Jak się okazuje, z tłumaczonej dokumentacji i tak nikt nie korzystał - informuje "Rzeczpospolita". Nowelizacja ustawy o języku polskim pozwoli Ministerstwu Obrony Narodowej nie zlecać tłumaczeń m.in. 80 tys. stron specyfikacji technicznej samolotów F-35.


Tłumaczenie przysięgłe jednej strony to koszt około 60 zł. W związku z tym gdyby MON chciał zlecić przełożenie na język ojczysty całej dokumentacji technicznej związanej z F-35, koszt wahałby się w okolicy 5 mln zł. Jak argumentują urzędnicy, podstawowym i powszechnie używanym językiem w międzynarodowym lotnictwie (także w specyfikacjach) jest język angielski, stąd wniosek, że zajmujący się nimi wojskowi są obeznani z terminologią. Szkolenia na samolotach F-35 czy śmigłowcach Apache i tak odbywają się w języku angielskim.
Kolejnym problemem okazują się aktualizacje elektronicznej dokumentacji. Producent wprowadza je na bieżąco (biorąc za to odpowiedzialność). Tłumaczenie każdej zmiany wymaga certyfikacji dokumentu, co przekłada się na dodatkowe koszty. Z kolei zlecania przełożenia dokumentów na język polski wymaga od resortu każdorazowego przeprowadzenia postępowań przetargowych.
Trzecim wysuwany przez MON argumentem jest... niska jakość tłumaczeń. Choćby najlepiej wykształcony tłumacz, który jednak na co dzień nie jest obeznany z lotnictwem, nie jest w stanie tego w pełni poprawnie zrobić - wyjaśnia rozmówca gazety.
W końcu w razie jakichkolwiek wątpliwości zarówno personel latający, jak i naziemny, w pierwszej kolejności sięga po angielską wersję. Na palcach jednej ręki można policzyć przykłady, kiedy odwoływał się do tej w języku polskim. Dotyczy to samolotów F-16, Gulfstream 550, boeinów 737-800 czy transportowych herkulesów.

Zgodnie z szacunkami MON w ciągu 10 lat oszczędzi około 60 mln zł.
opr. aw





























































