Styczniowy odczyt indeksu Ifo potwierdził wcześniejsze sugestie wskaźników PMI. Największa gospodarka Europy przechodzi okres gwałtownego spowolnienia wzrostu, który może się skończyć recesją.


Indeks Ifo mierzący nastroje wśród ok. 9000 niemieckich menadżerów w styczniu obniżył się do 99,1 pkt. i osiągnął najniższą wartość od lutego 2016 roku. Wynik ten był nie tylko słabszy niż w grudniu (101 pkt.), ale też wyraźnie niższy od oczekiwań analityków (100,6 pkt.).
Na początku 2019 roku w dalszym ciągu pogarszały się nie tylko oceny bieżącej koniunktury, co zresztą nie jest żadną sensacją. Trend ten trwa od początku 2018 roku i wiadomym było, że rekordowo dobra koniunktura w niemieckim biznesie nie utrzyma się wiecznie. Niepokojąca natomiast jest przyspieszająca erozja oczekiwań względem najbliższej przyszłości. Subindeks oceny perspektyw gospodarczych na następne pół roku zaliczył mocny spadek z 97,3 pkt. do 94,2 pkt., osiągając najniższą wartość od europejskiej recesji z 2012 roku.
Co więcej, styczniowy raport Ifo podważa hipotezę, jakoby jedynym źródłem słabości koniunktury w RFN były perturbacje związane z nowymi normami emisji spalin w samochodach osobowych. Albowiem do obserwowanego od roku pogorszenia koniunktury w przemyśle doszło osłabienie w usługach i handlu oraz wręcz załamanie w sektorze budowlanym. Czyli w tym segmencie niemieckiej gospodarki, który pompowany ultra niskimi stopami procentowymi w ostatnich trzech latach znalazł się w fazie bezprecedensowego boomu.
Paskudnie prezentują się też graficzne wnioski płynące z ostatniego pogorszenia nastrojów w niemieckim biznesie. „Sygnalizator świetlny” cyklu koniunkturalnego trzeci miesiąc z rzędu wyświetla czerwone światło, wskazując na nikłe prawdopodobieństwo ekspansji gospodarczej. Zaś „mapa cyklu koniunkturalnego” pokazuje, że gospodarka naszych zachodnich sąsiadów przeszła z fazy boomu do fazy spowolnienia wzrostu.

Krzysztof Kolany

























































