Pomimo poprawy nastrojów na światowych rynkach finansowych, polski złoty wykazuje się słabością nienotowaną od pół roku. Kurs euro utrzymał się powyżej poziomu 4,60 zł, zbliżając się do koronakryzysowych maksimów.


Złoty mocno zareagował na poniedziałkowe pogorszenie nastrojów inwestycyjnych na świecie. Co gorsza, żadnej poprawy nie odnotowano we wtorek, gdy sentyment na rynkach akcji uległ poprawie. Także środowy poranek przynosi złe wieści dla posiadaczy polskiej waluty.
O 9:48 kurs euro rósł o przeszło pół grosza, wspinając się na wysokość 4,6282 zł. Co prawda to wciąż ciut mniej niż wczoraj popołudniu (4,6290 zł), ale jeśli dzień zakończymy na obecnych poziomach, to EUR/PLN zanotuje najwyższy kurs zamknięcia od 31 marca. Czyli tuż po ustanowieniu 11-letniego maksimum podczas wiosennej fali lockdownów.
Wydaje się więc, że tym razem na niekorzyść złotego przemawiają głównie czynniki wewnętrzne. Nasilający się spór polskiego rządu z Komisją Europejską oraz niekompatybilna z innymi krajami regionu polityka Narodowego Banku Polskiego w otoczeniu nieco gorszego sentymentu inwestycyjnego na świecie przyczyniają się do osłabienia polskiej waluty.
Przypomnijmy tylko, że wczoraj Węgry dokonały już czwartek podwyżki stóp procentowych, podczas gdy większość członków Rady Polityki Pieniężnej uparcie odmawia zerwania z reżymem zerowych stóp procentowych wprowadzonym wiosną ubiegłego roku. W naszym regionie stopy podniosły także Czechy oraz Rosja. Globalnie przez ostatnie pół roku stopy procentowe poszły w górę już w 38 państwach, przede wszystkim w grupie gospodarek rozwijających się.
Kurs dolara amerykańskiego osiągnął poziom 3,9464 zł i jest obecnie najwyższy od 1 kwietnia. Notowania franka szwajcarskiego w środę rano rosły o prawie dwa grosze, osiągając wartość 4,2751 zł. Funt szterling wyceniany był na 5,3834 zł.
KK































































