"Tanio już było", a prognozy ziściły się: EasyJet zdecydował się na podwyżkę cen biletów, tłumacząc ją kryzysem paliwowym i klientami, którzy ze względu na geopolityczne perturbacje wstrzymują się z rezerwacjami lub robią je na ostatnią minutę. To spowodowało, że spółka zanotowała półroczną stratę.


EasyJet przygląda się wakacyjnym rezerwacjom z coraz większym niepokojem - do końca marca sprzedano zalewie 58 proc. biletów, których pulę przygotowano na okres między kwietniem a wrześniem. Linia lotnicza ładnie ubrała to w słowa,
Obserwujemy pozytywny trend w rezerwacjach na ostatnią chwilę, ale ogólna liczna kupionych biletów na okres letni jest niższa niż w tym samym momencie ubiegłego roku - zaznacza dyrektor generalny EasyJet Keanon Jarvis w "Financial Times".
Wraz z przedłużaniem się konfliktu w Iranie i blokadą cieśniny Ormuz przewoźnik informowało o wzrastających kosztach paliwa oraz zaznaczał, że spowodują one obciążenie budżetu na kwotę około 200 mln funtów.
Co prawa linia lotnicza, wzorem innych, zabezpieczyła sobie 72 proc. paliwa lotniczego po stałej cenie, ale reszta idzie już po kosztach rynkowych. Każde odchylenie o ceny o 100 dolarów to dla przewoźnika dodatkowe ok. 35 mln funtów, które musi wyłożyć (przypomnijmy, że kontraktował paliwo po 726 dolarów za tonę metryczną. Teraz wynosi ona 1350 dolarów).
Dlatego też linie lotnicze podniosły minimalną cenę biletów. Jednocześnie prowadzi "aktywny przegląd wszystkich kosztów uznaniowych".

„Nie obiecywaliśmy, że nie będzie podwyżek”. Ryanair ujawnia plany co do cen biletów
Zero obaw - tak szefostwo Ryanaira komentuje coraz bardziej dramatyczne prognozy odnośnie do kurczących się zapasów paliwa lotniczego. Samoloty z harfą będą latały, zachowując przy tym siatkę połączeń. Jedyny szkopuł to ceny.
opr. aw





























































