REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Wojewoda uderza w DIOZ. Chce zastrzeżenia nazwy „inspektorat” dla państwowych organów

2026-08-31 18:37
publikacja
2026-08-31 18:37
Dodaj Bankier.pl w Google

Wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar zapowiedział w poniedziałek w Zakopanem, że będzie zabiegał o zastrzeżenie określenia „inspektorat” dla organów państwowych. Ma to być reakcja na działania Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, który m.in. chce likwidacji koni na trasie do Morskiego Oka.

Wojewoda uderza w DIOZ. Chce zastrzeżenia nazwy „inspektorat” dla państwowych organów
Wojewoda uderza w DIOZ. Chce zastrzeżenia nazwy „inspektorat” dla państwowych organów
fot. Marcin Szkodzinski / /  Reuters / Forum

Inspektor tylko jako organ państwa

– Słowo „inspekcja” niestety zaczyna być nadużywane. Nie może być tak, że ktoś kupuje sobie coś, co przypomina mundur, pisze sobie „inspekcja” na plecach, a następnie zastrasza ludzi – powiedział Klęczar podczas konferencji prasowej w Zakopanem. Dodał, że nazwa „inspekcja” powinna być zastrzeżona dla organów państwowych, które działają w imieniu państwa polskiego i z jego upoważnienia.

Zapowiedział, że zwróci się w tej sprawie do premiera.

– Przygotowałem już i wyślę niebawem do premiera stosowne pismo, w którym opiszę zaistniałą sytuację i zaapeluję do premiera, aby stanowczo wskazał, iż poszanowanie dla lokalnej tradycji i lokalnej kultury jest niezwykle ważne i nie może podlegać dyskusji – powiedział wojewoda.

Klęczar zaznaczył, że jako przedstawiciel premiera w Małopolsce czuje się zobowiązany do poinformowania szefa rządu o sytuacji na Podhalu. Dodał, że będzie również zabiegał na poziomie krajowym o „unormowanie znaczenia słowa inspekcja”.

Wakacje na giełdzie

Awantura o konie pod Morskim Okiem

Odnosząc się do protestów Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) na trasie do Morskiego Oka, Klęczar podkreślił, że każdy obywatel ma prawo do protestowania i przedstawiania swoich racji, ale nie może przy tym łamać prawa.

– Nie ma zgody na to, żeby ktoś swoim działaniem blokował normalne funkcjonowanie regionu, zastraszał organy władzy samorządowej, narażał na niebezpieczeństwo ludzi i zwierzęta, a także stwarzał zagrożenie w ruchu. Nie ma zgody państwa na to, żeby ktoś łamał prawo w imię budowania własnych zasięgów i popularności – powiedział.

Wojewoda podkreślił również znaczenie samorządności i prawa lokalnych społeczności do decydowania o funkcjonowaniu swoich regionów.

– Nie może być tak, że ktoś przyjeżdża sobie z innej części naszego państwa i będzie nam mówił w Małopolsce, jak mamy żyć i funkcjonować – dodał.

Klęczar odniósł się także do zarzutów dotyczących złego traktowania koni pracujących na trasie do Morskiego Oka. Przypomniał, że jest doktorem nauk rolniczych w zakresie zootechniki i zwrócił uwagę na różnice biologiczne między ludźmi a zwierzętami.

– Koń zimnokrwisty, ciężki, żeby żyć, musi pracować – powiedział.

"To nie kwestia koni, ale ludzi, którzy z tego żyją"

Dodał, że wielokrotnie prosił przeciwników wykorzystywania koni do przewozu turystów o przedstawienie opracowania naukowego lub opinii hodowców, z których wynikałoby, że konie pracujące na trasie do Morskiego Oka są w złej kondycji lub są źle traktowane.

– Nie spotkałem się z takimi. W związku z powyższym opieramy się na domniemaniach i niestety na populistycznym głosie, który nie jest prawdziwy – ocenił wojewoda.

Klęczar sprzeciwił się również próbom podważania tradycji przewozów konnych na trasie do Morskiego Oka. Jak mówił, tradycja pracy górali na tym terenie sięga czasów sprzed powstania Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wojewoda zaapelował do organizacji prozwierzęcych przyjeżdżających na Podhale o poszanowanie lokalnej tradycji i praw mieszkańców.

– To nie jest kwestia tylko koni, ale to jest kwestia ludzi, którzy z tego żyją – podkreślił.

Odniósł się również do krytyki religijności i tradycji chrześcijańskiej mieszkańców Podhala. Ocenił, że nie ma zgody na wykorzystywanie wiary i tradycji do antagonizowania mieszkańców.

– Nie ma naszej zgody na brak szacunku do drugiego człowieka, na mowę nienawiści, na wykorzystywanie sytuacji, która ma miejsce, do dzielenia ludzi i skłócania ich między sobą – powiedział.

Na zakończenie wojewoda stanowczo podkreślił, że nie ma zgody na siłowe próby zatrzymania przewozów konnych.

– Nie ma takiej możliwości, żeby ktoś siłą przyjeżdżał tu i krzycząc, machając rękami, grożąc, strasząc, oświadczał, że koniki nie pojadą. Ja z tego miejsca ze spokojem i z pełną konsekwencją oświadczam, że koniki jeździły, jeżdżą i pojadą – powiedział Klęczar.

Działalność DIOZ

Przeciwko działalności DIOZ toczą się obecnie postępowania w kilku jednostkach prokuratury. Prokuratura Rejonowa w Zakopanem prowadzi postępowanie sprawdzające po zawiadomieniu starosty tatrzańskiego, a wątek dotyczący możliwości nawoływania do nienawiści i publicznego znieważenia grupy ludności został przekazany do Prokuratury Rejonowej w Muszynie. Z kolei Prokuratura Okręgowa w Świdnicy prowadzi szersze śledztwo dotyczące działalności DIOZ i powiązanych z nim podmiotów, w którym bada m.in. legalność interwencji i odbioru zwierząt, kwestie finansowe oraz ich dalsze losy. Do śledztwa dołączono 15 postępowań z innych prokuratur w kraju; w sprawach tych zarzuty przedstawiono trzem osobom.

W sierpniu przedstawiciele DIOZ kilkukrotnie protestowali na drodze prowadzącej do Morskiego Oka, sprzeciwiając się wykorzystywaniu koni do przewozu turystów. Podczas jednej z pikiet protestujący blokowali drogę, w związku z czym policja podjęła interwencję i siłą usunęła część osób z jezdni. W trakcie protestów doszło również do zatrzymania przez policję szefa DIOZ Konrada K. Mężczyzna został przewieziony do zakopiańskiej komendy, a następnie zwolniony.

Twierdzeń o przeciążeniu koni nie potwierdziły wcześniejsze postępowania prokuratorskie. Według Głównego Lekarza Weterynarii przewozy zaprzęgami są legalne przy zachowaniu przepisów dotyczących dobrostanu zwierząt. Przeciwko likwidacji transportu konnego opowiadają się m.in. naukowcy zajmujący się hodowlą koni oraz Polski Związek Hodowców Koni. Z danych Tatrzańskiego Parku Narodowego wynika, że na trasie do Morskiego Oka nie odnotowano przypadków padnięcia konia z powodu przeciążenia. Na tej trasie padły natomiast trzy konie, jednak – według TPN – nie było to spowodowane wysiłkiem, lecz nagłym zachorowaniem, w tym pęknięciem aorty i kolką żołądkową, oraz zdarzeniem związanym ze spłoszeniem konia przez nisko przelatujący śmigłowiec ratowniczy. (PAP)

szb/ joz/

Źródło:PAP
Tematy
Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią – sierpień 2026 r.
Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią – sierpień 2026 r.

Komentarze (1)

dodaj komentarz
endes
Że co!?… chce zastrzeżenia pojęcia z języka polskiego!?… na głowę upadł ten wojewoda!?!

Powiązane: Ochrona zwierząt

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki