REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Przyprawiają o dreszcz. Najstraszniejsze miejsca do odwiedzenia

Agata Wojciechowska2019-10-27 06:00redaktor
publikacja
2019-10-27 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Wyspa lalek, zamek z niezliczoną ilością duchów, podejrzane zagrody, maszerujące wojska i straszący zwiedzających kot. W listopadzie można jeszcze wybrać się w straszną podróż. A na duchach można sporo zarobić.

Przyprawiają o dreszcz. Najstraszniejsze miejsca do odwiedzenia
Przyprawiają o dreszcz. Najstraszniejsze miejsca do odwiedzenia
fot. Pixabay / / Pexels

Tym razem nie krwista czerwień na giełdzie, przerażająco wysoki kurs franka czy wracający jak zły szeląg strach przed brexitowym chaosem przyprawia najczęściej podróżników o dreszcze. To miejsca na Ziemi, z którymi "jest coś nie tak" i podskórnie nawet niedowiarek czuje się co najmniej nieswojo. 

Najdrożej oczywiście, ze względu na koszty podróży, przyjdzie turystom zmierzyć się ze strasznymi miejscami położonymi w Stanach Zjednoczonych i Azji. Jednak i w Polsce możemy znaleźć ich odpowiedniki. 

Polska

1. Zamek Grodno, okolice Wałbrzycha

Pytanie nie powinno brzmieć "kto w nim straszy", ale 'kto tego nie robi". W tym miejscu zagęszczenie duchów na metr kwadratowy przebija nawet gęstość zaludnienia w Hongkongu. Straszy kasztelanka Małgorzata, skazana przez swego ojca na loch głodowy za zabicie podstarzałego (różnica wieku wynosiła kilkadziesiąt lat) narzeczonego, straszy ów zrozpaczony ojciec, straszy pchnięty z pobliskiej skały niedoszły, choć podeszły, małżonek, straszy stajenny, który kochał się w dziewczynie. A to zaledwie jedna legenda związana z tym miejscem.

Wakacje na giełdzie

Straszy biała dama, która wywabiała podczas uczt szlachciców i topiła ich w pobliskiej studni, ci topieni i straszy twórca studni - przywieziony przez templariusza, który miał być budowniczym zamku, w roli jeńca z Ziemi Świętej. Ów rycerz oczywiście też się pojawia nocą w czerwonej pelerynie. Dodatkowo, po pobliskich szlakach krążą ezoteryczni raubritterzy i tragicznie zmarli służący. Ma także straszyć pies. 

To zaledwie ułamek historii okolicy. Zamek położony jest obok miejsca, w którym naziści mieli ukryć "złoty pociąg", a co za tym idzie, obfituje w dziwne, niewyjaśnione i dość tajemnicze historie. 

Bilety kosztują 20 zł (ulgowy 16 zł). Istnieje możliwość kupienia ich w pakiecie z biletem do Sztolni Walimskich - wówczas kosztują odpowiednio 34 i 26 zł. 

2. Węsiory, czyli "polski Stonhenge" na Kaszubach

Wyświetl ten post na Instagramie.

#ProstozPodrozy W Węsiorach koło Bytowa stoją kamienne kręgi. Największy ma 26 m średnicy. Las usiany jest też kurhanami. Niektóre zostały wybrukowane, na innych ustawiono stele – rzeźbione płyty. W trakcie wykopalisk w grobach odkryto biżuterię i przedmioty domowego użytku. Wedle archeologów pozostawili je po sobie Goci, którzy od I w. n.e. ściągali na Kaszuby ze Skandynawii. Są jednak i tacy, którzy uparcie wierzą, że to pamiątka po wizycie przybyszy z obcej planety. Inni uważają, że kamienne kręgi były miejscem spotkań starszyzny plemiennej lub obserwatorium astronomicznym. (...) Na zdjęciu replika wioski Gotów w Gospodarstwie Lemanów. #Kaszuby #Bytów #Węsiory #Lemanów #Pomorze #Polska #lubiepolske #polskiekrajobrazy #igerspoland #kamienie #krąg #las #zagadka #magia #weekend #wypad #wycieczka #artystycznapodroz #magazynpodroze #podroze FOT. AGNIESZKA RODOWICZ #PODRÓŻE 11/2016

