalną, niedemokratyczną akcję policji wobec swoich obywateli. Jak mówi juncker - trzeba ukrócić "język nienawiści" w niemczech. Tusk wezwał merkel do zmian w prawie, a sławny okularnik schultz radzi niemcom aby nie dłubali w nosach.

Powiązane: Niemcy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki