REKLAMA

Koniec hossy na rynku amerykańskich obligacji skarbowych!

Jacek Maliszewski2002-10-22 21:09
publikacja
2002-10-22 21:09
Dodaj Bankier.pl w Google

Koniec hossy na rynku amerykańskich obligacji skarbowych!


Bieżący komentarz walutowy wyjątkowo we wtorek. Najmocniej przepraszam moich stałych (a także tych niestałych) czytelników za to dwudniowe opóźnienie spowodowane kilkoma problemami osobistymi. Na szczęście wielkich zmian na rynku walutowym w poniedziałek i wtorek nie było. Choć przyznać muszę, iż spodziewałem się bardziej dynamicznej reakcji po ogłoszeniu wyniku referendum w Irlandii.

Na rynku amerykańskich obligacji skarbowych doszło do silnej zmiany trendu (patrz obligacje 10-letnie i 30-letnie). Czyżby koniec hossy na tym rynku? Byłby to bardzo zły sygnał, zważywszy iż na rynku akcji w dalszym ciągu nie można ogłosić nadejścia hossy. Dwie bessy na dwóch rynkach: akcyjnym i papierów dłużnych nie wróżą nic dobrego. Widać wyraźnie, iż wielcy rozgrywający (czytaj: fundusze inwestycyjne i emerytalne) zaczynają się miotać od ściany do ściany. Zaczyna brakować miejsca do spokojnego inwestowania. Jeszcze tylko na rynku nieruchomości trwa hossa, ale i ta pewnie niedługo się skończy. Co wtedy? Złoto? Surowce? A może ucieczka kapitału za granicę do takich miejsc jak Szwajcaria, Unia Europejska? A może do Chin i Indii? Trudno dziś ocenić. Fakt pozostaje faktem, iż pole do popisu między brzegami Atlantyku i Pacyfiku zaczyna się coraz szybciej kurczyć. To grozi czymś poważniejszym. Czym? Odsyłam do komentarzy Piotra Kuczyńskiego, który od wielu miesięcy głosi swoje tezy, pod którymi i ja podpisuję się obydwiema rękami.

Ja w każdym razie spodziewam się wystąpienia w USA kopii tego, co w ciągu ostatnich trzynastu lat działo się w Japonii. Wiem, wiem, inne typy gospodarek w obydwu krajach, inne przyczyny kryzysu, inne tez zachowania konsumentów. Ale skutek będzie ten sam. Krótkotrwałe hossy będą się pojawiały na rynku akcji. Lecz trend główny przez wiele lat będzie spadkowy. I nie chodzi tutaj bynajmniej o to, że przedsiębiorstwa amerykańskie zaczną przynosić kolosalne straty. Nie w tym rzecz. Wystarczy jednak, iż nie będą się rozwijać tempem 15-20% rocznie (wzrost zysku brutto), a takie chyba tempo zostało założone przez inwestorów, którzy kupowali do niedawna jak szaleni akcje dające zwrot z dywidendy po kilkudziesięciu latach. Teraz chyba wreszcie sytuacja normalnieje. Jeśli zwrot z inwestycji w obligacje amerykańskie wynosi circa 20 lat, to gdy stosunek wypłaty dywidendy do ceny akcji dojdzie do poziomu dającego dwudziestoletni okres zwrotu z inwestycji, będziemy mogli powiedzieć, iż przecena akcji ma się ku końcowi. Ach, wszedłem na teren Piotra. Już się zamykam....

A co u nas? Na temat długu publicznego pisać nie będę. Nie tym razem. W poniedziałkowej Wyborczej pojawił się ciekawy artykuł na ten temat. Do grona piewców zagrożenia idącego od strony narastającego lawinowo długu publicznego dołączają kolejni komentatorzy. I bardzo dobrze. Im więcej się będzie o tym mówić, tym większa szansa na otrzeźwienie umysłów ekip kolejnych rządów RP. Jeszcze nie tak dawno temu, gdy jako jeden z pierwszych zacząłem publikować interesujące dane na temat wielkości owego długu oraz na temat przypadającej na kolejne dni kalendarzowe wielkości wypłat odsetek oraz wykupu kapitału od papierów skarbowych, otrzymywałem całkiem nieprzyjemną korespondencję. I to od osób, których nie spodziewałem się zastać w gronie czytelników portalu Bankier.pl. Portal jednak jest dość popularny, i to w kręgach naprawdę wysokich sfer J

Wakacje na giełdzie

Tak wiec dziś, gdy coraz więcej osób nagłaśnia problem rosnącego garbu zadłużenia, mogę zająć się innymi tematami, wartymi publikowania. A do sprawy długu publicznego będę wracać od czasu do czasu, gdy po kolejnych emisjach obligacji wartość zadłużenia będzie wzrastać skokowo.

Jutro Rada Polityki Pieniężnej zapewne pozostawi stopy procentowe na niezmieniobym poziomie. Za wcześnie, by tak szybko poluzować politę monetarną. Szczególnie, jeśli się weźmie skrytykowany przez członków RPP projekt budżetu na przyszły rok. Sądzę jednak, iż do końca roku stopy zostaną jeszcze obcięte o 50 punktów bazowych i chyba nastąpi to na ostatnim tegorocznym posiedzeniu Rady. A potem? Potem wszystko będzie zależeć od poziomu inflacji na początku przyszłego roku. Jeśli faktycznie Europa Zachodnia zacznie wchodzić w fazę deflacji (raczej mało prawdopodobne z racji spodziewanej wojny nad Zatoką Perską, a co za tym idzie znacznym wzrostem cen ropy naftowej, głównego produktu inflacjogennego), to kolene obniżki stóp również w Polsce byłyby możliwe. Ja jednak nie wierzę, byśmy równolegle z konfliktem zbrojnym nad Zatoką mieli do czynienia z deflacją.

Zresztą nie to jest ważne, czy RPP obniży stopy, czy nie, lecz to, czy będą spadać stopy długoterminowe. A to jak wiemy już nie jest uzależnione od widzimisie członków Rady. Jeśli nadal rosnąć będzie rentowność amerykańskich obligacji skarbowych, to siłą rzeczy dojdzie i do wzrostu rentowności u nas (czyli spadku cen rynkowych). Nie wyobrażam sobie bowiem sytuacji, w której rentownośc polskich obligacjie była niższa, niż rentowność porównywalnych (pod zwzględem terminu wykupu) papierów amerykańskiego rządu.

Co z rynkeim walutowym i naszą złotówka? Już się wydawało, że w poniedziałek pęknie umieszczone na wysokości 4,08 wsparcie na wykresie koszyka (na euro podobna sytuacja). Lecz we wtorek pod koniec dnia kurs koszyka powrócił ponad linię wsparcia. Sytuacja nadal więc nie wyjaśniona. Lecz co bardziej niecierpliwi pewnie otwierali krótkie pozycja w walutach. Oby mieli szczęście. Ja nadal poza rynkiem. Czekam na rozwój wypadków. Za kilka dni referendum w Irlandii (jego wyniki) spowszednieje i inne sprawy zaczną decydować o sile bądź słabości złotego. Poczekamy, zobaczymy.

Na rynku eur/usd nadal falowanie w zakresie 0,96-1,00. To może jeszcze troszkę potrwać. Tak więc, gdyby był obecnie sezon wypoczynkowy, to zaleciłbym wyjazd i oderwanie się od spraw związanych z rynkami finansowymi. Dopóki trwa stabilizacja, nie ma potrzeby blokować gotówki, inwestując w nieopeną sytuację. Gdy andejdzie czas większych zmian, zdążymy załapać się na odjeżdżający pociąg, bez względu na to, w którą stronę będzie on jechał.

Jeszcze raz przepraszam, iż bieżący komentarz tygodniowy został napisany z dwudniowym opóźnieniem.

Jacek Maliszewski

e-mail:

Jacek.Maliszewski@waw.bankier.pl

Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki