Wesołe miasteczko pojawiło się na zakopiańskiej Równi Krupowej bez żadnych zezwoleń. Choć wielka karuzela góruje nad drzewami i przyciąga tłumy, stoi tam nielegalnie - obszar ten objęty jest ścisłą ochroną. Samowolą budowlaną zajęły się już prokuratura, nadzór budowlany i straż miejska.


Po aferze z diabelskim młynem przy Wielkiej Krokwi oraz wesołym miasteczkiem tuż obok kościoła na Krupówkach, w Zakopanem stanął następny nielegalny lunapark.
Właściciel pochodzi z zagranicy. Choć odmówił wystąpienia przed kamerą, przekonywał, że dysponuje kompletem niezbędnych zgód. Zupełnie inaczej sprawę widzą jednak lokalne władze.
W urzędzie starostwa pojawiło się jedynie pismo informujące o chęci postawienia obiektów tymczasowych. Co więcej, dokument ten złożono dopiero po tym, jak infrastruktura już stała na miejscu.
Przedstawiciele urzędu skierowali powiadomienia do straży miejskiej, nadzoru budowlanego oraz prokuratury. Miasteczko rozrywki usytuowano na prywatnym gruncie, w bezpośrednim sąsiedztwie zabytkowego, choć zaniedbanego budynku willi Turnia.

Urzędnicy podkreślają zagrożenie dla willi. Ten ponad stuletni obiekt wzniesiony w stylu zakopiańskim znajduje się pod ścisłą ochroną i jest indywidualnie wpisany do rejestru zabytków.
Główną obawą jest fakt, że ciężka infrastruktura oraz praca urządzeń mogą doprowadzić do uszkodzenia konstrukcji zabytku.
Niebezpieczne warunki na terenie lunaparku
Kwestię zagrożenia zdrowia i życia podniósł jeden z odbiorców, który przesłał do redakcji TVP3 Kraków wiadomość wraz z materiałem fotograficznym.
"Sprzęt prądotwórczy chodzi bez przerwy. Nakrycie działającego agregatu plandeką i składowanie w jego sąsiedztwie rozmaitych rzeczy niesie ogromne ryzyko. Przejście ewakuacyjne zostało zagracone, a same karuzele wciśnięto na bardzo ciasną przestrzeń" - zaalarmował.
Funkcjonariusze straży miejskiej zamierzają przeprowadzić rozmowy z właścicielami gruntów.
oprac. WM
































































