Najbardziej cierpią najmniejsi przedsiębiorcy. – Trzymam tę samą cenę chleba od siedmiu lat – mówi Jan Tabor, właściciel wrocławskiej piekarni Aga, który zatrudnia u siebie kilkanaście osób. Według niego najbardziej uczciwa cena to dwa złote za bochenek, czyli o jedną czwartą więcej niż dziś. Ale jednocześnie ceny chleba nie zamierza na razie podnosić. – Muszę zadowolić się mniejszym zyskiem – kwituje Jan Tabor. Podobnego zdania jest Michalina Gąsiorowska, właścicielka rodzinnej piekarni w Bolesławcu. – Jakoś wytrzymamy. Liczę, że spadną ceny paliwa. Inaczej klienci będą musieli płacić więcej za chleb – mówi Gąsiorowska.
– Mąka skoczyła ostatnio o sześć groszy na kilogramie. Za litr oleju 10 lat temu płaciłem 60 groszy, a teraz ponad dwa złote – wylicza Zdzisław Jasiński, właściciel piekarni „Kajzerka” z Żelazna. U niego chleb zdrożał po raz ostatni dwa lata temu. Z powodu konkurencji poskramiają swe apetyty także wytwórcy mąki. – Teraz jest droższa, ale w ubiegłym roku obniżyliśmy jej cenę o ponad 40 proc. – mówi Andrzej Kazimierczak z PZZ Bolesławiec. – Przetrwaliśmy tylko dlatego, że maksymalnie ograniczyliśmy koszty produkcji. Według niego możemy spodziewać się dalszych podwyżek cen mąki.
Jak zwykle wszyscy producenci pieczywa czekają na ruch największego gracza na rynku – wrocławskiego Mamuta. – Żaden piekarz nie wychyli się w tej chwili z podwyżką, bo automatycznie straci klientów – mówi Jan Tabor. – Dochodzą do nas głosy o planowanych przez innych podwyżkach, więc dokładnie obserwujemy to, co się dzieje. Ale na razie u nas żadnych podwyżek nie będzie – uspokaja Leszek Jaroszyński, prezes zakładów Mamut.
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Łukasz Pałka





























