Post udostępniony przez Podróże (@magazynpodroze)

Tutejsze kamienne kręgi co prawda nie są tak spektakularne jak te brytyjskie, ale też przyciągają fanów mocnych wrażeń. W Szwajcarii Francuskiej w okolicach Jeziora Długiego naliczono trzy kamienne kręgi, 20 kurhanów i 110 grobów. Czy były dziełem Gotów, jak twierdzą naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego - pewnie nigdy się nie dowiemy. O niewyjaśnionych zjawiskach ostrzegają nawet tablice, informujące m.in. "Krąg Strażnika. Może wystąpić przeładowanie energią, jeżeli poczujesz się źle - wyjdź natychmiast z kręgu". 

Co dodaje smaku temu miejscu to fakt, że w okolicy mieszkańcy częściej niż w innych rejonach Polski donosili o tajemniczych zjawiskach na niebie, które mają mieć związek z istotami pozaziemskimi. 

Goci - kim byli, skąd przybyli, gdzie "wybyli"?

To plemiona, których korzeni należy szukać na terenach dzisiejszej Szwecji oraz wysp: Olandii i Gotlandii. Około I wieku naszej ery wypędzeni ze swoich ziem przez srogie zimy ruszyli na południe. Na ziemiach polskich stworzyli kulturę zwaną wielbarską. Po kilku wiekach udali się na południe i "walnie przyczynili się" do rozpadu Cesarstwa Rzymskiego. 

Po co im były kamienne kręgi? Na początku sądzono, że są one nagrobkami. Później naukowcy wysnuli przypuszczenie, że mogły być to miejsca zebrań starszyzny plemienia. Bliskość cmentarzy miała zapewnić zgromadzonym dobre rady zmarłych przodków. Mogły to być także kalendarze.

3. Zamek Ogrodzieniec, Szlak Orlich Gniazd

fot. Robert Neumann / / FORUM

Tutaj wycie nikogo nie dziwi, a to za sprawą najsłynniejszego ducha psa wleczącego za sobą trzymetrowy łańcuch. Dodatkowo ma on ogniste oczy i trupiolodowaty oddech. Zgodnie z legendą jest to czworołapne wcielenie kasztelana Stanisława Warszyckiego z czasów Potopu Szwedzkiego, który srogo prześladował i torturował poddanych (nie szczędził także razów żonom - jedną wychłostał przy służbie, a drugą zamurował żywcem). Za karę miał być porwany do piekła, a duchem psa ma odpokutować swoje winy. Inne zwierzęta, a w szczgólności psy, panicznie nie chcą zapuszczać się do ruin zamku nocą. Oprócz ogra straszą bracia, którzy władając zamkiem, zbudowali bogacto na krzywdzie innych i jak to zwykle bywa - ci inni oszukani także błąkają się po dawnych korytarzach. Nie zabrakło tu także tragicznej damy - Olimpii, której miłość do młodego rycerza nie otrzymała akceptacji ojca. Przez knowania rodzica rycerz popełnił samobójstwo, a zaraz za nim na swoje życie targnęła się dziewczyna. Studnia i żelazne drzwi także pełnią swoją "straszną" rolę na tym zamku. 

Za odwiedzenie samego zamku zapłacimy 14 zł (ulgowy 9 zł). I w tym przypadku warto kupić bilet łączony z Grodem na Górze Birów - odpowiednio 18 zł i 16 zł. 

Ogrodzieniec warto także odwiedzić z jeszcze jednego powodu - to tutaj kręcono część zdjęć do najnowszej produkcji Netflixa "Wiedźmina"

4. Msza Zagubionych Dusz w opuszczonej wsi Karpno, okolice Lądka Zdroju

Po wsi Karpenstein została jedynie kaplica, która obecnie jest odrestaurowana, czego nie można powiedzieć o ruinach poniemieckiej miejscowości, która jeszcze przed II Wojną Światową liczyła sobie około 40 budynków. Legenda, jak to zwykle bywa, wiąże się z miłością młodego strzelca i dziewczyny. Jednak myśliwy tuż przed planowanym ślubem miał zostać śmiertelnie zraniony na polowaniu. Niedoszła panna młoda codziennie chodziła do kaplicy, by z pierścionkiem zaręczynowym modlić się o duszę ukochanego. Pewnej nocy ze snu wyrwały ją dzwony. Zerwała się z łóżka, sądząc, że zaspała na poranną mszę. Gdy przybyła do kościoła był on wypełniony ludźmi i paliły się wszystkie świece. Jednak jakże wielkie było jej zaskoczenie, kiedy wśród nich zobaczyła młodego myśliwego. Podczas zbierania ofiary dziewczyna odkryła, że w pośpiechu nie zabrała ze sobą pieniędzy, więc ministrantowi dała ów pierścionek. Nagle wszystko zniknęło. Przybyli na właściwą poranną mszę mieszkańcy znaleźli dziewczynę martwą na progu świątyni, a jej biżuterię znaleziono w koszyczku w kościele.  

Owa msza duchów odbywa się raz na 100 lat w adwencie. Biorą w niej udział wszyscy zmarli w tym czasie. Jeśli ktoś żywy trafi na to nabożeństwo, dołączy do nich. 

To jednak nie jedyna historia z dreszczykiem o tym sanatorium. Po okolicznych drogach ma krążyć jeździec bez głowy, a duchy raubritterów wciąż mają nękać podróżnych. 

5. Duchna Droga między Warszawą a Izabelinem

Któż by przypuszczał, że tuż pod bokiem mamy "zaduszoną" Puszczę Kampinoską. Podobno można tutaj spotkać duchy żołnierzy z II wojny światowej, którzy zmarli tragicznie podczas walk partyzanckich, mnichów i zakonnice oraz jeźdźca na koniu z kobietą prowadzącą bezgłowego psa. Jak widać, poszukiwacze wrażeń mają całą gamę zjaw do wyboru. Kto nie zobaczy, może usłyszeć. W oddali słychać radiofalówkę, przemarsz wojska i pracę silników. Całość dopełniają dziwnie przygarbione brzozy. 

Podobne nawiedzone lasy można także spotkać za granicą. W Nadrenii Północnej - Westfalii znajduje się otoczone lasem miasteczko Kirchlengern. Już od XII wieku okoliczni mieszkańcy bali się zapuszczać wgłąb. Co jakiś czas znikały zwierzęta gospodarskie, by po kilku dniach w zupełnie innej części lasu odnalazły się jedynie ślady krwi. Poruszający się pod drzewami mówią, że mieli wrażenie, iż są nieustannie obserwowani. 

Wśród najsłynniejszych należy wymienić japoński Las Samobójców, Aokigahara [tłum. Morze Drzew]. Na zajmującym 30 km kwadratowych obszarze ponad 500 osób postanowiło odebrać sobie życie.

Cisza jest tu przytłaczająca, ciasno rosnące drzewa potęgują uczucie klaustrofobii, a brak punktów orientacyjnych powoduje, że ciężko się w nim poruszać. Dawniej podobno porzucano tu w czasach nieurodzaju słabszych i starszych, by umarli z głodu, "ratując" innych. Od 1971 roku las przeczesują wolontariusze w poszukiwaniu ciał. Od opublikowanej w 1993 roku książki "Kompletny podręcznik samobójstwa", który opisywał las jako "idealne miejsce na zakończenie życia", stopniowo rosła liczba osób, która decydowała się na taki krok. W 2004 roku znaleziono 108 zwłok. W tym też roku władze przestały publikować takie informacje. Zaczęto też stosować areszt zapobiegawczy dla tych, których zachowanie sugeruje zamiar popełnienia samobójstwa. 

Europa

1. Edynburg, najbardziej nawiedzone miasto na świecie

Kilty w kratę, odrobina whiskey i nie tyle zakręty, co wręcz serpentyny historii to idealna recepta na strachy. Stolica Szkocji była świadkiem wielu krwawych i tragicznych wydarzeń. Tutaj duchy można spotkać niemal wszędzie. Zamek Glamis w Edynburgu połączony jest z ulicą Royal Mile podziemnymi korytarzami, w których do dziś mają rozbrzmiewać dudy. Przenikające przez ściany postacie mają być na porządku dziennym. I dają sobie robić zdjęcia.  

Do tego warto dodać znikające przedmioty czy nagłe spadki temperatury. Jest to także miejsce, w którego władcy, chyba najczęściej w Europie, kończyli swój żywot nagle i tragicznie.

Pinces Street Gardens to dawne mokradła, w których topiono kobiety podejrzane o czary. Warto przypomnieć, że jeśli utonęły, to był to dowód ich niewinność. Szacuje się, że w ten sposób rozprawiono się z około 300 "czarownicami". 

Mary King's Close to część Starego Miasta z wielokrotnie przebudowanymi uliczkami, które tworzą niekiedy i siedmiokondygnacyjne konstrukcje. Zamieszkiwali ją najbiedniejsi, a więc była np. świadkiem epidemii dżumy. Władze miasta "profilaktycznie" zamurowały wszystkie wejścia do tej dzielnicy, skazując mieszkańców na śmierć. W jej podziemiach ulokowali się poszukiwani przestępcy, co oczywiście prowadziło do dalszych porażających krew w żyłach dramatów. 

Podobną "renomą" cieszą się paryskie katakumby. 

W stolicy znajduje się także najbardziej nawiedzony cmentarz (sic!) Greyfiars. Jeszcze dziś na niektórych grobach można zobaczyć kraty, które miały uniemożliwić ich plądrowanie lub... wykradanie ciał do szkoły medycznej.

Wartym wzmianki jest grobowiec sędziego George'a MacKenzie, zwany "Czarnym Grobowcem". Słychać tam dziwne odgłosy, a niektórzy przechodnie czują uderzenia. I to nie lekko - niektórzy turyści wychodzili z połamanym nosem lub krwawiącymi ranami. 

Korzystając z tanich linii lotniczych, można znaleźć lot za około 70 zł. Noclegi w stolicy Szkocji zaczynają się mniej więcej od 250 zł za noc. 

2. Wyspa Povegila, zwana wyspą śmierci, Włochy

Jej położenie jest idealne dla turystów - Laguna Wenecka, ale historia przeczy pięknu tego miejsca. To właśnie tam zsyłano chorych podczas epidemii dżumy, która nawiedzała to miasto portowe dwukrotnie: w XIV i XVII wieku. Zmarło na niej około 160 tys. osób - niektóre z nich w ramach nowożytnej profilaktyki zostaly spalone żywcem. Co więcej, na pacjentach przeprowadzano eksperymenty w poszukiwaniu lekarstwa na tę straszną chorobę. Niestety, były one równie przerażające. 

To jednak nie koniec. W 1922 roku otwarto na wyspie szpital psychiatryczny. Złą sławę zyskał dzięki okrutnym lobotomiom, na koniec popełnił samobójstwo, skacząc z wieży szpitalnej. Podobno miał to uczynić przez nękające go duchy. 

Jest więc komu straszyć. Połączenie zarazy i tortur daje idealne środowisko do zjawisk paranormalnych. Ma być na niej słychać krzyki, przytłaczające uczucie nieszczęścia, a zjawy wydają się wychodzić z każdego zakamarka wyspy. Z legend wynika, że w połowie składa się ona ze szczątków ludzkich, a nie skał czy ziemi. Próby odnowienia szpitala przez inwestorów spełzły na panewce. Nie jest też zbyt popularna wśród turystów, za to co chwilę pojawiają się na niej ekipy telewizyjne "od zjawisk nadprzyrodzonych". 

Lot do Wenecji można "złapać" już za 80 zł. Problem będzie z dostaniem się na samą wyspę - trudno bowiem znaleźć przewoźnika, który się zgodzi na taki rejs, choć zawsze można spróbować. Pobyt tam będzie drogi ze względu na popularność miejsca - ceny noclegów i jedzenia mogą być wyśrubowane, szczególnie w słynnym karnawale.

3. Elektrownia w Czarnobylu/ opuszczone miasto Prypeć, Ukraina

Wyświetl ten post na Instagramie.

Умершие дважды: Зона чернобыльской катастрофы. Часть 10 Впритык к Народичам стоят отселенные села Новое Шарно, Старое Шарно, Христиновка. Первым, еще 27 мая 1986 года, в Народичском районе отселили село с таинственным названием Долгий Лес, стоящее почти на границе с республикой Беларусь. А отселение всего района продолжалось вплоть до 1990 года. Можно приехать в Народичи на маршрутке, побродить по разваленным хатам. Они сильно контрастируют с обжитыми жилищами, где устанавливают стеклопластиковые окна и спутниковые антенны. В городке есть несколько брошенных пятиэтажек, из которых, правда, предприимчивые народичане изъяли все до последнего гвоздя. Можно посетить бар и погутарить сместными парубками. Некоторые такие сталкерские визиты заканчивались склоками. Здесь, как и везде в маленьких городках, зорко «блюдут» чужаков. И радиация тут ни при чем. Венчает череду отселенных украинских земель Овручский радиоактивный анклав. Села Мотыли, Журба, Липские Романы, Переезд и другие. Анклав начинается западнее Вильчи, ограниченный железнодорожными путями, и простирается до с. Гладковичи, уже практически в каких-то двух километрах Овруча. С севера он ограничен кордоном республики Беларусь. Овручский анклав насчитывает несколько десятков сел, все подъезды к которым обнесены контрольно-пропускными пунктами. Проехать через них достаточно просто. Нужно иметь автомобиль и придуманную вескую причину. Например, посмотреть хату родных. Вежливые полицейские без лишних слов выпишут вам временный пропуск, предупредив, чтобы ничего не вывозили и не жгли костры. 7. Разметало полищуков по чужим весям. Люди получали денежную компенсацию, но как утолить печаль потери своей родимой земли? По всей стране строились села, расширялись уже существующие, чтобы принять новых жильцов. Бывших соседей старались селить рядом. По всей стране после аварии дезактивацию прошли 600 сел, из которых отселили больше сотни. ПРОДОЛЖЕНИЕ СЛЕДУЕТ...

Post udostępniony przez Припять (@pripyat_and_chernobyl_)

Nie ulega wątpliwości, że pośpiesznie opuszczone miasto Prypeć przyprawia o dreszcze, szczególnie po seansie, jaki zafundowała swoim widzom HBO dzięki serialowi "Czarnobyl". Porozrzucane zabawki, oczodoły okien w blokach i górująca nad wszystkim Młyńskie Koło pokazuje ogrom tragedii ludzkiej. O tym, jak promieniowanie napędza turystów, a za wycieczkę do Zony wystarczy zapłacić 300 zł, pisaliśmy wcześniej.

Niedawno zarządzający zdecydowali się na otwarcie dodatkowych 21 tras. Wśród nich znajduje się jedna z bardziej pożądanych - zwiedznie sterowni reaktora nr 4, która zaważyła na współczesnej historii. Ze względów bezpieczeństwa turyści mogą tam tylko przebywać 5 minut i to w specjalnym kombinezonie zakrywającym całe ciało, nadal bowiem promieniowanie w bloku 4 przekracza dopuszczalne normy. Są miejsca, gdzie nawet o 40 tys. razy. 

W Zonie najlepiej nie pojawiać się samemu nocą. Ożywa bowiem dzięki złomiarzom, stalkerom i dzikim zwierzętom. W tym miejscu wyobraźnia podpowiada najbardziej niestworzone scenariusze, które mogą się spełnić. 

4. Sighisoara, Rumunia

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć niepozornego średniowiecznego miasteczka w Transylwanii, które było świadkiem nardzoin Wlada Palownika, szerszej publiczności znanego jako Drakula. Za dnia to jedno z najpiękniej zachowanych miasteczek, ale w nocy owe wąskie uliczki tworzą klaustrofobiczne otoczenie. Warto też wspomnieć, że to tutaj miała się rozegrać słynna bajka o czarodziejskim flecie, za pomocą którego grajek oczyścił miasto z myszy (znana też pod tytulem "Flecista z Hameln" braci Grimm). 

I choć niektórzy twierdzący, że legenda o Wladzie Palowiku to po prostu czarny PR najeźdźców tureckich, z którymi ów bezlitośnie walczył, to nie sposób wieczorem przy nadciągającej nad miasteczko mgle nie poczuć się "nieswojo".

Do Bukaresztu polecimy już za 90 zł. Stali bywalcy w Rumunii polecają jednak podróż samochodem, mMiasto bowiem położone jest przy międzynarodowej drodze E60 prowadzącej z Oradei przez Bukareszt do Konstanicy. Ceny zakwaterowania zaczynają się od 31 zł za noc. Nie obejmują osikowych kołków ani srebrnych naboi. 

5. Quinta da Regaleira, Portugalia

To tajemnicze miejsce, przepełnione symbolami masonerii, templariuszy i alchemików, położone jest w pobliżu Lizbony. Najsłynniejszym właścicielem Quinto da Regaleiri był Antonio Augusto Carvalho Monteiro, egocentryk, altruista, a przez złośliwych określany po prostu mianem dziwaka. Wśród niecodziennych budowli można wymienić m.in. Studnię Wtajemniczenia (inne jej nazwy to Odwrócona Studnia i Studnia Inicjacji). Ma ona 27 metrów głębokości i składa się z 9 elementów nawiązujących do piekła Dantego. "Zanurzając się" w studni, możemy przejść do niemal każdego z kompleksów w ponad 4-hektarowym parku, gdyż są one połączone podziemnymi tunelami. 

Bilety do Lizbony można znaleźć za 200 zł. Noclegi za to bywają w okazyjnych cenach - nawet 34 zł za noc. 

6. Zamek Frankenstein, Niemcy

Wyświetl ten post na Instagramie.

Gudmrng friends

Post udostępniony przez dhiraj das (@das_dhiraj)

Wybudowany został w XIII wieku i początkowo jego nazwa nie kojarzyła się z niczym potwornym. Frankowie to starożytne germańskie plemię, a stein w języku naszych zachodnich sąsiadów znaczy kamień. Ale to właśnie z tym zamkiem związane są tajemnicze opowieści. Jego mieszkańcem był Johann Konrad Dippel, znany naukowiec i producent eliksirów. Chcąc rozwiązać zagadkę nieśmiertelności, sięgnął jednak po makabryczne eksperymenty, z których najmniej przerażające miały na celu destylacje rogów, krwi i kości słoniowej. Napój na tej bazie miał leczyć wszystko: od przeziębienia do padaczki. Oskarżano go także o eksperymenty na zwłokach.

Opowieści o nim rozsławili bracia Grimm i Mary Shelley. Jednak co do słynnego Frankensteina, potwora o gołębim sercu, to niemiecki zamek musi rywalizować z legendą z miasteczka Frankenstein (dzisiejszych Ząbkowic Śląskich na Dolnym Śląsku), który walczy o to, by być rodzimym miastem potwora. W przypadku polskiej miejscowości Shelley miała zainspirować historia grabarzy z czasów epidemii dżumy, którzy zostali oskarżeni o wykopywanie zwłok, robienie z nich proszku (by smarować nimi klamki domówi i tak rozprzestrzeniać chorobę, a co za tym idzie - powiększać swój majątek) oraz innych eksperymentów.

Zwiedzanie ruin i zamku jest bezpłatne.

Poza Starym Kontynentem:

1. La Isla de las Munecas, czyli Wyspa Lalek, Meksyk

Wyświetl ten post na Instagramie.

