REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Minął rok od referendum, które doprowadziło do aneksji Krymu przez Rosję

2015-03-16 07:22
publikacja
2015-03-16 07:22
Minął rok od referendum, które doprowadziło do aneksji Krymu przez Rosję
Minął rok od referendum, które doprowadziło do aneksji Krymu przez Rosję
fot. iStock/Thinkstock /

Rok temu, 16 marca 2014 r., na Krymie odbyło się referendum, które doprowadziło do oderwania półwyspu od Ukrainy i przyłączenia go do Rosji. Zachód i Kijów potępiają aneksję jako złamanie prawa międzynarodowego, Moskwa przedstawia ją jako sprawiedliwość dziejową.

Dwa dni po referendum, w którym przyłączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej poparło 97 proc. głosujących, prezydent Rosji Władimir Putin podpisał stosowny traktat, przez co należący do Ukrainy półwysep i Sewastopol (jako miasto o znaczeniu federalnym) stały się oficjalnie częściami państwa rosyjskiego.

Moskwa długo zaprzeczała, że jej żołnierze uczestniczyli w inkorporacji Krymu. Jednak w filmie dokumentalnym "Krym. Droga do ojczyzny", nadanym w niedzielę przez rosyjską telewizję państwową, Putin przyznał, że nakazał podjęcie przygotowań do przyłączenia Krymu jeszcze przed referendum, kilka godzin po odsunięciu od władzy ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza. Zdradził też, że Rosja w wypadku problemów z Krymem była przygotowana do postawienia w stan gotowości bojowej swoich sił nuklearnych.

Od rosyjskiej aneksji Krymu życie na półwyspie zmieniło się pod wieloma względami.

Wakacje na giełdzie

Wzrosły pensje, emerytury i jakość świadczeń socjalnych, ale także bezrobocie i ceny. Między marcem a grudniem ub. roku żywność podrożała o blisko połowę, a inflacja podskoczyła o 38 proc. (dane władz Krymu). Odcięty od Ukrainy Krym większość zaopatrzenia dostaje od Rosji drogą morską, co znaczy, że przy złej pogodzie dostawy potrafią opóźniać się o całe dni, a wielu produktów po prostu nie można już dostać - wskazuje kanał Euronews.

Sankcje Zachodu nałożone po aneksji na Rosję i Krym "okazały się dotkliwsze dla Krymu niż dla Rosji" - ocenia w rozmowie z Euronews rosyjski inwestor Aleksandr Lebiediew.

Krymska gospodarka, która w miesiąc po referendum przeszła częściowo z ukraińskiej hrywny na rosyjskiego rubla, opiera się głównie na wymianie gotówkowej, odkąd na skutek sankcji na półwyspie przestały działać karty MasterCard i Visa. Z obawy przed retorsjami Zachodu rosyjskie banki czy supermarkety postanowiły nie wypełniać powstałej niszy.

Ucierpiała też branża turystyczna, która przed kryzysem była najważniejszym - obok rolnictwa - filarem miejscowej gospodarki. Rosyjski rząd podaje, że w ubiegłym roku liczba turystów odwiedzających półwysep spadła o jedną trzecią, według agencji dpa - o połowę, do 3 mln osób.

Mimo to przynajmniej z niektórych sondaży wynika, że zdecydowana większość mieszkańców półwyspu popiera przyłączenie go do Rosji i wyklucza powrót do Ukrainy. W badaniu związanego z Kremlem ośrodka badania opinii publicznej WCIOM politykę Putina wobec Krymu poparło 88 proc. respondentów, a 90 proc. jego mieszkańców zadeklarowało, że ponownie zagłosowałoby za aneksją.

Dziennik "The Guardian" pisze, że dzięki wysokiemu poparciu mieszkańców Krymu dla "matki Rosji" Moskwa nie musiała wysyłać do zarządzania półwyspem zbyt wielu swoich ludzi.

"Przyjechało może kilkudziesięciu urzędników najwyższego szczebla, ale na pozostałych szczeblach władzy ukraińskie struktury po prostu zmieniły (nazwę) na rosyjskie" - powiedział brytyjskiej gazecie Ilmi Umerow, były szef regionu Bakczysaraju, który podał się do dymisji, by nie współpracować z rosyjskimi władzami. Szacuje, że w regionie Bakczysaraju na stronę rosyjską przeszło ok. 80 proc. ukraińskich żołnierzy, ok. 90 proc. prokuratury i 100 proc. miejscowych struktur sił bezpieczeństwa.

Mimo społecznego poparcia nowe, rosyjskie władze zakazami i represjami zwalczają przejawy oporu. Zakazane są zgromadzenia i ukraińskie symbole (np. wywieszanie flag), w mediach niedeklarujących lojalności wobec nowej ekipy pracuje niewielu dziennikarzy.

W piątek rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) przeszukała mieszkania bliskich Natalii Kokoriny i Anny Andrijewskiej, dwóch proukraińskich dziennikarek gazety internetowej "Centrum Dziennikarstwa Śledczego" - podał ukazujący się w Kijowie anglojęzyczny tygodnik "Kyiv Post".

FSB zatrzymała Kokorinę w Symferopolu i wypuściła dopiero po 6 godzinach przesłuchania. Przeszukano też mieszkania rodziców Kokoriny i Andrijewskiej. Podczas drugiej rewizji, przy której nie zezwolono na obecność prawnika ani mediów, skonfiskowano komputer ojca Andrijewskiej i jej stare notatniki.

Według redaktorki "Centrum Dziennikarstwa Śledczego" Walentyny Samar przeszukanie mogło mieć związek z niedawnym materiałem Andrijewskiej o mieszkańcach Krymu walczących w Donbasie przeciw prorosyjskim separatystom i ich nadziejach na powrót półwyspu do Ukrainy. Na Krymie publiczna dyskusja o takich tematach jest obecnie uznawana za separatyzm, przestępstwo karane nawet pięcioma latami więzienia.

Dzień wcześniej, w czwartek, trzech mieszkańców Symferopola sąd skazał na 40 godzin pracy fizycznej za prezentowanie flagi ukraińskiej podczas czytania wierszy Tarasa Szewczenki w rocznicę urodzin narodowego wieszcza Ukrainy. W uzasadnieniu wyroku podano, że za życia Szewczenki Ukraina nie istniała jako państwo, więc ukraińska flaga nie ma żadnego związku z wydarzeniem.

Represje dotykają też krymskich Tatarów, tradycyjnie podejrzliwie nastawionych do Rosji. Na poważne naruszenia ich praw człowieka na Krymie wskazuje m.in. raport Rady Europy. Mowa w nim o przeprowadzanych przez uzbrojonych ludzi przeszukaniach w muzułmańskich instytucjach religijnych, biurach, a nawet domach przedstawicieli tatarskiej mniejszości. Wielu prominentnym przedstawicielom Tatarów krymskich zakazano wjazdu na Krym.

Krym, gdzie od ponad 230 lat stacjonuje rosyjska Flota Czarnomorska, przedstawia dla Rosji dużą wartość strategiczną, stąd też ponowna militaryzacja półwyspu wydaje się nieunikniona - ocenia dpa. Według niemieckiej agencji zapowiedziane przez rosyjskie ministerstwo obrony zbrojenie Krymu wydaje się być w tym kontekście jasnym komunikatem Moskwy do rządu w Kijowie, który deklaruje, że nigdy nie zrezygnuje z utraconego półwyspu.

Aleksandra Konkol (PAP)

akl/ ro/

Źródło:PAP
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~Jim
Jeśli chodzi o legalność deklaracji niepodległości Krymu a później legalność referendum w sprawie przyłączenia do Rosji, to trzeba porównać to z deklaracją niepodległości Stanów Zjednoczonych, która przecież też była nielegalna, bo wbrew panującemu prawu i przynależności do Korony Brytyjskiej. Zatem Stany Zjednoczone powinny być Jeśli chodzi o legalność deklaracji niepodległości Krymu a później legalność referendum w sprawie przyłączenia do Rosji, to trzeba porównać to z deklaracją niepodległości Stanów Zjednoczonych, która przecież też była nielegalna, bo wbrew panującemu prawu i przynależności do Korony Brytyjskiej. Zatem Stany Zjednoczone powinny być konsekwentne i przestać uznawać same siebie. A tymczasem dzień tej nielegalnej deklaracji jest świętem w USA...
O tym czy Krym to Rosja czy Ukraina najlepiej mówi stwierdzenie z artykułu "Szacuje, że w regionie Bakczysaraju na stronę rosyjską przeszło ok. 80 proc. ukraińskich żołnierzy, ok. 90 proc. prokuratury i 100 proc. miejscowych struktur sił bezpieczeństwa."
~gazda
Dziwne ,że "nasze" media unikają jak diabeł święconej wody pewnych danych" - Na Krymie 90% to ludność rosyjsko-jęz, a ponad 60% to Rosjanie. Krym stał się dla Rosji (osaczonej przez bazy NATO/USA) tym, czym dla USA Hawaje, a dla W.Brytanii Falklandy. Następnie, kłania się wyższy poziom życia w Rosji (tam przecież Dziwne ,że "nasze" media unikają jak diabeł święconej wody pewnych danych" - Na Krymie 90% to ludność rosyjsko-jęz, a ponad 60% to Rosjanie. Krym stał się dla Rosji (osaczonej przez bazy NATO/USA) tym, czym dla USA Hawaje, a dla W.Brytanii Falklandy. Następnie, kłania się wyższy poziom życia w Rosji (tam przecież pracowała masa ludzi z Krymu) - ludzie po prostu wiedzieli gdzie dla nich korzyść, a większość to jednak byli Rosjanie.
Dlatego tak łatwo doszło do aneksji Krymu i dlatego Krym przeszedł na stronę Rosji prawie bezkrwawo. Pozostała Ukraina to już bardziej skomplikowana sytuacja.

PS. Nie popieram żadnych zaborów, ale nie popieram też zamierzonych niedomówień bezdusznej propagandy.

Powiązane: Wojna w Ukrainie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki