

Moja karalność to był fakt powszechnie znany, udzielałem na to pytanie odpowiedzi, to nie była żadna tajemnica - zeznał Marcin P. w środę przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold. Dodał, że nie miał bezpośredniego kontaktu z ówczesnym ministrem Sławomirem Nowakiem.
Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała o polityków, których wymienił P., w tym np. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, który zapraszał P. do loży VIP-owskiej na mecze.
"Były takie propozycje (...) bilety do łoży VIP-owskiej na mecze Euro 2012 przekazałem swoim pracownikom, którzy poszli do tych lóż VIP-owskich i one bezpośrednio do mnie do spółki trafiły, to na pewno" - powiedział P.
Wassermann dopytywała P., czy w Gdańsku, ludzie z którymi współpracował i sponsorował ich imprezy, mieli świadomość, co do jego uprzedniej karalności.

"Podejrzewam, że tak, bo to był fakt powszechnie znany, niektórzy się nawet o to pytali. Ja nie jestem w stanie powiedzieć, kto dokładnie, ale takie pytania padały i taka odpowiedź z mojej strony padała w wypowiedzi z mojej strony. To nie była żadna tajemnica o karalności" - odpowiedział P.
Odpowiadając na kolejne pytanie przewodniczącej komisji, P. powiedział, że nie miał kontaktu z ówczesnym ministrem Sławomirem Nowakiem. "Nie, z panem ministrem Nowakiem bezpośredniego kontaktu nie miałem, najwyższy kontakt jaki ja miałem związany z Ministerstwem Infrastruktury to był w tamtym czasie pełniący obowiązki prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego pan Tomasz Kądziołka, który wszelkie czynności z ministerstwem załatwiał" - wyjaśnił Marcin P.
Marcin P. pytany przez posła Jarosława Krajewskiego (PiS), czy przypomina sobie artykuł Magdaleny Olczak "Pośrednik z wyrokiem za przywłaszczenie" opublikowany 16 kwietnia 2010 w "Gazecie Wyborczej", w którym cytowane są jego słowa, gdzie przyznaje się, że został skazany prawomocnym wyrokiem, odpowiedział, że rozmawiał z Magdaleną Olczak.
Dopytywany, dlaczego zdecydował się na upublicznienie informacji na temat własnej karalności, stwierdził, że tego faktu nie można było ukrywać.
"Na stronie internetowej, w zakładce +blog Amber Gold+ informacja o mojej karalności także była, włącznie z wytłumaczeniem" - powiedział Marcin P.
"To nie było nic ukrywanego i ktokolwiek się pytał, ja na te pytania udzielałem informacji, to nie była jakaś tajemnica, że nikt na ten temat nie rozmawiał" - dodał.
Marcin P. poinformował, że jego pracownicy wiedzieli o jego karalności. "Powiedziałem, że jeżeli nie chcą pracować, znając tę informację, to mogą odejść - ja nie będę miał żadnych pretensji. Nikt się nie zdecydował na odejście" - powiedział.
Zaznaczył również, że o swojej karalności informował swoich pracowników jeszcze przed opublikowaniem artykułu przez "Gazetę Wyborczą". (PAP)
kos/ mro/ son/































































