W zeszłym tygodniu
Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, która zakłada oskładkowanie tak zwanych
umów śmieciowych. Ma to być element walki rządu z nadużyciami pracodawców.
Każdy kij ma jednak dwa końce – rząd, chcąc zadowolić gnębionych i nękanych,
przy okazji pogrąży uczciwych pracodawców i znaczną część pracowników.
Projekt zmian dotyczących oskładkowania umów trafił już do laski marszałkowskiej i w najbliższym czasie zajmie się nim Sejm, a potem Senat. Nowelizacja ustawy o ZUS zakłada odprowadzanie składek od wszystkich umów cywilnoprawnych co najmniej do wysokości płacy minimalnej, wynoszącej obecnie 1680 zł. Oskładkowanie ma także objąć osoby zasiadające w radach nadzorczych.
Obecnie pracodawcy, jeśli zatrudniają kilku pracowników na umowę cywilnoprawną, opłacają składki emerytalne i rentowe tylko od jednej umowy, w praktyce od tej z najniższym wynagrodzeniem. Po oskładkowaniu umów cywilnoprawnych będą musieli odprowadzać składki od każdej umowy, które w łącznej wartości nie przekraczają minimalnego wynagrodzenia . Prawo do zasiłku dla bezrobotnych oraz wyższe emerytury, renty, zasiłki chorobowe i macierzyńskie – takie według Ministerstwa Pracy będą efekty wprowadzanych zmian. Można sądzić, że w rzeczywistości tak różowo nie będzie, a wiele osób odczuje zmiany, głównie przez niższe wypłaty.
ReklamaZobacz także
Kto zyska? Na pewno ZUS
![]() |
» Nowe zasady działania urzędów pracy i pomocy bezrobotnym w 2014 |
- Szacuje się, że oskładkowanie umów-zleceń oraz objęcie członków rad nadzorczych obowiązkowymi ubezpieczeniami emerytalnymi i rentowymi spowoduje wpływy do FUS w 2014 r. w wysokości ok. 650 mln zł – taką informację znajdziemy na stronie internetowej premiera. W obecnej sytuacji, związanej z emeryturami w naszym kraju, to chyba jeden z głównych powodów wprowadzanych zmian.

Dlaczego? Bo z naszego systemu emerytalnego co roku więcej pieniędzy wypływa, niż wpływa. Szacuje się, że w przyszłym roku deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych może sięgnąć nawet 75 mld zł, czyli ponad 4% PKB Polski. Oskładkowanie umów cywilnoprawnych będzie więc dodatkowym przychodem dla ZUS-u.
Rządy od lat wspierają walący się system emerytalny, którego reforma jest niezwykle trudna, ale konieczna do przeprowadzenia. Niestety, na horyzoncie brak sensownego pomysłu na poprawę sytuacji ZUS-u, a więc i sytuacji obecnych i przyszłych emerytów. Rząd Donalda Tuska próbuje doraźnie dotować ZUS, czego hucznym przykładem był skok na pieniądze odkładane w OFE, czy obniżenie wydatków poprzez podniesienie wieku emerytalnego. Oskładkowanie umów cywilnoprawnych to tylko kolejny tego typu zabieg. A zapowiadane 650 mld zł to i tak tylko kropla w morzu potrzeb ZUS-u.
Pracownicy zyskają? Tylko niektórzy
Przeprowadzone zmiany rząd argumentuje przede wszystkim poprawą sytuacji pracowników zatrudnianych na umowy cywilnoprawne. Składki odprowadzane na ich emerytury będą znacznie wyższe (lub w ogóle się pojawią), dzięki czemu wymiar świadczenia emerytalnego będzie w przyszłości wyższy. Szczególnie zadowolone mogą być osoby, którym zostało niewiele czasu do osiągnięcia wieku emerytalnego. Również osoby, które otrzymują wynagrodzenie z kilku umów, nie będą już miały odprowadzanych składek tylko od tej najsłabiej płatnej, co często ma miejsce w praktyce.
Rząd wypowiada wojnę śmieciówkom. Zyska na tym ZUSDzięki odprowadzaniu składek młodzi rodzice będą mogli liczyć na wyższe świadczenie z tytułu urlopów rodzicielskich. W przypadku utraty pracy zyskujemy również dzięki składkom prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Krótko mówiąc, z odprowadzania składek powinni być zadowoleni ci, którzy w najbliższym czasie liczą na różne świadczenia ze strony państwa.
Jest jednak grupa pracowników, którym może zależeć na utrzymaniu status quo w kwestii oskładkowania umów. Do nich z pewnością należą ludzie młodzi, na przykład pracujący studenci. W czasach, kiedy bezrobocie wśród nich sięga 25%, są oni zmuszeni zdobywać doświadczenie zawodowe jeszcze w czasie studiów, aby zwiększyć swoje szanse na rynku pracy. Nawet jeśli pracodawcy przerzucą koszty na pracowników, ci zdecydowanie nie będą zadowoleni z obniżenia płacy netto, a na emeryturę jeszcze swoje zdążą odłożyć – przy obecnym wieku emerytalnym czeka ich przecież jeszcze jakieś 45 lat pracy.
Wielki ból dla pracodawców
![]() |
» O co chodzi premierowi w walce z umowami śmieciowymi? |
Kolejnym argumentem rządu jest wyrównanie konkurencyjności przedsiębiorstw. – Zmiany korzystnie wpłyną na konkurencyjność gospodarki. Skłonią pracodawców do konkurowania już nie tylko niskimi kosztami pracy, ale przede wszystkim jakością produktów i usług – czytamy na stronie internetowej MPiPS.
Fakt, że Polska to dla zachodnich przedsiębiorstw dobry kraj na inwestycje właśnie ze względu na niskie koszty pracy (a właściwie niskie pensje w porównaniu z zachodnimi), może stanowić dużą barierę dla dalszego rozwoju kraju, w którym jest wysoka presja społeczna na wzrost wynagrodzeń. Jednak obciążenie przedsiębiorców nowymi kosztami w żaden sposób nie zwiększy ich konkurencyjności.
Ciężko oczekiwać, że pracodawcy tak po prostu pogodzą się ze zmianami. Jeśli oskładkowaniu mają podlegać umowy powyżej płacy minimalnej, to możemy się spodziewać wpisywania na umowach niższych stawek i przekazywania reszty pensji „pod stołem”, lub nawet zupełne zrywanie umów – wszystko to spowoduje wzrost szarej strefy. Regulacje, które miały w pewnym stopniu odciążyć budżet państwa, w praktyce mogą mu odebrać część wpływów.
Znowu zabiorą nasze pieniądze
Spadek płacy „na rękę” będzie brzemienny w skutkach nie tylko dla uczciwych pracodawców i pracowników, ale również dla całej gospodarki. Przez taki zabieg spadnie dochód rozporządzalny i wzrosną koszty pracy, w efekcie czego Polacy będą w sumie kupować mniej, a firmy z powodu zmniejszonych zasobów finansowych wstrzymają swoje inwestycje. Innymi słowy, potencjał wzrostu gospodarczego zostanie znacznie osłabiony.
Jak w bardzo wielu sytuacjach, również i w tej punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Zmiany w sferze umów śmieciowych z pewnością są potrzebne, a proponowane przez rząd rozwiązania mogą poprawić sytuację niektórych osób. Nie zmienia to faktu, że przy otoczce walki o interesy pracowników rządzący po raz kolejny sięgają do ich kieszeni. Umowy śmieciowe to tylko czubek góry lodowej problemów rynku pracy w Polsce, a proponowane zmiany mogą dla niego zrobić więcej złego, niż dobrego.
Marcin Lekki
Bankier.pl
































































