

Polski rynek nieruchomości cieszy się coraz większym zainteresowaniem klientów zagranicznych. Ci z Zachodu inwestują głównie ze względu na znacznie niższe ceny niż w swoich macierzystych krajach. Wybierają świetne lokalizacje na największych rynkach. Ci ze wschodu – głównie imigranci zarobkowi – stanowią coraz mocniejszy „motor napędowy” dla rynku najmu, ale również szukają mieszkań na własność.
Z danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, które monitoruje sprzedaż nieruchomości obcokrajowcom, wynika, że dwie największe grupy klientów zagranicznych to Niemcy i Ukraińcy. W zeszłym roku znów został pobity rekord sprzedaży mieszkań obcokrajowcom. Liczba transakcji wzrosła o 17 proc. Przybysze kupili w sumie ponad 3700 lokali mieszkalnych.

Największy udział w całej puli nieruchomości kupionych przez przybyszów mają Niemcy – tłumaczą eksperci portalu TargiMieszkaniowe.net. W ubiegłym roku całkowita powierzchnia zakupionych przez nich lokali mieszkalnych i użytkowych wyniosła ponad 40,5 tys. mkw. Ministerialne dane wskazują jednak również na bardzo dynamiczny wzrost zakupów dokonywanych przez Ukraińców, którzy z powierzchnią wynoszącą ponad 39,5 tys. mkw. uplasowali się tuż za obywatelami RFN. Przybysze zza wschodniej granicy kupili u nas ponad 620 mieszkań. Liczba ta nie wydaje się specjalnie duża, ale w ciągu dwóch lat (od 2013 r.) wzrosła aż o 90 procent!
Na dalszych miejscach pod względem udziału w rynku są kupujący z Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch.
Tania Polska
Zakupy dokonywane przez Ukraińców raczej nie mają typowo inwestycyjnego charakteru, a wynikają po prostu z rosnącej imigracji z tego kraju (szacowanej już na około milion przybyszów) i chęci osiedlenia się w Polsce. Ukraińcy są też coraz bardziej istotni dla wynajmujących mieszkania. W dużych miastach stanowią oni po studentach najliczniejszą grupę odbiorców i w dużej mierze ratują polski rynek najmu, zagrożony m.in. negatywnymi tendencjami demograficznymi.
Klienci z Zachodu są natomiast bardziej ukierunkowani na zakupy inwestycyjne, co zresztą nie powinno dziwić. Najnowszy raport Deloitte (z sierpnia 2016 r.) „Property Index. Overview of European Residential Markets”, potwierdza fakt, że nasz kraj należy do grupy tańszych rynków nieruchomości na starym kontynencie. Wśród 16 zbadanych krajów Polska, ze średnią ceną metra kwadratowego na poziomie 1100 EUR, znalazła się na czwartym miejscu od końca. Taniej jest tylko w Rosji, na Węgrzech i w Portugalii. Z kolei we Francji, Izraelu, Irlandii i Wielkiej Brytanii za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio nawet pięć razy więcej.
Ciekawe dane dotyczą też stolic państw. Warszawa ma średnią cenową na poziomie 1700 EUR/mkw. Spośród analizowanych miast centralnych w Europie Środkowej tańsze mieszkania znajdziemy jedynie w Budapeszcie (1300 EUR/mkw.). Drożej jest już natomiast w Pradze – ponad 2000 EUR za metr kwadratowy. Jeśli chodzi o stolicę Niemiec – tu ceny są o blisko 100 proc. wyższe od warszawskich. Prym cenowy wśród metropolii wiedzie natomiast centralny Londyn, gdzie za metr kwadratowy płaci się aż 18 tys. euro!
Ciekawą nowością w raporcie Deloitte jest też porównanie powierzchni możliwej do zakupienia w cenie 200 tys. EUR. Za takie pieniądze w Warszawie można stać się posiadaczem 114–metrowego apartamentu (a w skali całej Polski ponad 160-metrowego). Z kolei w niemieckiej stolicy za 200 tys. EUR można kupić już tylko 63 mkw., w Paryżu 19 metrów kw., a w centralnym Londynie zaledwie 11 mkw.!
Niestety, mimo że polskie mieszkania należą do tańszych w Europie, musimy na nie długo pracować. Z danych Deloitte wynika, że by móc kupić 70-metrowy lokal, Polak musi odłożyć równowartość 8-letnich średnich pensji. Niemiec na nieruchomość o tej samej powierzchni pozwoli sobie po trzech latach odkładania.
Formalności przy transakcji z obcokrajowcem
Wszystko wskazuje na to, że w obliczu rosnącej imigracji do naszego kraju oraz atrakcyjnych cen mieszkań zainteresowanie obcokrajowców naszym rynkiem nieruchomości będzie rosło. Transakcje najmu z klientami zagranicznymi nie różnią się w zasadzie formalnościami od wynajmu Polakom. Właściciel podpisuje umowę, oczywiście na podstawie dokumentów potwierdzających legalność pobytu przybysza (wiza, paszport). Najczęściej praktykowane są umowy na czas określony, uwarunkowany okresem ważności wizy. Co do zasady, umowa powinna być sporządzona w dwóch wersjach językowych – po polsku i w języku ojczystym najemcy. Ten powinien wiedzieć, co podpisuje.
Nieco bardziej skomplikowane są transakcje sprzedaży domów bądź mieszkań. Obywatele krajów należących do Europejskiego Obszaru Gospodarczego nie muszą spełniać żadnych warunków. Cała reszta - co do zasady - by dokonać kupna musi mieć zgodę ministra spraw wewnętrznych i administracji. Reguluje to ustawa o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców, która jednak określa dosyć istotne wyjątki.
I tak: pozwolenia nie potrzeba, gdy chodzi o zakup samodzielnego lokalu mieszkalnego (czyli po prostu mieszkania). Jeśli sprawa natomiast dotyczy domu, zezwolenie ministra jest już wymagane. Podobnie, gdy zakup (domu bądź mieszkania) dotyczy nieruchomości położonej w strefie nadgranicznej (obszar gmin przyległych do granic państwowych). Pozwolenie na zakup domu nie będzie natomiast konieczne, gdy kupujący mieszka w Polsce co najmniej 5 lat od udzielenia zezwolenia na pobyt stały lub zezwolenia na pobyt rezydenta długoterminowego UE. Z konieczności uzyskania zezwolenia zwolniony jest również cudzoziemiec będący małżonkiem obywatela polskiego i mieszkający w Polsce co najmniej 2 lata od uzyskania zezwolenia na pobyt stały lub zezwolenia na pobyt rezydenta długoterminowego UE, który chce nabyć dom mający stanowić wspólny majątek małżonków.































































