REKLAMA

Naukowcy: Zakładanie pasiek miejskich może szkodzić rodzimym gatunkom pszczół

2021-06-27 06:06
publikacja
2021-06-27 06:06
Naukowcy: Zakładanie pasiek miejskich może szkodzić rodzimym gatunkom pszczół
Naukowcy: Zakładanie pasiek miejskich może szkodzić rodzimym gatunkom pszczół
fot. dies-irae / / Shutterstock

Popularne w ostatnich latach miejskie pasieki mogą szkodzić rodzimym gatunkom pszczół – uważają naukowcy. Tłumaczą, że pomagają one wyłącznie pszczole miodnej, która na tle pozostałych 450 gatunków dzikich zapylaczy jest stosunkowo mało zagrożona.

Swoje stanowisko w tej sprawie wyrazili w otwartym liście do władz Gdańska, gdzie mają powstać kolejne miejskie pasieki. Pod listem podpisało się 37 naukowców z największych polskich uczelni. Inicjatorką jest dr Justyna Kierat z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

„Z zaniepokojeniem obserwujemy doniesienia na temat powstawania kolejnych pasiek miejskich w Gdańsku, stawianych pod hasłem ratowania pszczół. Wszystkie działania faktycznie przyczyniające się do ochrony pszczół są potrzebne i zasługują na docenienie. Niestety, zakładanie nowych pasiek nie pomaga pszczołom, wręcz przeciwnie – może im szkodzić” – piszą naukowcy.

Dodają, że w obecnych czasach pszczoły muszą się mierzyć z szeregiem zagrożeń, jak utrata siedlisk odpowiednich do żerowania i zakładania gniazd, zanieczyszczenia czy gatunki inwazyjne.

Sygnatariusze listu zauważają jednak, że pszczoła miodna jest tylko jednym z ponad 450 gatunków pszczół dziko żyjących w Polsce i na tle innych gatunków – jak piszą – jest stosunkowo mało zagrożona. „Z pewnością zagrożeniem nie jest dla niej zbyt mała popularność pszczelarstwa. Wręcz przeciwnie – zarówno liczba rodzin pszczelich, jak i pszczelarzy rośnie, a pszczelarstwo, w tym miejskie, zyskuje na popularności. Zakładanie nowych pasiek nie ma więc uzasadnienia z punktu widzenia ochrony pszczoły miodnej” – czytamy.

Naukowcy podają, że coraz więcej badań wskazuje na to, że hodowlana pszczoła miodna może stanowić zagrożenie dla rodzimych gatunków dzikich pszczół. „Dzikie pszczoły, z których większość to gatunki samotne, przegrywają w konkurencji o pokarm z wielotysięcznymi rodzinami pszczoły miodnej i mogą ustępować z miejsc, gdzie jest ona hodowana w dużych zagęszczeniach. W miastach różnorodność dzikich pszczół może być bardzo duża, porównywalna z tą na obszarach chronionych, co pokazują badania zarówno z Polski, jak i zagranicy. Zwiększenie populacji pszczoły miodnej w Gdańsku może doprowadzić do wypierania innych gatunków pszczół, które żyją na terenie miasta” - ostrzegają.

Tłumaczą również, że pszczoła miodna jako gatunek jest coraz liczniejsza, czego nie można powiedzieć o rodzimych liniach genetycznych. Co więcej, jak wynika z informacji prasowych podawanych przez Urząd Miasta i cytowanych w liście, w miejskich ulach miałyby żyć pszczoły krainki (Apis mellifera carnica), a na większości terenu naszego kraju naturalnie występowała Apis mellifera mellifera. „(Te pierwsze – PAP) naturalnie zamieszkiwały tylko południową część naszego kraju. Podgatunek ten był też jednak sprowadzany do Polski z populacji z południa Europy. Nic nie wskazuje więc na to, że gdańskie miejskie ule w jakikolwiek sposób przyczynią się do zachowania czy odtworzenia rodzimych linii pszczoły miodnej” – wskazują naukowcy.

Swój list kończą apelem do władz miasta o zaniechanie planów stawiania kolejnych miejskich pasiek oraz rozwijanie i wdrażanie działań „w sposób rzeczywisty” pomagających pszczołom.

Jeden z sygnatariuszy listu ekolog prof. Piotr Skubała z Uniwersytetu Śląskiego wyjaśnił, że chodzi m.in. o rzadsze koszenie trawników, sianie i sadzenie kwiatów nektaro- i pyłkodajnych, a także o zakładanie „hoteli dla owadów” czy rezygnację z użycia pestycydów do pielęgnacji zieleni ozdobnej i zwalczania komarów.

„Zakładanie pasiek w naszych miastach jest wprawdzie pewnym wyrazem troski o pszczoły, ale tego typu działania mają raczej wymiar edukacyjny, niż faktycznie pomagają. My przede wszystkim potrzebujemy dzikiej przyrody, a nie kształtowanej przez człowieka” – podkreślił w rozmowie z PAP.

Rozwinął, że chodzi m.in. o łąki kwietne, które - choć pojawiają się w miastach - to wciąż jest ich za mało. „Podobnie w naszych przydomowych ogródkach powinniśmy chociaż kawałek oddać dzikiej przyrodzie, a nie wszystko wyrównywać trawnikiem, nie wspominając o betonie” - podkreślił.

Przypomniał także globalne dane dotyczące owadów, które szacują, że obecnie w ciągu roku ubywa 2,5 proc. biomasy owadów. „Ocenia się, że za 100 lat może być nie być żadnego owada. Tempo wymierania owadów jest ośmiokrotnie szybsze niż kręgowców – to jest przerażające i dzieje się nawet na obszarach chronionych. Dlatego nie potrzeba nam kolejnego czynnika zagrażającemu dzikim zapylaczom, jakim są kolejne miejskie pasieki i nadmierne namnażanie pszczoły miodnej” – podsumował prof. Skubała.

Cały list oraz nazwiska podpisanych pod nim naukowców można znaleźć tutaj:https://naukadlaprzyrody.pl/2021/06/19/stawianie-uli-nie-pomaga-pszczolom-list-naukowcow/

Temat ochrony owadów zapylających podejmuje m.in. Greenpeace w Narodowej Strategii Ochrony Owadów Zapylających. Wśród zagrożeń dla zapylaczy również wymieniona jest masowa hodowla pszczół w pasiekach. Dokument podsumowania z września 2020 r. można zobaczyć tutaj: http://greenpeace.pl/strategia/Strategia2020-podsumowanie.pdf (PAP)

Agnieszka Kliks-Pudlik

akp/ zan/

Źródło:PAP
Tematy
Zyskaj nawet 250 zł z Kontem 360°

Zyskaj nawet 250 zł z Kontem 360°

Komentarze (4)

dodaj komentarz
itso_lucky
głupota to nie zakładać pasieki jak się tym interesuje i ma chęci ja bym się nie przejmował profesorami z publicznych uczelni pewnie ma jakiś interes żeby pisać głupoty o zagrożonych gatunkach w mieście :D
infinum
Idę o zakład, że mało kto miał świadomość, że jest aż 450 gatunków pszczół, a tylko kilka z nich to pszczoły miodne hodowane w ulach. To jest właśnie konsekwencja tragicznie niskiego poziomu edukacji.

W konsekwencji tej niewiedzy, nawet dobre intencje tego czy tamtego społecznika potrafią zniszczyć ekosystem,
Idę o zakład, że mało kto miał świadomość, że jest aż 450 gatunków pszczół, a tylko kilka z nich to pszczoły miodne hodowane w ulach. To jest właśnie konsekwencja tragicznie niskiego poziomu edukacji.

W konsekwencji tej niewiedzy, nawet dobre intencje tego czy tamtego społecznika potrafią zniszczyć ekosystem, który potem będzie się odbudowywał przez następne 10-20 lat. Dla natury, to żaden problem, ale dla człowieka, który żyje ledwo 80 lat, to nawet 1/4 jego życia.

Jeżeli zniszczymy to co mamy obecnie, to po prostu na starość będziemy umierać na pustyni, tonąc pod górą śmieci.

Dobrze, że są naukowcy, którzy ogarniają niuanse związane z pszczołami, natomiast jest duży znak zapytani czy politycy i społeczeństwo będą w stanie zrozumieć, że te niuanse zdecydują o być, albo nie być w kontekście jakości życia w niedalekiej przyszłości.
samsza
Owady giną na szybach samochodów, Rafał zwężając ulice robi dobrą robotę w ochronie owadów.
1984
Czuję potężny sarkazm. Owady ginace na szybach są wskaźnikiem jakości ekosystemu. Im więcej i im większa różnorodność gatunkowa trafia pod wycieraczki tym lepiej.

Naukowcy mają sporo racji. Zakładanie pasiek miejskich powinno iść w parze z zapewnieniem pożytku. Najlepsze są kwietne łąki bo poza nektarem
Czuję potężny sarkazm. Owady ginace na szybach są wskaźnikiem jakości ekosystemu. Im więcej i im większa różnorodność gatunkowa trafia pod wycieraczki tym lepiej.

Naukowcy mają sporo racji. Zakładanie pasiek miejskich powinno iść w parze z zapewnieniem pożytku. Najlepsze są kwietne łąki bo poza nektarem i pyłkiem dają schronienie różnym gatunkom oraz pozwalają na rozwój ekosystemu - pojawią się polujące na owady ptaki itd. Ale gdy miejska pasieka stanie na często koszonej trawie w otoczeniu iglaków to katastrofa ekologiczna jest nieunikniona.

Mieszkam na peryferiach i jeden z sąsiadów ma pasiekę. Ale tu pszczoły mają pożytek od wczesnej wiosny (pyłek z leszczyny lub osiki, gdy robi sie ciepło pod drzewami aż huczy) do późnej jesieni (np. maliny odmiany Polana). Teraz gdy stanie się pod lipą słychać przyjemne brzęczenie. Gdy sie uważnie przyjrzeć są też inne gatunki pszczół oraz sporo trzmieli. Tak jest tylko dlatego, że w pobliżu są dzikie łąki. Bez nich poza pszczołą miodną prawie nie byłoby innych zapylaczy.

Powiązane: Ochrona zwierząt

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki