W pierwszym półroczu 2024 r. udzielono o niemal jedną czwartą kredytów gotówkowych więcej niż rok wcześniej. To nie oznacza jednak, że Polacy coraz chętniej korzystają z pożyczanych pieniędzy. Wręcz przeciwnie.


Kredyty gotówkowe kojarzą się zwykle z niewielkimi długami zaciąganymi na podreperowanie domowych finansów. Ten wizerunek już dawno przestał być aktualny albo przynajmniej nie opisuje odpowiednio najbardziej aktywnej części rynku. Zaprezentowane niedawno dane Biura Informacji Kredytowej przynoszą potwierdzenie kilku trendów przeczących stereotypom.
W pierwszych sześciu miesiącach 2024 r. banki udzieliły 44,2 mld zł nowych kredytów gotówkowych. To tylko minimalnie mniej (o niecałe 2 mld zł), niż wyniosła sprzedaż kredytów mieszkaniowych. Wrażenie robi także dynamika – wzrost w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku wyniósł 23,8 proc. Mogłoby się wydawać, że rynek jest w rozkwicie.
O milion użytkowników mniej
Nieco inną historię opowiadają bardziej szczegółowe dane. Liczba udzielonych kredytów gotówkowych rośnie znacznie wolniej niż ich wolumen – w porównaniu z I półroczem 2023 r. była wyższa już tylko o 10 proc. Jednocześnie wiele poszlak wskazuje, że „gotówki” to domena stale tej samej grupy kredytowej klienteli.
Przed pięcioma laty aktywnych klientów posiadających kredyt gotówkowy do spłaty było 5,8 mln. W pierwszym półroczu 2024 r. grono kredytobiorców korzystających z takiej formy finansowania było mniejsze o równy 1 mln osób. Tyle samo użytkowników "gotówek" (4,8 mln) odnotował BIK na koniec 2023 r. Grono kredytobiorców nie rośnie, a w dłuższym okresie wręcz się kurczy.

Długi z recyklingu to fundament
Co więcej, sprzedaż „gotówek” w znaczącej części opiera się na rolowaniu zobowiązań jako punkcie wyjścia do finansowania. Z danych biura wynika, że 47 proc. nowych umów stanowiły konsolidacje, w których największą część stanowiła wewnętrzna odmiana takiego schematu, czyli udzielenie kredytu na spłatę poprzedniego zobowiązania w tym samym banku (plus „dobranie” gotówki).
BIK widzi, że klienci chętnie decydują się na opcję ponownego wykorzystania uwolnionej zdolności kredytowej, a banki wykorzystują okazję do sprzedaży. Z 20,7 mld zł finansowania mieszczącego się w przegródce „konsolidacja” prawie 2/3 stanowiło nie refinansowanie, a sprzedaż netto („nowe” zadłużenie).
Warto także spojrzeć na pozostałe elementy na sprzedażowym słupku. Za 23 proc. sprzedaży kredytów gotówkowych odpowiadało udzielenie kolejnego kredytu osobie, która już ma podobny produkt („multikredytobiorcy”). Za 18 proc. – kredyt dla osoby, która wcześniej miała (i spłaciła) kredyt. Świeża krew, czyli nowi klienci, stanowi zdecydowaną mniejszość i od lat pozostaje na podobnym poziomie 12 proc. wyników.
Teza o tym, że kredyty gotówkowe trafiają do znanych klientów, znajduje potwierdzenie w danych na poziomie poszczególnych kredytodawców. W I połowie 2024 r. 87,7 proc. kredytów tego typu udzielono kredytobiorcom, którzy już mieli w tej samej instytucji inny kredyt (czynny lub zamknięty). Innymi słowy, klientom, którzy już figurowali w bazie danych. Dla porównania, w przypadku hipotek odsetek ten wynosił zaledwie 31 proc.
Duża „gotówka” rośnie najszybciej
Nieaktualnym przekonaniem jest już od dawna skojarzenie kredytu gotówkowego z niewielkim finansowym „dopalaczem”. W rzeczywistości za ponad połowę wartości sprzedaży odpowiadają kredyty na kwoty powyżej 50 tys. zł. Prawie jedna czwarta „tortu” to zobowiązania przekraczające 100 tys. zł. Kredytobiorcy nie tylko refinansują w ten sposób różne długi, ale także zaspokajają potrzeby typu zakup samochodu czy remont mieszkania.
Największe wartościowo kredyty to także najszybciej rosnąca kategoria. Produkty o wyjściowej kwocie przekraczającej 100 tys. zł odnotowały dynamikę 41,2 proc. (I półrocze 2024 r. kontra I półrocze 2023 r.). Te, na ponad 50 tys. zł - +29,2 proc.
Uspokajającym wnioskiem płynącym z ostatniego opracowania BIK jest jednak konstatacja, że „gotówki” mieszczące się w różnych przedziałach kwotowych spłacane są równie dobrze. Jedynym odchyleniem pozostaje nieco lepsza jakość kredytów najdrobniejszych (do 5 tys. zł).





























