La isla de las muñecas en Xochimilco

Post udostępniony przez Cha! (@eltalcha)

Chucky tu, Chucky tam. Laleczka bez dłoni zwisa z drzewa, tam przybita jest do pnia. Ta niepokojąca instalacja jest tworem Don Juliana Santana, który żył osamotniony na wyspie przez 50 lat. Większość czasu, sądząc po liczbie zabawek, spędził, rozwieszając je niemal w każdym zakątku wyspy. Wyglądają jak złożone w ofierze. Jak się jednak okazuje, kryje się za tym tragiczna historia, której różne wersje krążą po okolicy. We wszystkich z nich powtarza się jednak trzon - Santana wieszał lalki, by upamiętnić  dziewczynkę, która utopiła się w pobliskim kanale, a której nie zdążył uratować. W wodzie zamiast dziecka znalazł jedynie lalkę, którą umieścił na drzewie. 60 lat później jego ciało znaleziono w tym samym miejscu. Co wrażliwsi turyści słyszą szepty, kroki i szlochanie. 

Wyspa znajduje się około 28 km na południe od stolicy Meksyku. By zobaczyć setki lalek, wystarczy wsiąść na prom wypływający z Embarcadero Cuemanco lub Embarcadero Fernando Celada.

2. Wrota Piekieł, Derweze, Turkmenistan

Ziejąca ogniem spora dziura w ziemi - tak można krótko scharakteryzować to miejsce, które znajduje się w środku Pustyni Kara-kum. Dante zapewne określiłby je bardziej poetycko. Krater o średnicy 70 metrów i głębokości 25 metrów płonie nieprzerwanie od ponad 40 lat. To jednak nie Lucyfer, a Rosjanie mieli coś wspólnego z jego powstaniem. Otóż w 1971 roku geolodzy z ZSRR natrafili tam na złoża gazu ziemnego. Podczas wykonania odwiertów natrafili na tzw. kieszeń gazową, czyli dość płytko położone złoże. Po zapadnięciu się gruntu surowiec zaczął wydobywać się na zewnątrz, więc... radzieccy naukowcy postanowili go podpalić, licząc na to, że po kilku dniach złoże się wyczerpie. Nie wyczerpało się do dziś. 

Wrota piekieł widać z odległości kilku kilometrów, szczególnie i tu nie ma niespodzianki - nocą. Można nawet załapać się na kemping tuż obok. 

3. The Old Changi Hospital w Singapurze i Lawang Sewu

Opuszczone szpitale i budynki użyteczności publicznej nie mają najlepszej reputacji, a już najgorszą z nich mają te z Azji. The Old Changi Hospital w Singapurze czy budynek kolejowy Lawang Sewu [tłum. "Tysiąc Drzwi"] należą do tej grupy. Mają wspólną cechę - w czasie II wojny światowej służyły Kampeitai, a więc japońskiej tajnej policji politycznej i innym służbom. Zjawy, jakie można napotkać, to oprócz połamanych i krwawiących żołnierzy, duchów bez głowy, także pacjenci zmarli tragicznie. Niektórzy zarzekali się, że zjawiskom towarzyszyły uderzenia, wycie i huki. 

Dodatkowo w budynku Dutch East Indian Railway Company można spotkać Pontianaka, ducha-wampira. To taka Samara z "The ring", charakteryzująca się długimi czarnymi włosami i czerwonymi oczami, ubrana w pobrudzoną krwią białą suknię. 

Polskimi odpowiednikami są m.in. radziecki szpital w Legnicy, który ma dłuższą historię, gdyż został zbudowany przed II wojną światową (wówczas znajdował się w III Rzeszy), dawny szpital psychiatryczny w Otwocku lub szpital w Oleśnie o zaskakująco, nawet jak na swoje przeznaczenie, wysokim wskaźniku śmiertelności. 

4. Hotel Stanley, Kolorado, USA

Przy nim hotel "Panorama" ze "Lśnienia" Stephena Kinga to igraszka. To on miał posłużyć autorowi horrorów jako inspiracja, bo spędził w nim w 1974 roku noc w pokoju nr 217. Budynek u podnóża Gór Skalistych zbudowano na początku XX wieku. Został zaprojektowany z 138 pokojami z łazienkami i telefonami, co w owych czasach było nowością. Jednak wraz z oddaniem budowli do użytku pojawiły się informacje o dziwnych zjawiskach. Na korytarzach słychać kroki i śmiech bawiących się dzieci (czyżby bliźniaczek?). Wiele osób miało donosić, że na schodach spotkało nieżyjącego pierwszego właściciela hoteli Freelana Oskara Stanleya z żoną Fioną, która grywa na fortepianie, upiornie strasząc przy tym gości. W czołówce najbardziej nawiedzonych pokoi plasują się nr: 217 (ma opiekuńczego ducha kobiety, której wybuchła lampa gazowa), 418 (z postacią leżącą w łóżku, słychać dzieci pokojówki bawiące się czerwoną piłką) i 407 (czuć w nim zapach fajki właściciela ziemi, na której stoi hotel)

Co przeżył King w pokoju 217?

Stephen King i jego żona Tabitha mieli otrzymać pokój nr 217. Gdy tylko zostawili swoje bagaże, wyszli. Po powrocie zobaczyli, że wszystkie ich rzeczy są rozpakowane. Oboje słyszeli małą dziewczynkę, która wołała swoją nianię.

Hotel doskonale korzysta z promocji, jaką dała mu książka "Lśnienie". Oprócz typowych wycieczek dla łowców duchów, w sklepie można kupić koszulki, kubki czy czekoladki z napisem "Redrum". W pokoju 217 jest wyświetlana ekranizacja horroru. W Halloween hotel organizuje bal tematyczny. 

Dodatkowo na stałym etacie jest medium - Madame Vera, która nie tylko "obsługuje" upiornych pensjonariuszy, ale i służy konsultacjami parapsychologicznymi. 

Nocleg w tym trzygwiazdkowym hotelu zaczyna się od około 600 zł. 

Źródło:

Redaktor działu newsroom w portalu Bankier.pl. Absolwentka historii, którą studiowała dłużej niż statystyczny student, ale za to przeszła przez kilka uniwersytetów, w tym uczelnię w Edynburgu. Swoje życie zawodowe rozpoczęła dziesięć lat temu z portalem Bankier.pl. Później współpracowała z licznymi redakcjami, pisząc dla "Gazety Wrocławskiej", nagrywając dla Polskiego Radia i - ku zgorszeniu niektórych - kreując rzeczywistość w "Fakcie". Na pewno nie napisze nic o WIG20, a jeśli już to tylko w kontekście plotek, pogłosek czy domysłów. Dla czytelników siedzi nocami, oglądając seriale, podliczając gaże, czytając książki, śledząc nietypowe aukcje czy podróżując palcem po mapie. Nienawidzi wyrazu “dedykowany”, przeciw któremu prowadzi osobistą krucjatę w internecie. Telefon: 502 924 211

Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
sel
Jak już piszemy o Lądku Zdrój najstarszym uzdrowisku w Polsce , gdzie kiedyś bywali amerykańscy Prezydenci , to cały tamten region szczególnie baza narciarska i okolice Stronia Śląskiego to opisany w książce Hłaski i filmie " Baza ludzi umarłych" rejon niesłusznie przypisywany Bieszczadom , gdy właśnie w rejonie Lądka Jak już piszemy o Lądku Zdrój najstarszym uzdrowisku w Polsce , gdzie kiedyś bywali amerykańscy Prezydenci , to cały tamten region szczególnie baza narciarska i okolice Stronia Śląskiego to opisany w książce Hłaski i filmie " Baza ludzi umarłych" rejon niesłusznie przypisywany Bieszczadom , gdy właśnie w rejonie Lądka Zdr. i Stronia Śląskiego , mieszkał i pracował Hłasko przy zwózce drewna..i stamtąd zaczerpnął klimat, krajobrazy, wzory i sytuacje opisane w książce..

Powiązane: Popkultura i pieniądze

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki