Królewski metal nie ma ostatnio dobrej passy. Na dodatek miłośnicy analizy wykresów zwracają uwagę na pojawienie się „krzyża śmierci”. Z kolei „fundamentaliści” wolą mówić o skutkach zmiany polityki banków centralnych.


Po piątkowej sesji na wykresie dziennym 50-sesyjna krocząca przebiła od góry średnią 200-sesyjną . Analitycy techniczni nazywają taką formację „krzyżem śmierci” (nie ma tu konsensusu: różni eksperci przyjmują inne średnie), mającym zwiastować dalszą przecenę waloru. W tym przypadku notowanych w USD kontraktów terminowych na złoto.
I faktycznie od poniedziałku dolarowe notowania złota znalazły się pod presją sprzedających. W poniedziałek kurs żółtego metalu obniżył się 0,1%, a we wtorek rano zniżkował o 0,5%, schodząc do najniższego poziomu od grudnia. W ten oto sposób złoto w nieco ponad dwa miesiące roztrwoniło tegoroczne zyski. Przypomnijmy, że jeszcze w połowie kwietnia uncja kruszcu kosztowała prawie 1370 dolarów i była najdroższa od lipca 2016 roku.
Poprzedni raz „krzyż śmierci” na rynku złota pojawił się w listopadzie 2016 roku. Wówczas to na fali optymizmu wywołanego wyborem Donalda Trumpa na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych w niespełna dwa miesiące dolarowe notowania złota obniżyły się o blisko 8%. Jednakże statystycznie rzecz biorąc „krzyż śmierci” nie jest specjalnie skuteczną formacją. Owszem, czasami poprzedza on „epickie” spadki, ale zdecydowanie częściej generuje błędne bądź spóźnione sygnały sprzedaży.
Tam, gdzie „technicy” widzą krzyże, młotki czy nagrobki, zwolennicy analizy fundamentalnej dostrzegają konsekwencje działań ludzi. W przypadku złota są to na ogół konsekwencje decyzji bankierów centralnych. A te ostatnio nie są dla złota zbyt korzystne – przynajmniej na krótką metę. W czerwcu Rezerwa Federalna dokonała kolejnej podwyżki stóp procentowych i zapowiedziała zintensyfikowanie procesu normalizacji polityki pieniężnej. Z polityką łatwego pieniądza do końca roku może też zerwać Europejski Bank Centralny.
Na krótką metę przykręcenie kurka z łatwym i niewiarygodnie tanim pieniądzem powinno prowadzić do spadku atrakcyjności inwestycyjnej złota. Przecież wielu kupowało żółty metal z obawy przed skutkami monetarnych szaleństw bankierów centralnych. Teraz gdy ci ostatni się chyba opamiętali i usiłują przywrócić przedkryzysowy ład, złoto wydaje się jakby mniej potrzebne.
Tyle że próba normalizacji stóp procentowych może skończyć się poważnym kryzysem i ostatecznym upadkiem obecnego systemu monetarnego - bo zbyt wielu uzależniło się od taniego kredytu. A to na dłuższą metę stanowiłoby wsparcie dla złota. Rzecz jednak w tym, że ów krótszy termin może potrwać na tyle długo, że wielu posiadaczy długich pozycji w złocie może do niego nie dotrwać

































































