Skala zmian wprowadzanych przez premiera Węgier Petera Magyara jest tak duża, że nawet przeciwnicy autorytaryzmu z czasów Viktora Orbana zastanawiają się, czy nie działa on zbyt szybko i radykalnie - zauważył w czwartek dziennik „Financial Times” w artykule pt. „Rewolucja Magyara - węgierska nowa era”.


Dziennik przypomniał o zawieszeniu w ubiegłym tygodniu serwisów informacyjnych węgierskich mediów publicznych. „Przez lata rządów nieliberalnego, nacjonalistycznego premiera Orbana stacja M1 (węgierska telewizja publiczna - PAP) pełniła funkcję jego tuby propagandowej. Podobnie postępowały inne media publiczne, takie jak Radio Kossuth” - podkreślił „FT”.
Emisję programów informacyjnych w M1 i Radio Kossuth wstrzymano do czasu przeprowadzenia gruntownej reformy, która ma przywrócić niezależność redakcyjną i wiarygodność nadawców.
To tylko jedna z zakrojonych na szeroką skalę zmian wprowadzanych na Węgrzech, odkąd w kwietniu Peter Magyar i jego partia Tisza odnieśli miażdżące zwycięstwo nad Orbanem, obiecując przywrócenie rządów prawa i demokratycznych standardów. Skala zmian jest tak duża, że nawet zagorzali przeciwnicy autorytaryzmu Orbana zastanawiają się, czy Magyar nie działa zbyt szybko i radykalnie; inni zaś dostrzegają u niego skłonności populistyczne i obawiają się, czy będzie potrafił podejmować niepopularne decyzje - zauważył brytyjski dziennik.
„FT” powołał się m.in. na przegłosowaną przez parlament nowelizację konstytucji, której jednym z celów jest usunięcie ze stanowiska prezydenta Tamasa Sulyoka, wybranego przez posłów Fideszu, ugrupowania byłego premiera Orbana.
Przeczytaj także

„Władze wzmacniają też organy antykorupcyjne i niezależność sądownictwa, likwidują agencje oraz fundacje kontrolowane przez Fidesz, a także usuwają osoby mianowane za czasów Orbana ze stanowisk w państwowych spółkach energetycznych, bankach i instytucjach regulacyjnych. Nowa administracja zmienia również kurs węgierskiej polityki zagranicznej: po latach obstrukcji przywraca współpracę z Brukselą, naprawia relacje z Ukrainą i przestaje ulegać dyktatowi Moskwy” - wyliczył dziennik.
„To zmiana o znacznie szerszym zakresie, niż wielu Węgrów uważało za możliwy. Stanowi ogromną ulgę dla UE, która z trudem powstrzymywała państwa członkowskie przed odchodzeniem od zasad demokracji i praworządności, a jednocześnie jest ciosem dla nacjonalistycznych konserwatystów na całym świecie, dla których długoletnie rządy Orbana stanowiły inspirację” - ocenił „FT”.
Według cytowanego przez dziennik historyka Krisztiana Ungvaryego, w historii Węgier nie ma innego przykładu tak fundamentalnej zmiany, która nie byłaby podyktowana czynnikami zewnętrznymi.
„FT” porównał sytuację na Węgrzech do Polski, gdzie „starania koalicyjnego rządu Donalda Tuska o naprawę nadwątlonej praworządności szybko napotkały instytucjonalny impas”. „Nowa administracja na Węgrzech ma w zasadzie wolną rękę w kwestii przeprowadzania reform i o ile w Polsce prawicowy prezydent może blokować kluczowe reformy sądownictwa, o tyle na Węgrzech instytucje opanowane wcześniej przez Fidesz nie mają mocy, by powstrzymać nowy rząd, a dawny układ partyjny został zmieciony ze sceny politycznej” - ocenił dziennik.
Daniel Hegedus, zastępca dyrektora Instytutu Polityki Europejskiej w Berlinie, przyznał jednak, że „ta sytuacja ma zarówno dobre, jak i złe strony”. Stwarza bowiem warunki do „prawdziwego demokratycznego resetu”, ale - z drugiej strony - „władza Magyara podlega niewielu istotnym ograniczeniom poza opinią publiczną, jego własną popularnością i być może Unią Europejską”.
„Oznacza to również, że powodzenie procesu redemokratyzacji Węgier będzie ostatecznie zależeć od tego, czy partia Tisza i Peter Magyar wykażą się politycznym umiarem” - ocenił rozmówca „FT” .
Z Budapesztu Jakub Bawołek (PAP)
jbw/ rtt/





























































