We wtorek odbyła się pierwsza i jedyna debata przed wyborami prezydenckimi w USA. Na przeciwko siebie stanęli główni rywale wyścigu - Kama Harris i Donald Trump. Komentatorzy wyłonili zwycięzcę starcia.


Jak podało CNN, choć przed debatą deklarowane oczekiwania wyborców co do tego, kto ją wygra rozłożyły się w stosunku 50:50, to po starciu 63 proc. wskazało na Harris jako zwyciężczynię.
CNN przypomina, że niemal dokładnie odwrotne były wyniki pierwszej debaty prezydenckiej między Trumpem i Joe Bidenem. Wtedy 67 proc. respondentów uznało, że wygrał ją były prezydent.
Na sukces Harris wskazało też przeprowadzone przez CNN badanie fokusowe z udziałem 13 niezdecydowanych wyborców z Pensylwanii, potencjalnie decydującego dla wyników wyborów stanu. Spośród 13 uczestników dyskusji siedmioro uznało, że po debacie są skłonni oddać głos na wiceprezydent, zaś czworo na Trumpa.
Sam Trump po zakończeniu debaty stwierdził, że to on jest zwycięzcą, powołując się na niesprecyzowane sondaże, mające pokazywać, że uważa tak nawet 90 proc. respondentów. Nie odpowiedział na pytanie, skąd wziął cytowane przez siebie liczby.

"Harris zdołała uderzyć w słabe punkty Trumpa"
"Kamala Harris była wcześniej znana z pozbawionych treści odpowiedzi na podchwytliwe pytania, ale w jej ostrym, prawniczym występie tego już nie było, a to odpowiedzi Donalda Trumpa stawały się zniekształcone, im bardziej zachodziła mu za skórę. (...) Harris, zgodnie z przewidywaniami, pokazała swoje umiejętności prawniczki do wykorzystywania i obracania faktów na swoją korzyść. Niespodzianką w jej występie było nie tyle jej opanowanie i odmowa poddania się osobistym atakom Trumpa, ale zaciekła liczba krytycznych uwag, które skierowała pod jego adresem, gdy zakasała rękawy i stanęła jeden na jeden w starciu z człowiekiem, który uważa, że najlepszą formą obrony jest atak" - pisze "The Times".
Dziennik przywołuje moment, w którym Harris powiedziała, iż "światowi przywódcy śmieją się z Donalda Trumpa", w odpowiedzi na co "Trump, który uważa, że nie ma większej zniewagi niż bycie wyśmianym, rozpoczął obronę swojej międzynarodowej wiarygodności opierając się na poparcie ze strony (premiera Węgier) Viktora Orbana".
"Harris nie miała odpowiedzi na wszystko tego wieczora, ale wyraźnie widać, że starannie przygotowała się do udzielania skutecznie wymijających odpowiedzi, gdy naciskano na jej najbardziej wrażliwe kwestie dotyczące inflacji i granicy" - zauważa "The Times".
W podobnym tonie pisze "Daily Telegraph". "Kamala Harris nie była szczególnie jasną komunikatorką we wtorkowy wieczór i niewiele czasu na scenie debaty poświęciła mówieniu o swoich głównych zobowiązaniach politycznych. Osiągnęła jednak coś, co przeciwnicy Donalda Trumpa próbowali osiągnąć, odkąd po raz pierwszy ubiegał się o urząd w 2016 roku: sprawiła, że wyglądał śmiesznie" - ocenił dziennik, zwracając uwagę, na to jak wściekły Trump zaczął opowiadać dziwaczne teorie spiskowe o nielegalnych imigrantach jedzących psy i koty.
Zauważa, że Harris ogólnie nie jest lepszą dyskutantką niż Trump i wiedziała, że jej obciążeniem jest bycie członkiem niepopularnej administracji, udzielała mętnych i niejasnych odpowiedzi na pytania dotyczące gospodarki i nie potrafiła przekonująco odeprzeć oskarżeń zarówno ze strony Trumpa, jak i moderatora, że porzuciła wiele swoich przekonań na rzecz dążenia do władzy.
"Jej siła polegała na zrozumieniu Trumpa ¦ człowieka, którego w ogóle nie spotkała podczas tej kampanii ¦ i jego nienawiści do bycia upokorzonym. Jego występ był wykolejony przez jego gniew, a jego linie ataku były znacznie mniej płynne niż w poprzednich debatach. Trudno uznać Harris za zwyciężczynię debaty politycznej, w której powiedziała tak niewiele o swojej platformie. Ale jej strategia ataku wygrała tej nocy. Trump dał się złapać na tę przynętę i połknął haczyk" - ocenia "Daily Telegraph".
"The Guardian" porównuje debatę, która odbyła się bez udziału publiczności do rozprawy sądowej i pisze, że Harris była w niej jednocześnie prokuratorem, ławą przysięgłych i katem. Przywołuje moment, w którym Trump twierdził, że Harris jest marksistką, bo jej ojciec ekonomista zajmował się m.in. teoriami Marksa. "Harris zaśmiała się drwiąco i oparła podbródek na dłoni, patrząc na Trumpa jak dyrektorka słuchająca kiepskich wymówek ucznia, który podpalił szkołę" - zauważa gazeta.
Ale dodaje, że Trump wypadł słabo nawet w tych tematach debaty, które teoretycznie miały być jego silnymi punktami, jak imigracja i ochrona granic i musiał się uciekać do rozpowszechniania dziwacznych kłamstw. "Ale Harris była jak prokurator nękająca świadka, zastawiająca pułapki, w które ten ciągle wpadał, wmawiając sobie, że przyznał się do winy" - pisze "The Guardian".
"Prokurator Harris wykonała dobrą robotę, jednocześnie przedstawiając argumenty za tym, aby zostać prezydentem. W sztabach po debacie nastroje były zupełnie inne niż podczas debaty w Atlancie w czerwcu, kiedy Demokraci wyglądali na zrozpaczonych i posępnych, próbując bronić Joe Bidena. Tym razem to Republikanie wymyślali słabe wymówki dotyczące moderatorów" - ocenia. Przypominając o wyniku wyborów z 2016 roku, "The Guardian" przestrzega jednak, że jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte.
"Harris rozbroiła i upokorzyła Trumpa"
Zdaniem portalu „Die Zeit” kandydatka Demokratów na prezydenta USA „odnalazła swoją rolę”, z kolei kandydat Republikanów Donald Trump „stracił spokój”.
„W debacie telewizyjnej Kamala Harris osiągnęła to, czego Joe Biden nie mógł już zrobić: rozbroiła i upokorzyła Donalda Trumpa” – podkreśla niemiecki tygodnik.
Debatę w Stanach Zjednoczonych podobnie ocenił portal „Spiegla”. „Kamala Harris ruszyła do ataku, Donald Trump był wściekły” – napisano. Zauważono też, że Harris pozostawała rzeczowa, podczas gdy kandydat Republikanów „stawał się głośny”. „Ten wieczór był również doskonałym przykładem na to, jak łatwo sprowokować byłego prezydenta” – oceniono w „Die Zeit”.
Według portalu dziennika „Sueddeutsche Zeitung” Harris wygrała próbę sił z Trumpem. „Harris zademonstrowała, że reprezentuje młodszą Amerykę niż Donald Trump” – czytamy w artykule. Portal zwraca uwagę, że Harris zdaje się być lepiej przygotowana do „świata nowych mediów” niż Trump. Świadczy o tym – jak wskazano – że kandydatka Demokratów patrzyła w kamerę w odpowiednich momentach.
W „Sueddeutsche Zeitung” oceniono, że Harris udało się pokazać Amerykanom, dlaczego nadszedł czas, aby „iść naprzód”. „Harris przeszła zatem test warunków skrajnych śpiewająco” – dodano. Jednak zaznaczono, że nie udało jej się przyciągnąć do swojego obozu zwolenników Trumpa.
„Po tej debacie Harris ma przewagę, ale w żadnym wypadku nie jest pewna zwycięstwa w wyborach 5 listopada” – podsumowano na portalu „Sueddeutsche Zeitung”.
"Harris zdaje test, stawiając Trumpa w defensywie"
W ocenie dziennika „El Mundo”, pierwszy pojedynek Harris-Trump był naznaczony wzajemnymi atakami, wśród których nie padło wiele propozycji w zakresie polityki gospodarczej czy zagranicznej. Po zaciętej wymianie zdań Harris wyszła z debaty silniejsza, nie popełniając żadnych błędów i kilkakrotnie wyprowadzając Trumpa z równowagi – pisze „El Mundo”.
Trump jest siłą natury, niekontrolowaną, niepowstrzymaną, tak samo raniącą i lekceważącą, jak często zabawną w swoich przemówieniach. (…) Próba dotrzymania mu kroku to samobójstwo, a gra w jego grę to pewna porażka. Harris unikała tego przez cały czas, nie wpadając w żadną pułapkę, wybierając kwestie, w których można wyrządzić szkody” – ocenia dziennik.
Sama debata, według gazety, „nie była epicka, nie zostanie zapamiętana w książkach, ale miała dużo gry i nie brakowało jej tempa, zwłaszcza w środkowej części”. Taktyka Demokratów była bardzo prosta: „celować w ego Trumpa i czekać, aż jego gniew zrobi resztę”. „I zadziałało idealnie” – dodaje „El Mundo”.
Zdaniem dziennika „El Pais” starcie kandydatów na prezydenta USA będzie mimo wszystko zapamiętane. „Pokazało ono, jak populistyczny dyskurs (Trumpa) został zmieciony w konfrontacji, która przejdzie do historii debat wyborczych” – pisze gazeta.
Trump spotkał we wtorkowej debacie bardziej godnego przeciwnika niż Joe Biden, z którym starł się pod koniec czerwca – zauważa z kolei kataloński dziennik „La Vanguardia”. „Harris pokazała, że jest agresywna, bezpośrednia i zdolna do podkreślania swoich kontrastów z potentatem, którego udało jej się zepchnąć do defensywy i sprawić, że przybrał bardziej gniewną minę i ton, daleki od umiaru, jaki pokazywał w debacie z Bidenem” – ocenia gazeta.
Według „La Vanguardii” Harris narzuciła swój styl, wykorzystując doświadczenie zawodowe prokuratora, senatora i wiceprezydenta „przeciwko gniewnemu i czasami wściekłemu byłemu prezydentowi”, choć wpływ debaty na końcowe wyniki wciąż pozostaje zagadką.
„Harris pokazała, że ma energię, przygotowanie i radość, by wygrać wybory” – skonkludował dziennik.
"Na tle Trumpa kandydatura Harris nabiera kształtu"
"Kamala Harris musiała pokazać wyborcom, kim jest: swój charakter, osiągnięcia oraz - co najważniejsze - swoją wizję. Dokładnie te same rzeczy na swój temat Trump miał schować. Udało się to tylko jednej osobie" - napisał "WP" w komentarzu po debacie.
W ocenie dziennika Harris przedstawiła pozytywną wizję narodu, który pomimo swoich wad jest w zadziwiająco dobrej kondycji. Trump natomiast przedstawił - jak to określił "WP" - obraz nieistniejącego państwa, "upadającego narodu" balansującego na krawędzi "III wojny światowej", z gwałtownie rosnącą przestępczością, gdzie imigranci przejmują małe miasteczka i zjadają zwierzęta domowe Amerykanów.
"WP" zauważył, że nie wszystkie pomysły Harris mają sens, ale wiceprezydentka USA pokonała Trumpa pokazując, że jego postulaty są o wiele gorsze, bo grożą jeszcze większym zadłużeniem. Harris wypunktowała, że proponowane przez kandydata Republikanów podwojenie stawek ceł zwiększyłoby inflację i ceny towarów kupowanych przez Amerykanów. Jak podkreślił "WP", odnotowywany przez Trumpa fakt, że obecny prezydent Joe Biden podtrzymał cła wprowadzone za jego prezydentury, nie dowodzi ani tego, że są one dobre, ani tego, że ich podwojenie będzie dobre dla USA.
Harris udowodniła w trakcie debaty, że Trumpa można sprowokować, np. do zachwalania swoich dyplomów ze szkoły biznesu, do obrony jakości swoich wieców, do chwalenia dyktatorów. "Te chwile mają znaczenie, ponieważ pokazują jego politykę: imigranci zabijają ludzi, więc trzeba skończyć z imigracją; inne kraje płacą cła, więc trzeba je zwiększyć" - podkreślił "WP".
W ocenie dziennika obecna wiceprezydentka wygrała pod względem tonu i treści, bowiem udało się jej przedstawić nie tylko coś innego niż Trump, ale też Biden, bo zamiast kłótni i podziałów Harris skupiła się na wytyczaniu kursu na przyszłość. "Tę poezję kampanii trzeba będzie jeszcze przełożyć na polityczną prozę. Ale opowiada ona o stanie i potencjale kraju bardziej wymownie niż mroczna retoryka pana Trumpa" - skonkludował waszyngtoński dziennik.
"W debacie zwyciężyła Harris, choć nie przez nokaut"
"Harris zaprezentowała się lepiej, jeśli chodzi o punkt wyjściowy. Wcześniej miała opinię osoby, która wypada słabo w wystąpieniach publicznych. W debacie wypadła zaskakująco dobrze" - ocenił.
Według dra Stępnia jej przekaz był pozytywny i spójny. "Całokształt jej wypowiedzi świadczył o tym, że miała konkretną, przemyślaną taktykę jak prowadzić debatę. Od pierwszej chwili to ona starała się dyktować warunki. Na przykład to ona wyszła z inicjatywą i podała Trumpowi rękę na początku debaty" - przypomniał.
Dodał, że w kwestiach merytorycznych również wypadła zdecydowanie lepiej niż Trump, chociaż ona także nie uniknęła "wymijających odpowiedzi". "Trump sprytnie wypunktował coś, co obciąża każdego kandydata związanego z aktualną władzą. Przypomniał, że Kamala Harris jest obecnie wiceprezydentem. Dlatego, kiedy mówiła o swoich planach na uzdrowienie służby zdrowia czy naprawę sytuacji ekonomicznej, Trump odpowiadał: skoro masz plan, dlaczego dotąd go nie zrealizowałaś, skoro masz do tego narzędzia?" - wskazał.
Dr Stępień zaznaczył, że Trump krytykował poczynania Harris, a jednocześnie na pytanie o jego plany dotyczące opieki zdrowotnej odpowiedział, że "ma jedynie koncept planu i nie jest prezydentem". "W oczach wahającego się wyborcy zaprezentował się w tym momencie jako kandydat niestabilny i niekompetentny" - ocenił.
Podkreślił, że Trump zdobył punkty, odpowiadając na pytanie o zarzuty karne, które na nim ciążą. "Wskazał, że jak dotąd nic mu nie udowodniono. Umiejętnie nawiązał też do zamachu na jego życie sprzed kilku tygodni. Zasugerował, że do tego, iż został postrzelony przyczynił się sposób, w jaki jest przedstawiany przez swoich oponentów" - powiedział.
Jednocześnie dr Stępień wskazał na liczne potknięcia Trumpa, takie jak sugerowanie, że Harris chce, by aborcja była dozwolona do 9. miesiąca ciąży czy mówienie o tym, że migranci "jedzą zwierzęta domowe". "Harris udało się sprowokować Trumpa trywialnymi rzeczami. Zaskakująco żywiołową reakcję wywołała sugestia Harris, że ludzie znudzeni opuszczali jego wiece wyborcze przed ich zakończeniem. Dla niego to było jak policzek, uderzenie w ego" - zauważył.
Według eksperta Trump wypadł nerwowo i gniewnie, podczas gdy ona była spokojna i pewna siebie. "Specjaliści od wizerunku wskazywali, że Harris patrzyła Trumpowi w oczy, podczas gdy on unikał jej wzroku" - przypomniał.
"Ogólnie Trump zaprezentował się jako osoba porywcza, zacietrzewiona i nastawiona na konflikt. Jego przekaz oparty był na negatywnych emocjach. Kamala Harris miała wizerunek osoby pełnej nadziei i patrzącej w przyszłość" - ocenił.
Dr Stępień zaznaczył, że jest to druga w historii USA debata, w której kwestią tak istotną może stać się Polska. Przypomniał słowa Harris, że gdyby nie działania jej i Bidena na rzecz wsparcia Ukrainy, Putin wygrałby wojnę i "miał oko na resztę Europy, zaczynając od Polski". "Dlaczego nie powiesz 800 tys. Amerykanom polskiego pochodzenia tu w Pensylwanii, jak szybko byś oddał (Polskę) za przysługę i za to, co myślisz, że jest przyjaźnią z dyktatorem, który zjadłby cię na obiad" - dodała. W odpowiedzi na to Trump odparł, że gdyby był prezydentem, Putin siedziałby w Moskwie i "nie stracił 300 tys. żołnierzy".
"W tym kontekście ta debata może okazać się kluczowa dla wyborów w Pensylwanii, która w 2022 r. została uznana za +swing state+, czyli stan wahający się, w którym określona liczba głosów w mniejszych okręgach decyduje o tym, czy dany kandydat zgarnie głosy elektorskie" - zastrzegł.
Jednocześnie podkreślił, że debata Harris-Trump nie będzie miała aż takiego znaczenia, jak debata Trump-Biden, podczas której kandydat demokratów wypadł na tyle słabo, że do głosu przebiły się apele o to, by Biden wycofał się z wyborów. "Na pewno debata nie zapewni nikomu łatwego zwycięstwa, może jednak komuś bardzo pomóc. W moim odczuciu tą osobą jest Kamala Harris" - ocenił.
"Harris poparła Ukrainę, Trump nie odpowiedział, czy jest za jej zwycięstwem nad Rosją"
„Kamala Harris, (…) powiedziała w debacie ze swoim przeciwnikiem Donaldem Trumpem, że gdyby to on, a nie (obecny prezydent USA Joe) Biden był prezydentem w ostatnich latach, byłaby to katastrofa dla Ukrainy i Europy Wschodniej” – napisał portal Europejska Prawda.
Trump natomiast uchylił się od wyraźnej odpowiedzi na pytanie, czy życzy sobie zwycięstwa Ukrainy nad Rosją – podkreśliła Europejska Prawda. Portal zaznaczył, że Trump mówił m.in., że „chce ratować życie ludzi” i że ludzie na Ukrainie „giną milionami”, jednak nie podał danych, które potwierdzałyby jego słowa o ludzkich stratach wojennych.
Portal RBK-Ukraina ocenił, że temat ukraiński, który dwójka kandydatów zaczęła omawiać dopiero po godzinie debaty, dyskutowany był w sposób „bardzo emocjonalny”.
„Trump, na prośbę moderatora, nie potrafił ujawnić szczegółów swojego +planu pokojowego+, tylko powiedział, że zadzwoniłby do przywódców Ukrainy i Rosji, po czym wojna zakończyłaby się” – relacjonował RBK.
„Harris w swoim komentarzu oskarżyła Trumpa o flirtowanie z dyktatorami oraz oświadczyła, że Trump +poddałby się w ciągu 24 godzin+, a +(rosyjski dyktator Władimir) Putin siedziałby (już) w Kijowie i spoglądał dalej, w kierunku Europy+" - napisał portal.
"Harris wypadła prezydencko, Trump wyglądał na wściekłego"
"Kamala Harris chciała być kandydatką nadziei, kandydatką przyszłości. Donald Trump wydawał się wściekły (...) Nie słyszeliśmy wiele o polityce i planach z żadnej ze stron, ale mieliśmy tę optykę: Kamalę Harris patrzącą na niego, prowokującą go raz po raz (...) Widzieliśmy Trumpa wściekającego się i grymaszącego" - mówiła bezpośrednio po debacie dziennikarka stacji Martha Raddatz, która w 2016 r. prowadziła debatę Trumpa z Hillary Clinton.
Z jej zdaniem zgodził się reporter Jonathan Karl, który ocenił, że Trump nie wykorzystał okazji, by wytykać zmiany poglądów Harris w ważnych kwestiach.
"Myślę, że wyglądał nie tylko na wściekłego, ale też wstrząśniętego. A w przeciwieństwie do niego Harris, której znaczna część świata wciąż nie zna, wyglądała na kogoś, kto pasuje na tej scenie, jak ktoś, kto jest w stanie służyć jako prezydent" - analizował.
Dziennikarze stacji poinformowali też, powołując się na źródła w obozie Demokratów, że politycy partii są zadowoleni z występu swojej kandydatki i z tego, że wyglądała "prezydencko".
Podobną opinię wygłosił w rozmowie z PAP proszący o zachowanie anonimowości działacz Demokratów w Kongresie, który stwierdził, że Harris odniosła sukces i będzie dążyła do zorganizowania kolejnego telewizyjnego pojedynku.
"Myślę, że to było solidne cztery na pięć gwiazdek" - powiedział polityk, podkreślając m.in. kontrast między kandydatami w sprawie Ukrainy: deklarację wsparcia dla Kijowa ze strony Harris i obietnicę szybkiego zakończenia konfliktu przez Trumpa, uzasadniane obawami o użycie przez Rosję broni jądrowej.
"Trump pokazał swoje najbardziej prawdziwe oblicze"
W komentarzu dziennik odnotował, że przez pierwsze 10 minut w debacie w Filadelfii pojawiła się "powściągliwa wersja" Trumpa. W ocenie "NYT" było widać, że kandydat Republikanów na prezydenta wyciągnął wnioski z debat z Joe Bidenem w 2020 roku, w trakcie których nie umiał powstrzymać swoich impulsów. "Milczał, gdy Kamala Harris niszczyła jego plan gospodarczy", po czym kiedy nadeszła jego kolej, zauważył, że administracja Bidena nie podjęła nawet próby wycofania ceł, które nałożył na Chiny w trakcie swojej prezydentury.
Nie trwało to jednak długo i wkrótce - jak odnotował "NYT" - Trump przeszedł od ceł do imigrantów, co nowojorski dziennik nazwał "formą natywistycznej histerii". Kandydat Republikanów na prezydenta mówił o przejmowaniu miast i budynków przez imigrantów, których "ona" - jak zwracał się do Harris - oraz Biden wpuścili do kraju.
"To był poziom urojenia, na który Harris i jej sztab wyraźnie liczyli, że Trump zademonstruje wyborcom, a od tego momentu było tylko gorzej" - skomentował "NYT". Jako przykład dziennik przywołał wypowiedź Trumpa o rzekomym jedzeniu psów i kotów przez haitańskich imigrantów w Springfield w stanie Ohio. Kiedy prowadzący zauważył, że lokalne władze niczego takiego nie widziały, kandydat Republikanów odpowiedział, że słyszał o tym w telewizji.
"Debata okazała się dla Harris niewątpliwym sukcesem, nie tylko dlatego, że udało jej się określić siebie i swoje plany, ale także dlatego, że naciskając na kilka przycisków sprawiła, że Trump pokazał swoje najbardziej prawdziwe oblicze" - podsumował "NYT".
"Harris wygrała debatę"
„Trump użył swoich zwykłych ksenofobicznych argumentów, twierdząc, że imigranci przejmują amerykańskie miasta. Niestety te negatywne argumenty mogą oddziałać na część wyborców, ponieważ wielu Amerykanów martwi się o granicę USA-Meksyk” – zaznaczyła Glover.
Podsumowując debatę, oceniła jednak, że kandydat Republikanów wyglądał na „rozgniewanego i złego”, natomiast „pozytywny przekaz Kamali Harris o pójściu naprzód i zakończeniu podziałów działa i będzie atrakcyjny dla niezdecydowanych wyborców”.
Ekspertka przywołała moment, w którym Harris zarzuciła Trumpowi, że ludzie wychodzą z jego wieców przed ich zakończeniem. „Zaatakowała jego ego, rozmiar jego wieców, a on rzuca szalone oskarżenia. Twierdzi, że imigranci jedzą zwierzęta domowe” – zaznaczyła.
„Jego twardy elektorat lubi jego szaleństwo, ale to niezdecydowani wyborcy mogą być przeciągnięci na jedną lub drugą stronę” – dodała Glover. Jej zdaniem niezdecydowani wyborcy mają częściej umiarkowane poglądy.
Glover podkreśliła, że Harris poradziła sobie w debacie z Trumpem „o wiele lepiej” niż wcześniejszy kandydat Demokratów, obecny prezydent Joe Biden.
"Harris pokazała precyzję i program, Trump - chaos i gniew"
Harris pokazała "precyzję i program", a Trump "chaos, gniew i dezinformację" - powiedział politolog Julian Zelizer, cytowany przez AFP. Podkreślił, że Harris "zachowała spokój i koncentrację, pokazując jasno, jaka byłaby na urzędzie prezydenta".
Według politologa Larry'ego Tabato, również cytowanego przez AFP, wiceprezydentka USA "bezsprzecznie wygrała" debatę" i "zemściła się" za poprzednią debatę z udziałem Trumpa i Joe Bidena, nieudaną dla prezydenta.
Dziennik "Le Monde" ocenia, że Harris postawiła Trumpa "w trudnej sytuacji" podczas debaty. "Były prezydent stale okazywał się w defensywie wobec przeciwniczki, która była pewna siebie i chciała pokazać go jako człowieka przeszłości" - relacjonuje "Le Monde".
Opisuje, że w trakcie debaty ton Trumpa stawał się "coraz bardziej agresywny"; kandydat Republikanów "nigdy nie patrzył na przeciwniczkę" i nie wymieniał jej imienia". Harris "często zwracała głowę ku niemu, z wyrazem twarzy sceptycznym, nawet kpiącym wobec jego twierdzeń i przypierała go do muru" - relacjonuje "Le Monde".
"Harris pokazała, że radzi sobie z Trumpem"
Największy szwedzki dziennik zauważa, że po nerwowym początku Harris udało się zepchnąć Trumpa do defensywy, gdy mówiła o aborcji, krytyce ze strony byłych współpracowników oraz odmowie pogodzenia się z porażką w wyborach w 2020 roku. "Ona była prokuratorem, a on wylądował w sądzie" - podkreśla publicystka gazety.
Jednocześnie, jak zauważa "Dagens Nyheter", nie spełniły się oczekiwania Demokratów, że Trump będzie wyglądał na zmęczonego i wyczerpanego konfrontacją. "Nadzieje te nie spełniły się, najwięcej czasu na wystąpienia miał były prezydent. (Trump) od prawie 10 lat dominuje debatę w Stanach Zjednoczonych" - przypomina.
Komentatorka "Dagens Nyheter" dodaje, że Harris musi przede wszystkim przekonać do siebie sceptycznych wyborców o poglądach centrowych. Zdecydowana większość Amerykanów ma już wyrobione zdanie o Trumpie, teraz jednak chcą oni dowiedzieć się więcej o Harris. Dlatego, zdaniem publicystki, nieprzypadkowo po 85 minucie debaty wiceprezydentka błagała "porozmawiajmy o naszych planach".
"Harris i Trump nie ujawnili żadnych nowych poglądów politycznych"
Ta debata miała dotyczyć bardziej Kamali Harris niż Donalda Trumpa, ponieważ Trump jest bardzo znaną postacią, a Harris jest wciąż nieznana wielu Amerykanom. Przy ocenie debaty kluczowym pytaniem jest, czy Harris odniosła sukces, a odniosła go w znacznym stopniu i w tym sensie ma powody, by czuć się dobrze po tej debacie” – uważa ekspert.
Dinan zwrócił uwagę, że kwestie polityki zagranicznej pojawiły się podczas dyskusji o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie i konflikcie zbrojnym Izraela z palestyńskim Hamasem, ale kandydaci zasadniczo przypomnieli swe stanowiska, które każdy z nich promował w trakcie kampanii.
„Harris zwróciła uwagę na Polskę i wyborców polsko-amerykańskich, kiedy przedstawiła argumenty na rzecz znaczenia dalszej pomocy Stanów Zjednoczonych w obronie Ukrainy przed rosyjską agresją, przekonując, że ambicje Putina wykraczają daleko poza Ukrainę i obejmują Polskę i inne kraje Europy Wschodniej” – zaznaczył Dinan.
Zauważył, że kiedy Trump odpowiadał na pytania o Ukrainę, to argumentował, że Putin nigdy nie dokonałby inwazji na Ukrainę, gdyby on pozostał prezydentem. Trump przypisywał sobie jako zasługę zmuszenie wielu krajów NATO do zwiększenia wydatków na obronę, a tym samym wzmocnienia Sojuszu przed rosyjską agresją.
„Krótko mówiąc, Ukraina, Polska, Europa Wschodnia i NATO weszły do dyskusji podczas debaty, ale kandydaci nie ujawnili żadnych nowych stanowisk politycznych, których nie promowali już w trakcie kampanii” – skonkludował prof. Dinan, który jest szefem Katedry Polityki i Spraw Międzynarodowych na Uniwersytecie Wake Forest w Karolinie Północnej i redaktorem „Publius: The Journal of Federalism”.
"Harris zdała egzamin, ale bez wyróżnienia; najlepsi byli moderatorzy"
Według ekspertki występ Trumpa nie był zaskoczeniem, natomiast to Harris „musiała zdać egzamin” i zrobiła to.
„Wielu sądziło, że nie poradzi sobie z Trumpem, ale wyszło jej dobrze” – zaznaczyła Ippolito, która wykłada na Uniwersytecie Narodowym San Martina (USNAM) w aglomeracji Buenos Aires.
Harris wypadła znacznie lepiej niż wcześniejszy kandydat Demokratów, obecny prezydent Joe Biden, w poprzedniej debacie z Trumpem. „Zdała egzamin, ale zabrakło jej blasku, charyzmy, jak mówią politolodzy” – oceniła.
Jej zdaniem Harris wygrywała z Trumpem przez większość pojedynku. Kandydat Republikanów miał jednak „więcej wigoru” w części dotyczącej polityki zagranicznej, gdy zapewnił, że mógłby zatrzymać wszystkie konflikty międzynarodowe, których nie mógł powstrzymać Biden.
Ippolito wyraziła jednak przekonanie, że sprawy zagraniczne nie są kluczowym zagadnieniem dla amerykańskich wyborców.
„Ogólnie rzecz biorąc wyborcy Trumpa nie muszą go więcej słuchać. Pytanie brzmi, czy Kamala Harris jest w stanie zmotywować Demokratów, by wyszli i zagłosowali. Wyborcy, którzy mają wątpliwości, z pewnością zagłosują, kierując się sprawami krajowymi” – podkreśliła.
Najwyżej ekspertka oceniła natomiast prowadzących debatę dziennikarzy stacji ABC, Davida Muira i Linsey Davis, którzy „wykonali świetną pracę” i „mieli wszystkie dane, by zatrzymywać Trumpa z jego kłamstwami”. Jej zdaniem zabrakło tego w poprzedniej debacie organizowanej przez stację CNN, w której kandydat Republikanów zmierzył się z Bidenem.
"Ani Harris, ani Trump nie zdołali trafić do nieprzekonanych"
„To była debata pomiędzy dwoma przewidywalnymi kandydatami, ale w Ameryce wybory wygrywa się, porywając tłum. Amerykanie głosują sercem, a w czasie tej dyskusji nie wydarzyło się nic na tyle dramatycznego, porywającego, by któreś z kandydatów zdołało przekonać nieprzekonanych” – ocenia Rybkowski.
Jak podkreśla, Trump nie zaskoczył, bo „po prostu był Trumpem” i zaprezentował w trakcie debaty swój tradycyjny zestaw haseł, tez, zarzutów do obecnych władz. Konsekwentnie powracał do tematu, który rozgrzewa jego wyborców, ale również niepokoi większość Amerykanów, czyli nielegalnej migracji. Nie zabrakło z jego strony szokujących nieprawdziwych stwierdzeń.
„Prowadzący dwukrotnie musieli mu wytknąć mijanie się z prawdą, gdy powiedział, że w USA możliwe były aborcje już po urodzeniu dziecka, czyli po prostu zabójstwa. W drugiej sytuacji twierdził, że migranci zjadają zwierzęta domowe w Ohio” – powiedział Rybkowski. Trump przekonywał też m.in. uparcie, że wygrał wybory w 2020 roku, a FBI "kłamie", gdy mówi o spadku przestępczości, zaś on skończy wojnę na Ukrainie jeszcze zanim obejmie urząd prezydenta.
Harris, jak ocenił naukowiec, „pokazała, że jest liderką”. „Była merytoryczna i konkretna, a także była w stanie szybko reagować i polemizować. Ona również jednak nie zdołała zrobić nic, co mogłoby przechylić szalę wśród nieprzekonanych na jej korzyść” – dodał Rybkowski.
„Najważniejszym tematem były sprawy wewnętrzne, aborcja, migracja. Tradycyjnie polityka międzynarodowa była na dalszym planie, choć i tutaj Trump manipulował, że +z nim jako prezydentem do wojny by nie doszło+, bo +dobrze zna Putina+. Harris mówiła o ważności NATO, wsparcia dla Ukrainy i sojuszników” – wymienia rozmówca PAP.
„W odróżnieniu od poprzedniej debaty, w której bardzo słaby występ prezydenta Joe Bidena zadecydował o całkowitej zmianie trajektorii kampanii wyborczej, to spotkanie nie zawierało takich mocnych elementów” – ocenił dr Rybkowski.
wia/ wr/ osk/ ap/ ad/ awl/ mce/ mal/ rsp/ zys/ ipa/





























































