David Cameron, premier rządu Wielkiej Brytanii, udając się na misję gospodarczą do Azji, nie zabrał ze sobą bankierów tylko Christophera Rieche’a – CEO w firmie „iwoca” działającej w branży fin-tech. „iwoca” zajmuje się pożyczkami dla przedsiębiorców w technologii peer-to-peer lending. Jest to pierwsze europejskie przedsiębiorstwo, które uzyskało oficjalne partnerstwo z chińską Alibabą.


Coraz głośniej mówi się o tym, że banki się kończą – przybywa regulacji, obowiązków przy wciąż malejącym prestiżu i poziomie zaufania do tych instytucji. Maleją też stopy zwrotu, a populistyczne zapędy ustawodawcy mogą prowadzić do dalszego osłabienia sektora bankowego. Rynek jednak nie znosi próżni. Popyt na pieniądze nie zmaleje (o banki też bym się nie martwił specjalnie).
Banki bez banków
Jak grzyby po deszczu wyrastają przedsiębiorstwa, które coraz śmielej wchodzą w rejony jeszcze do niedawna zarezerwowane tylko dla banków. Nie potrzebują licencji bankowych, bo pożyczają swoje lub są tylko pośrednikami w kojarzeniu chętnych na kredyt z tymi, którzy chcą go udzielić.
Często same banki maczają palce w tworzeniu firm zajmujących się finansami i pożyczkami, ale w obszarze niepodlegającym instytucjom kontrolnym. Przykładowo plotki głoszą, że PKO BP zachęcone sukcesem "miniratki" zainteresowane jest stworzeniem własnej firmy pożyczkowej.
Rynek wart 1,6 mld funtów
W Wielkiej Brytanii rynek „pożyczek społecznościowych” należy do najszybciej rozwijających się, obecnie szacowany jest na ponad 1,6 mld funtów i spodziewa się wzrostu do ponad 5 mld. Model biznesowy, chociaż oparty jest na nowoczesnych technologiach, mimo wszystko jest prosty jak drut – „alternatywna bankowość” polega na wyeliminowaniu najbardziej kosztownego czynnika w udzielaniu pożyczek, czyli banków.
„iwoca” to ciekawa firma działająca na rynku brytyjskim, hiszpańskim, niemieckim i polskim. Rozwija się dynamicznie, chwaląc się kilkusetprocentowym wzrostem dochodów od początku działalności w 2012 roku. Na Wyspach jest to na pozór typowa firma peer-to-peer lending, czyli pełniąca rolę organizatora i pośrednika pomiędzy pożyczkobiorcami i dawcami kapitału. Na polskim rynku działają podobne przedsiębiorstwa, np. Kokos.pl, który przez ostatnie 7 lat pożyczył blisko 120 mln zł na ponad 100 tysiącach aukcji. Skala jest mała, wyraźnie widać, że pożyczki społecznościowe nie cieszą się w Polsce wielką popularnością – zwłaszcza gdy skonfrontuje się je z danymi o wartości udzielonych chwilówek przez internetowe firmy pożyczkowe, która szacowana jest na ponad 5 mld zł.
„iwoca” – nowoczesna technologia w służbie prostoty?
„iwoca” jednak znacząco różni się od typowej firmy peer-to-peer lending, bo ich grupą docelową jest small biznes, czyli przedsiębiorcy, którzy poszukują kapitału do inwestycji i rozwoju swojego biznesu. To działalność w dużej mierze oparta na idei crowfundingu, czyli finansowania różnych projektów przez społeczność. Jednak „iwoca” to nie jest zwykła platforma crowfundingowa pokroju Kickstartera tylko pośrednik, który chwali się posiadaniem zaawansowanego i podobno rewolucyjnego modelu szacowania ryzyka pożyczki umożliwiający wypłatę nawet 100 tys. dolarów w ciągu godziny o złożenia wniosku.
Mówiąc inaczej, posiadają narzędzia do oceny zdolności kredytowej pożyczkobiorcy. Brzmi jak banał, ale firmie tej zaufał m.in. Commerzbank, który wraz innymi spółkami venture capital przekazali „iwoce” łącznie 20 mln dolarów na dalszy rozwój.
Firma wchodzi też na polski rynek. Na razie wiele wskazuje na to, że w Polsce nie będą kojarzyć pożyczkobiorców z pożyczkodawcami, ale udzielać pożyczek z własnego kapitału.
Jest to mało innowacyjne rozwiązanie, ale uwagę przykuwa proces „sprawdzania klienta”, który oprócz standardowej prośby o podanie danych osobowych i kontaktowych zawiera również pytania m.in. o rodzaj prowadzonej działalności, to jakiego przedsiębiorca używa programu księgowego, czy jest płatnikiem VAT-u, jakie miał średnie obroty i jaki jest cel pożyczki. To już poważna baza danych, która umożliwia tworzenie zaawansowanych modeli – szczegółowe informacje o klientach mają coraz większa wartość i mogą być przedmiotem handlu, czyt. zysku.
Nie jest to jednak tani kapitał – pożyczając 40 tys. zł na okres 6 miesięcy, należy zwrócić 47,3 tys. zł. W banku taki kredyt jest średnio 5 tys. zł tańszy. Kłopot w tym, że przedsiębiorcy często nie mają nawet możliwości uzyskania pożyczki – gdy bank odmawia, muszą szukać kapitału gdzie indziej, a „iwoca” kusi łatwą i szybką procedurą bez zbędnych formalności – być może taka jest cena wygody i większego ryzyka.
Firmy działające w branży fin-tech mają tę przewagę, że nie podlegają regulatorom rynku (nie licząc UOKiK-u, który bacznie przegląda umowy zawierane z klientami). Pożyczając własny kapitał lub tylko pośrednicząc pomiędzy stronami, nie muszą starać się o licencję bankową czy też zatrudnienie osób ze szczególnymi kwalifikacjami, bo nie przyjmują depozytów, nie oferują lokat i nie otwierają kont.
Regulacja jest nieunikniona
Dla jednych to zaleta, ale niepozbawiona zagrożeń. Dzisiaj bankowcy narzekają na wymogi kapitałowe, regulacyjne, itp., Jednak nie wprowadzono ich bez przyczyny. Odejście do peer-to-peer lending przez spółki tworzone przez banki lub fundusze może czasowo poprawić ich stopy zwrotu. Na jak długo? Już dzisiaj mówi się o tym, by wszystkie formy działalności pożyczkowej podlegały pod instytucje kontrolne, więc to tylko kwestia czasu aż peer-to-peer lending dorobi się swojego departamentu w KNF-ie. O mały włos a taki zapis znalazłby się w niedawno przyjętej przez Sejm nowej „ustawie antylichiwarskiej”.























































