Trzeba wsłuchać się najpierw w głos mieszkańców Grenlandii - tak szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow skomentował we wtorek roszczenia prezydenta elekta USA Donalda Trumpa wobec tego terytorium, będącego częścią Danii.


Ławrow porównał sytuację Grenlandii z Krymem i Donbasem. "Myślę, że najpierw trzeba posłuchać Grenlandczyków. Tak jak my (...) posłuchaliśmy mieszkańców Krymu, Donbasu i Noworosji" - powiedział na konferencji prasowej szef rosyjskiej dyplomacji.
Półwysep Krymski został zaanektowany przez Rosję w marcu 2014 r. w wyniku interwencji zbrojnej i nielegalnego referendum. Władze w Kijowie i Zachód uznały te działania Kremla za pogwałcenie prawa międzynarodowego. Był to pierwszy cel rosyjskiej agresji na Ukrainę. Następnie, we wrześniu 2022 r., Władimir Putin jednostronnie, również niezgodnie z prawem, ogłosił aneksję czterech obwodów na wschodzie i południu Ukrainy - donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego.
W ubiegłym tygodniu Trump oznajmił, że Stany Zjednoczone potrzebują największej wyspy świata "ze względu na bezpieczeństwo narodowe". Dodał, że nie jest wcale pewne, czy Dania posiada prawa do Grenlandii.
Jak napisał w poniedziałek tygodnik "Newsweek", duński kontrwywiad ustalił, że pomysł na zajęcie Grenlandii podsunął Donaldowi Trumpowi wywiad Rosji, używając w tym celu sfałszowanego listu do jednego z amerykańskich senatorów.

Grenlandia to terytorium autonomiczne liczące około 57 tys. mieszkańców, będące częścią Królestwa Danii. W 2009 r. uzyskała rozszerzoną autonomię, obejmującą prawo do samorządu w sprawach wewnętrznych. (PAP)
ndz/ szm/






























































