Kłopoty z uzyskaniem kredytów dla sfinansowania własnego mieszkania lub patologiczny system wynajmu mieszkań z niedoskonałą ustawą o ochronie lokatorów, to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej. Budownictwo mieszkaniowe w Polsce dziś charakteryzuje się bardzo niską efektywnością ekonomiczną. Wystarczy spojrzeć na statystyki budownictwa – najwięcej budują osoby indywidualne, które same dla siebie stają się wykonawcą, inwestorem i czasami jeszcze bankiem. Powszechność tzw. systemu gospodarczego to nie tylko fanaberia osób, które chcą wybudować dom według własnego pomysłu. Zwykle jest to przede wszystkim sposób na rozłożenie finansowania na wiele lat, buduje się etapami, często nieprofesjonalnie. To w sumie powoduje dużo większe koszty jednostkowe niż gdyby dom budował deweloper. Dlaczego jednak ciągle tak niewiele osób korzysta z usług dewelopera (chociaż jest to więcej niż jeszcze kilkanaście lat temu)?
To problem strukturalny polegający na tym, że banki ciągle pożyczają pieniądze na 20-30 lat z lokat dawanych na kilka miesięcy. W taki sposób nie da się zbudować dobrego kredytu hipotecznego – taniego i o stałych kosztach dla klienta. Bez profesjonalnej bankowości hipotecznej, być może sekurytyzacji kredytów hipotecznych banków uniwersalnych (sprzedaży specjalistycznym funduszom inwestycyjnym), bez wreszcie wprowadzenia euro w Polsce jeszcze nie raz będziemy świadkami problemów na rynku kredytowym, co odbija się od razu negatywnie na rynku mieszkaniowym. Dlaczego straciliśmy szansę ze strefą Euro? Głośno ostatnio w mediach o tym, jak to Słowacy stracili na wprowadzeniu euro, bo jest kryzys. Cieszymy się wreszcie, że to oni do nas przyjeżdżają na zakupy.
Nikt jednak się nawet nie zająknął nad tym, że kredyty mieszkaniowe spłacane przez Słowaków są dziś dwa razy tańsze, a co ciekawe mają szansę na to, że koszty kredytu są po prostu stałe, bo kapitał do jakiego mają dostęp banki na eurorynkach, jest długoterminowy. W Polsce przecież mogłoby być podobnie. Kilkanaście banków specjalistycznych z Europy, każdy większy niż nasz największy bank, chciałoby udzielać kredytów hipotecznych, zgłosiło to już w NBP). Dlaczego więc Polak nie może zaciągnąć kredytu tańszego i o stałym oprocentowaniu w np. niemieckim banku? Bo te banki czekają właśnie na to, aż w Polsce będzie euro. Po co? Chcą uniknąć ryzyka, którego byliśmy świadkami w ciągu ostatniego roku, gdy pomysły banków z aneksami i kursy walutowe psuły krew niejednemu kredytobiorcy wezwanemu na dywanik. Dziś mówi się o jesiennej odwilży kredytowej (nawiasem w przyrodzie odwilż jest o nieco innej porze roku).
![]() | Kupujesz? Sprzedajesz? Wynajmujesz? Urządzasz? Wejdź na nieruchomosci.bankier.pl |
Niepewność i bałagan zupełnie nie sprzyja długookresowemu planowaniu inwestycji, czy to we własne mieszkanie, czy też w mieszkanie na wynajem. Politycy, którzy obiecywali miliony mieszkań, powinni w końcu to zrozumieć i wziąć się za trudne ale potrzebne rozwiązania strukturalne. Bez tego nie mamy co marzyć o tanim i bezpiecznym kredycie na wiele lat, a tym samym o mieszkaniu dziś. Żaden listek figowy w postaci „Rodziny na swoim”, czy dopłat do kredytów dla bezrobotnych tego nie zmieni. Bo po prostu państwo pieniądze na ten cel i tak zabiera z kieszeni podatników, w tym oczywiście i też kredytobiorców. Ci sami chcieliby móc sobie poradzić, nie licząc na jałmużnę państwa.
Bogusław Półtorak
Główny Ekonomista Bankier.pl S.A.






























































