Sejmik i zarząd województwa podkarpackiego opowiedziały się za komunalizacją uzdrowisk w Horyńcu i Rymanowie Zdroju. Czy samorząd jest gotowy finansowo na ich przejęcie i utrzymanie?
Mirosław Karapyta, marszałek województwa podkarpackiego: Kondycja finansowa tych uzdrowisk na pewno nie jest czymś, co może budzić nasze obawy. Nie mogę zbyt wiele w tej sprawie ujawnić, ale jesteśmy na to gotowi. Najważniejsze jest dla nas natomiast to, co mieści się w strategii rozwoju województwa. Horyniec, jeśli chodzi o borowiny oraz Rymanów ze względu na wody mineralne i rehabilitację są dla nas priorytetami. To nasz walor nie tylko regionalny, ale i krajowy.
Nie powinniśmy się zamykać w obszarze jednego systemu, np. ochrony zdrowia. Obawiamy się, że pod wpływem prywatyzacji mogłoby dojść właśnie do pewnej kategoryzacji tego, co jest naszym skarbem i co chcielibyśmy zachować w ramach samorządu.
Jeśli województwo przejmie oba uzdrowiska, to kolejnym krokiem będzie zmiana ich oferty?
- Wtedy bierzemy się do roboty. Chodzi nam przede wszystkim o poszerzenie wiedzy o ich istnieniu. Obecna oferta jest dosyć bogata, natomiast świadomość, że uzdrowiska działają jest niewielka. Rozmawiając z osobami np. z Bliskiego Wschodu mam wrażenie, że czasami ktoś zapewne chciałby tutaj przyjechać i skorzystać z sanatorium, ale nie dostał o tej ofercie żadnej informacji.
Walory uzdrowisk nie podlegają żadnej dyskusji. Chodzi o to, by obudować je w ramach produktu turystycznego lub ściślej produktu turystyki uzdrowiskowej. Chcemy lepiej wykorzystać je promocyjnie. Bieszczady można do pewnego momentu napełniać turystami, którzy nie chcą zaśmieconych Tatr, ale o naszych uzdrowiskach mówi się już bardzo mało. Trzeba pokazać, że one także są naszym atutem.
Chodzi również o realizację pewnej polityki społecznej. Jestem zobowiązany jako marszałek, by prowadzić politykę na rzecz rozwoju regionu. Jeśli ktoś by mnie zapytał, co dla mnie jest ważne jako dla gospodarza, nie będę powtarzał bezwiednie, że Dolina Lotnicza może zaistnieć w Bieszczadach, Cisnej, czy Horyńcu, bo to bezsens. Jeżeli mamy dzisiaj w Horyńcu borowiny, to sprzedajmy ten produkt dobrze opakowany.
Jak realnie wyglądają szanse realizacji tego planu? Nie jest na to za późno?
- Procedury trwają. Staramy się, ale nie wiemy jak będzie. Jeżeli Horyniec zostałby jednak sprzedany za niską cenę, to sam się położę pod Ministerstwem Skarbu Państwa i powiem, że oddawane są za bezcen skarby narodowe. Postąpię jak Rejtan. Ważna jest kompatybilność polityki. Jeżeli polityka narodowa nie jest spójna z polityką regionalną, to ja podziękuję za takie państwo.
Jeżeli byle jaki kupczyk, jak w przypadku Amber Gold, może robić kogoś w balona, a z drugiej strony prywatyzuje się za bezcen majątek narodowy, to ja na to nie pozwolę jako gospodarz regionu.
Nauczmy się podmiotowości działania. Niejednokrotnie zapominamy, co może być naszym walorem i priorytetem w kształtowaniu wizerunku i polityki. Sejmik podjął więc rękawice i jako parlament regionalny uważamy, że sanatoria są dla nas bardzo ważne. Chcemy teraz, by nasz głos był odpowiednio słyszalny.
Ministerstwo zajęło już w tej sprawie stanowisko?
- Nie, ministerstwo ma swoje procedury. Rozpoczęło drugi etap prywatyzacji, jeśli chodzi o Horyniec. W przypadku Rymanowa było z kolei rozporządzenie, które wymaga pewnej korekty, bo uzdrowisko nie podlegało prywatyzacji. Czekamy na głos urzędników.
Jakiekolwiek ustanowione prawo może być jednak zmienione - zarówno na szczeblu samorządowym, jak i rządowym. Dla mnie niezmienialny jest tylko dekalog. Trzeba do zdrowego rozsądku dostosować coś, co podlega krytyce społecznej. Wszelkimi możliwymi kanałami dążę więc do tego, by nasz głos został w ministerstwie zrozumiany właściwie.
Wspomniał pan o sprawie Amber Gold, ale wciąż świeża pozostaje także tzw. afera taśmowa z udziałem osób związanych z PSL-em. Czy jako znaczący polityk tej partii na Podkarpaciu odczuwa pan, że zaufanie do niej w regionie spadło?
- Myślę, że nie. Ani taśmy, ani Amber Gold nie interesują tak bardzo mieszkańców wsi. Także mieszkam na wsi, w miejscowości Czerniawka, gdzie jest 35 numerów domów i ludzie żyją tym, co jest związane z codziennością - polem, synem, córką i ich ewentualnym wyjazdem za granicę. Sam, podobnie jak i oni, też często nie wchodzę w szczegóły, bo brzydzę się takimi sprawami.
Afera taśmowa początkowo wzbudzała emocje, ale ludzi męczy to, co się dzieje w brudnej polityce. Pracując jako marszałek chciałbym uprawiać politykę i będę uprawiać według mojego systemu wartości. Odnoszę go jednak do odczuć społecznych, a dla mieszkańców zdecydowanie ważniejsze są sprawy lokalne. Kluczowe jest to, co jest wokół nich, a więc podatek w gminie, stan dróg, kanalizacja oraz to, czy można dobrze żyć i się rozwijać.
źródło: http://www.portalsamorzadowy.pl/rozmowa-tygodnia/nie-pozwole-na-sprzedaz-majatku-za-bezcen,37792.html
Michał Rodak
Źródło:Portal Samorządowy





























































