W opublikowanym we wtorek raporcie unijny Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) z siedzibą w Paryżu wskazał, że w zaistnieniu afery zbankrutowanego niemieckiego koncernu internetowych usług płatniczych Wirecard odegrały również rolę błędy i zaniedbania władz Niemiec.


Konkretnie chodzi tu o niemieckie ministerstwo finansów i o Federalny Urząd Nadzoru nad Usługami Finansowymi (Bafin), u których ESMA stwierdził "szereg niedostatków, przejawów nieefektywności oraz prawnych i techniczno-proceduralnych przeszkód".
"Raport ten prezentuje niedociągnięcia w nadzorowaniu i egzekwowaniu sprawozdawczości finansowej Wirecard" - zaznaczył szef ESMA Steven Maijoor.
Świadczący na wielką skalę elektroniczne usługi płatnicze Wirecard - do niedawna jeden z liderów niemieckiej giełdy we Frankfurcie nad Menem - ogłosił w czerwcu niewypłacalność. Okazało się wtedy, że zaksięgował w swych bilansach fikcyjne najprawdopodobniej wpływy w łącznej wysokości 1,9 mld euro.
Według powszechnej opinii, wcześniejsze doniesienia o poważnych nieprawidłowościach w działalności koncernu zostały zlekceważone, przede wszystkim przez Bafin oraz przez obsługującą Wirecard firmę audytorską.

Statutowa działalność koncernu Wirecard z główną siedzibą w Aschheim koło Monachium polegała na realizowaniu bezgotówkowych przepływów pieniędzy między podmiotami wymiany handlowej z jednej strony, a bankami oraz firmami udostępniającymi karty kredytowe z drugiej strony.
Przed ogłoszeniem niewypłacalności Wirecard przyznał, że zdeponowane jakoby na jego kontach powierniczych na Filipinach pieniądze w łącznej kwocie 1,9 mld euro najprawdopodobniej nie istnieją. Miały to być wpływy z działalności podległych koncernowi spółek, które realizowały płatności kartami kredytowymi na terenie Azji Południowo-Wschodniej i Środkowego Wschodu. Z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że niemal wszystkie lub nawet wszystkie te transakcje były zmyślone.
Zajmująca się aferą Wirecard prokuratura w Monachium zakłada, że koncern księgował fikcyjne transakcje już od 2015 roku, wyrządzając w ten sposób bankom i inwestorom straty sięgające łącznie 3,2 mld euro. Bundestag powołał specjalną własną komisję dla zbadania politycznego tła afery.
Raport ESMA krytycznie ocenia bliskie związki Bafin ze sferą polityki, czego przejawem jest między innymi częste składanie przez tę instytucję szczegółowych sprawozdań ministerstwu finansów. Niesie to w sobie "zwiększone ryzyko wywierania wpływu" ze strony resortu - wyjaśnia dokument. Wskazuje też na brak przejrzystości w kwestii akcji znajdujących się w posiadaniu pracowników Bafin, co budzi wątpliwości, czy wewnętrzny system kontrolny nadzoru będzie odporny na potencjalne zagrożenia wynikające z konfliktu interesów.
Formalnie Bafin nie mógł się zajmować koncernem jako takim, lecz tylko wchodzącym w jego skład bankiem Wirecard Bank. Ograniczenie to znikało dopiero po zbadaniu całości finansów koncernu przez prywatnych audytorów, a następnie przez będącą podmiotem prawa prywatnego Niemiecką Placówkę Weryfikowania Sprawozdawczości Księgowej (DPR). Ma się to obecnie zmienić.
Jak uważa ESMA, dotyczące Wirecard analizy DPR nie uwzględniały "w stosowny sposób kwestii istotnych dla jego działalności biznesowej ani zarzutów wysuwanych wobec Wirecard przez media i sygnalistów".
Socjaldemokratyczny minister finansów Niemiec Olaf Scholz oświadczył we wtorek w Brukseli, że z jego punktu widzenia tezy raportu są całkowicie zgodne z tym, "co sami zaproponowaliśmy jeśli chodzi o zmiany ustawodawcze reformujące nadzór i kontrolę". (PAP)
dmi/ jar/































































