REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Mięso na huśtawce

2011-06-06 12:18
publikacja
2011-06-06 12:18
Dodaj Bankier.pl w Google
Ten rok rozpoczął się dla firm z branży mięsnej niezbyt szczęśliwie. Zamieszanie wokół afery dioksynowej, spadek odbudowy pogłowia i kłopoty z eksportem na Ukrainę sprawiły, że wynik sektora był gorszy niż w ubiegłych latach.

Ceny surowców, zwłaszcza wieprzowiny, spadły. Natomiast ceny pasz są bardzo wysokie. Koszty produkcji stale rosną. Jednak z prognozą odnośnie całego roku należy się jeszcze wstrzymać.

Jak mówi Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso, mimo słabego początku roku, dopiero po pierwszym kwartale będzie można, z większym prawdopodobieństwem, ocenić, jaki będzie 2011 r. Analizując branżę, można zauważyć, że coraz bardziej zaczyna się ona dzielić na trzy segmenty: uboju, przetwórstwa i dań gotowych. Choiński ocenia, że proces ten będzie postępował z każdym rokiem, ponieważ jedną z niewielu przewag konkurencyjnych, które nie zostały jeszcze w pełni wykorzystane, jest specjalizacja produkcji.

Koniunktura w kraju w decydującej mierze zależy od sytuacji na rynku europejskim oraz światowym. Obecnie nawet ceny surowców mają bezpośrednie przełożenie z rynku europejskiego na Polskę.

Jeśli tam ceny mięsa spadają, od razu tak samo dzieje się u nas. - Handel mięsem między krajami Unii Europejskiej jest obecnie bardzo szybki - podkreśla prezes Związku Polskie Mięso.



Na koniunkturę, zwłaszcza eksportową, ogromny wpływ będą miały kursy walut. Poza tym nadal jesteśmy krajem, który w stosunku do innych państw europejskich, mających pogłowie trzody zbliżone do polskiego, produkuje najdroższą wieprzowinę. Widać to bardzo wyraźnie przy porównaniu Polski z trzema głównymi eksporterami: Niemcami, Danią i Holandią. Jesteśmy nadal niekonkurencyjni.

Przekleństwo rozdrobnienia


Na niską konkurencyjność polskiej branży mięsnej wpływa kilka czynników. Zdaniem Choińskiego, jednym z głównych jest brak konsolidacji w gospodarstwach rolnych i słaby rozwój grup producenckich.

Ogólnie rzecz biorąc - duże rozdrobnienie produkcji.

- To się powinno zmienić. Jeżeli generalizujemy rynki europejskich producentów wieprzowiny, możemy zauważyć, że, moim zdaniem, w kraju moglibyśmy produkować co najmniej dwa razy więcej wieprzowiny niż obecnie, bez szkody dla środowiska i jakości produkowanego mięsa. Możemy to osiągnąć wspierając rozwój gospodarstw towarowych - uważa prezes Polskiego Mięsa.

Co prawda, w lutym nastąpił długo oczekiwany przez producentów wzrost cen trzody chlewnej. Jednak osiągnięty poziom cen prawdopodobnie nadal nie pokrywa kosztów produkcji w większości gospodarstw.

Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w pierwszym tygodniu marca za kilogram żywca dostawcy w zakładach otrzymywali przeciętnie w kraju 4,13 zł. Jest to najwyższa cena od końca września ubiegłego roku. W ostatnich pięciu tygodniach cena rosła bardzo szybko - łącznie o 0,57 zł/kg, czyli o 16 proc. Analitycy Banku Gospodarki Żywnościowej zwracają uwagę, że był to jednak wzrost z bardzo niskiego poziomu. Na skutek afery dioksynowej u naszych zachodnich sąsiadów, w ostatnim tygodniu stycznia, przeciętna cena spadła w kraju do poziomu zaledwie 3,56 zł/kg.

Obecna cena trzody chlewnej jest o 9 proc. wyższa niż przed rokiem. Jednak w tym samym czasie ceny pasz przemysłowych dla trzody wzrosły o 20-30 proc., a ceny pszenicy paszowej o 90 proc., co oznacza, że opłacalność tego kierunku produkcji uległa znacznemu pogorszeniu. - Koszty pasz cały czas rosną. To może oznaczać tylko dalszy spadek pogłowia trzody chlewnej - mówi Jacek Lewicki, prezes Drosedu.

Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego, zapowiada, że spadek tempa odbudowy pogłowia wpłynie bezpośrednio na redukcję marż zakładów przetwórczych, a w konsekwencji na rentowność w branży. - Co więcej, sytuacja zmusi przetwórców do poszukiwania surowca na rynkach zagranicznych - przewiduje prezes UPEMI.

Nie ma alternatywy?


Aby zwiększyć pogłowie trzody, potrzebna jest odpowiednia organizacja sektora poprzez wdrożenie wspólnej strategii oraz, jak podkreśla Witold Choiński, dofinansowanie produkcji towarowej. Można by to zrobić chociażby poprzez przyznawanie preferencyjnych kredytów na rozwój gospodarstw. Wydaje się, że w Polsce są już odpowiednie warunki do powstawania grup producenckich. Mimo to przedstawiciele sektora mięsnego podchodzą do tej kwestii sceptycznie. Może minąć jeszcze wiele lat, zanim nastąpi formowanie się grup producenckich rzeczywiście, na dużą skalę.

Wśród przyczyn takiego stanu można wymienić negatywne nastawienie producentów do wszelkich form współpracy.

Zdaniem obserwatorów rynku, to kwestia mentalności. Widać ją także na przykładzie konsolidacji branży mięsnej - procesu, który w gałęzi przetwórczej postępuje bardzo powoli.

Eksperci wskazują, że tym, co można zrobić "na szybko" jest współpraca pionowa między zakładami mięsnymi a dostawcami. Jest prawdopodobne, że konsolidacja będzie w coraz większym stopniu zmierzać w tym kierunku. Firmy działają na wspólnym europejskim rynku, na którym przegrywamy wysokimi cenami surowców. W tej sytuacji integracja pionowa pozwoli na utrzymanie produkcji trzody przynajmniej na takim poziomie, jaki mamy obecnie.

Złe relacje


Jako kolejny problem Wiesław Różański wskazuje asymetryczne relacje branży mięsnej z sieciami handlowymi. - W zawieranych umowach sieci mają prawa, a producenci obowiązki. Są już widoczne pierwsze jaskółki poprawy sytuacji, jak na przykład inicjatywa podejmowana przez ministra rolnictwa inicjującego rozmowy branży mięsnej i sieci handlowych. Jednak aby sytuacja się unormowała, potrzebne jest jeszcze wiele wysiłku - ocenia.

Jedną z możliwych dróg wyjścia z niekorzystnego położenia jest rozwój integracji poziomej w branży mięsnej. - Rozwój sektora w Polsce zależy od stworzenia silnej grupy mięsnej, utworzonej w wyniku konsolidacji kilku kluczowych graczy na rynku - uważa Maciej Chytrowski, dyrektor handlowy Przedsiębiorstwa Przetwórstwa Mięsnego Firma Marcinkowscy.

Na razie jednak, jak przyznaje Jacek Lewicki, współpraca z dużo większym partnerem, a takim są dla jego firmy i innych, nawet dużych producentów, prawie wszystkie sieci handlowe, nie jest łatwa.

- Bardzo trudne będzie jej uregulowanie przez jakiekolwiek normy prawne, nie wchodząc na grząski teren uregulowań antymonopolowych - mówi Lewicki.

Natomiast Edward Łukosz, prezes ZPM Łukosz, zauważa już zmiany w relacjach z sieciami handlowymi. - Od pewnego czasu handel nowoczesny ukierunkowuje się na jakość finalnego produktu. Producent stał się partnerem, a nie tylko dostawcą - mówi Łukosz. Widzę lojalność ze strony dużych sieci handlowych. Tworzone są wspólne programy przy wejściu nowych produktów. Dawne obiegowe opinie, jakie by nie były, to już przeszłość - akcentuje.

Będzie ciężko


Firmy z branży mięsnej pracują na niskiej marży, przeważnie w granicach 2-3 proc. - Jeżeli chodzi o zmianę na lepsze, to w tym roku raczej nie ma na co liczyć - zapowiada Maciej Chytrowski. Według niego, wyniki firm z branży osiągną poziom zbliżony do tego z roku 2010 r. Także Ryszard Smolarek, prezes ZM Łmeat-Łuków, ostrzega przed nadmiernym optymizmem. - W tym roku zakładom mięsnym trudno będzie poprawić wyniki finansowe - prognozuje.

Łukasz Rawa
Rynek Spożywczy

Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki