|
Takie sytuacje miały już miejsce. O udostępnienie materiałów z kamer proszeni byli m.in. dyrektorzy Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego w Białej Podlaskiej, Lublinie i Krakowie.
W Białej Podlaskiej policjanci zostali telefonicznie poinformowani, że na jednym ze skrzyżowań kierowca przejechał na czerwonym świetle wcześniej skręcając z niewłaściwego pasa, czym o mało nie doprowadził do kolizji. Rozmówca zaznaczył, że na skrzyżowaniu znajdował się samochód egzaminacyjny. Policjanci doszli do wniosku, że zamontowana w aucie kamera mogła zarejestrować wykroczenie. Tak właśnie było. Na podstawie materiału filmowego uzupełnionego zeznaniami egzaminatora kierowca został ukarany wysokim mandatem.
W Lublinie to szefostwo WORD-u zgłosiło się do policji. Kamera w jednym z samochodów egzaminacyjnych nagrała kierowcę, który zniecierpliwiony zbyt wolną – jego zdaniem – jazdą egzaminowanego, wyprzedził go nieprzepisowo, zajeżdżał mu drogę, gwałtownie hamował i trąbił, po czym zatrzymał się, wysiadł z pojazdu i sklął. Nagranie wykorzystano jako dowód i kierowca dostał mandat opiewający na 1000 zł.
W Krakowie pomysł na korzystanie z nagrań pochodzących z kamer nie należących do policji nie jest nowy.
- Już dość długo komenda miejska posługuje się materiałami przekazanymi przez Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne, na których widać kierowców korzystających z pasów przeznaczonych wyłącznie dla autobusów. Teraz zaczynamy korzystać z nagrań pochodzących z samochodów egzaminacyjnych – mówi nadkom. Krzysztof Dymura z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. – Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której kierowca popełniający wykroczenia, szczególnie te drastyczne, nie będzie bezkarny.
Sytuacja nie wygląda jednak tak różowo, jakby się mogło policjantom wydawać.
- Jeśli policja zechce często korzystać z nagrań z naszych kamer, a nasi egzaminatorzy będą wzywani w charakterze świadków, to grozi nam paraliż w pracy. A na to zgodzić się nie mogę – mówi Zbigniew Kot, dyrektor WORD w Białej Podlaskiej.
Procedura w przypadku nagrania z kamery w samochodzie egzaminacyjnym jest identyczna ze stosowaną w przypadku zdjęć z fotoradaru. Policja ustala właściciela auta, które zostało zarejestrowane na filmie. Jeśli to on siedział za kierownicą i przyzna się do winy, dostaje mandat. Jeśli nie chce go przyjąć, sprawa trafia do sądu grodzkiego. Jeśli właściciel nie był kierowcą, ma obowiązek wskazania, kto siedział za kółkiem w chwili popełniania wykroczenia.
- Nagranie dokonane kamerą zainstalowaną w pojeździe egzaminacyjnym jak najbardziej może być dowodem w sprawie, podobnie jak nagranie z monitoringu miejskiego, czy nagranie kamerą amatorską. Wszak jest to zarejestrowany obraz pewnej rzeczywistości. Podstawą wykorzystania nagrania, jako dowód, są przepisy Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia oraz Kodeksu postępowania – wyjaśnia Mariusz Wasiak z Komendy Głównej Policji.
Maciej Pobocha
fot. Janusz Wójtowicz






























































