Kanclerz Niemiec Friedrich Merz przyznał w piątek podczas wystąpienia w Wuerzburgu w Bawarii, że jest wielkim wielbicielem Stanów Zjednoczonych, ale jego podziw w tej chwili „nie rośnie”. Dodał, że nie zachęcałby dziś swoich dzieci do wyjazdu do USA, by tam zdobywały wykształcenie i pracowały.


Merz był pytany o swoje spojrzenie na USA podczas spotkania z młodzieżą w ramach Zjazdu Katolików Niemieckich.
- Jestem wielkim wielbicielem Ameryki. W tej chwili mój podziw nie rośnie. (...) Nie poleciłbym dziś moim dzieciom wyjazdu do Stanów Zjednoczonych, aby tam zdobywały wykształcenie i pracowały - odpowiedział kanclerz, cytowany przez agencję dpa.
Dyskusję z udziałem szefa niemieckiego rządu zakłócili na krótko aktywiści klimatyczni okrzykami i gwizdami. Ochroniarze wyprowadzili z sali jedną z protestujących kobiet, druga opuściła ją dobrowolnie. Wydarzenie mogło być następnie kontynuowane. Według policji przed centrum kongresowym demonstrowało około 400 osób przeciwko polityce klimatycznej rządu Niemiec.
Był to już drugi raz w tym tygodniu, gdy wystąpienie Merza przerywano gwizdami i buczeniem. We wtorek spotkało go to podczas kongresu niemieckich związkowców w Berlinie, gdzie nawoływał do głębokich reform. Powiedział m.in., że kraj musi „wziąć się w garść”, bo w przeciwnym razie grozi mu pozostanie w tyle za szybko zmieniającym się światem.
Kanclerz przyznał w Wuerzburgu, że ma problemy z komunikacją. Oznajmił, że z coraz większą intensywnością zastanawia się, dlaczego nie udaje mu się w wystarczającym stopniu dotrzeć do ludzi i przekonać ich, że obrany przez niego kurs jest właściwy. - Wiem, że muszę coś poprawić w swojej komunikacji, żeby ten przekaz był lepiej rozumiany - przyznał.

Merz zaznaczył, że mimo wielkich wyzwań chce starać się dawać krajowi i społeczeństwu optymizm, że można sobie z nimi poradzić. Jego zdaniem musi on jednak jeszcze więcej wyjaśniać.
6 maja minął rok od zaprzysiężenia Merza na kanclerza. Szef rządu mierzy się z niskimi notowaniami; w sondażach pozytywnie jego pracę ocenia zaledwie kilkanaście procent Niemców. Tygodnik „Der Spiegel”, podsumowując 12 miesięcy Merza u władzy, pisał o panującym w kraju „ponurym nastroju” spowodowanym m.in. kryzysem w gospodarce, sporami w koalicji CDU/CSU-SPD oraz napięciami w relacjach transatlantyckich. (PAP)
ipa/ ap/



























































