Inwestorów z Wall Street ogarnął szał na punkcie akcji producentów półprzewodników. Zwyżki w tym sektorze napędziły nowe rekordy w wykonaniu Nasdaqa i S&P500. Znamienne, że praktycznie bez wzrostów dzień zakończyła średnia przemysłowa Dow Jonesa.


Indeks S&P500 zakończył tydzień na poziomie 7 398,93 punktów, zyskując 0,84% i ustanawiając nowy rekord wszech czasów. To samo uczynił Nasdaq Composite, który zwyżkował o 1,71% i meldując się na wysokości 26 247,08 pkt. Oba indeksy odnotowały szósty wzrostowy tydzień z rzędu, co jest najdłuższą taką serią od października 2024 roku.
Ale już zrzeszający biznesy „starej gospodarki” Dow Jones pozostał praktycznie bez zmian i wciąż bez nowego rekordu hossy. Poprzedni miał miejsce w lutym, a więc już prawie trzy miesiące temu.
I trudno się temu dziwić, jeśli się spojrzy, co od początku kwietnia napędza zwyżki na Wall Street. Tym czymś jest boom w sektorze półprzewodnikowym. Tylko w piątek akcje Micron Technology zdrożały o przeszło 15%, kurs AMD podniósł się o ponad 11%, a Intela o blisko 14%.
To szaleństwo jest napędzane potężnym popytem na chipy zgłaszanym przez tzw. hyperscalerów na potęgę budujących nowe centra przetwarzania danych na potrzeby algorytmów AI. Tylko od 30 marca branżowy Philadelphia SE Semiconductor Index urósł już 65%, samodzielnie napędzając odbicie na Wall Street. Taki SanDisk, którego notowania od początku roku wzrosły o 400% - stał się nową Nvidią.

Ale ta nowa odsłona hossy na Wall Street bazuje także na twardych fundamentach w postaci szalonej dynamiki korporacyjnych zysków. Choć sezon wynikowy za I kwartał jeszcze nie dobiegł końca, to szacunki analityków mówią o spektakularnej 29-procentowej dynamice zysków przypadających na indeks S&P500. Także tu spora w tym jest zasługa spółek zarabiających na boomie w sektorze AI.
- To jest gospodarka, która wydaje się trudna do zniszczenia. To jest historia wzrostu produktywności, wydatków, efektu majątkowego konsumentów oraz zysków – powiedział Reutersowi Rob Williams, szef strategii inwestycyjnych w Sage Advisory Services. Podobne wypowiedzi padały pod koniec XX wieku w szczycie bańki internetowej.
Amerykańscy inwestorzy zdają się przy tym już kompletnie lekceważyć wciąż napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie, która utrzymuje ceny ropy naftowej w pobliżu stu dolarów za baryłkę. Historycznie rzecz biorąc tego rodzaju zwyżka cen ropy (która jest o 2/3 droższa niż na początku roku) jak dotąd zawsze negatywnie odbijała się na kondycji konsumentów i gospodarki jak również rynku akcji.
W tym całym zamieszaniu na trzeci plan zeszły zwykle bardzo istotne dla inwestorów dane z amerykańskiego rynku pracy. Na pierwszy rzut oka wyglądały one lepiej niż dobrze. Kwietniowy przyrost zatrudnienia okazał się dwukrotnie wyższy od rynkowego konsensus, ale nie potwierdziły go dane ankietowe, według których liczba pracujących spadła o 226 tys. Bardzo niska była też dynamika płac.
Nic więc dziwnego, że indeks nastrojów gospodarstw domowych Uniwersytetu Michigan w maju spadł do najniższego poziomu w swej przeszło 70-letniej historii, pogłębiając kwietniowe minimum (gdy tez był najniższy w historii).
Być może też dlatego Keith Buchanan, starszy menedżer portfela w Globalt Investments, sceptycznie podchodzi do kontynuacji hossy na rynku. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak bardzo jest ona podtrzymywana przez optymizm związany z inwestycjami w sztuczną inteligencję.
- Rynek zajmuje się wycenami, które nie odzwierciedlają ryzyka, jakie tam widzimy – powiedział Buchanan, wskazując na możliwość, że konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwał dłużej, niż przewidywano, oraz na coraz bardziej negatywny wpływ tego zjawiska na konsumentów. - To opowieść o wydatkach na sztuczną inteligencję i ich efekcie domina – a także o zyskach – które napędzają gospodarkę, która bez tych wydatków i optymizmu byłaby zapewne dość nijaka – kontynuował.
KK



























































