Kierowcy, którzy za zbyt szybką jazdę tracą prawo jazdy na trzy miesiące, faktycznie odzyskują je po znacznie dłuższym czasie. Wszystko przez niejednoznaczne przepisy – informuje „Auto Świat”.
Luka w przepisach sprawia, że do Rzecznika Praw Obywatelskich zaczęły spływać skargi od kierowców, którzy stracili prawo jazdy na trzy miesiące za zbyt szybką jazdę w terenie zabudowanym. Jak się okazuje, w rzeczywistości kara może być znacznie bardziej uciążliwa, a życie bez „prawka” dłuższe.
Problem pojawia się wówczas, gdy kierowca przekroczy o ponad 50 km/h dozwoloną prędkość w obszarze zabudowanym, a następnie odwoła się co do poprawności wykonania pomiaru. Procedurę dotyczącą odwołania w grudniu 2022 r. zakwestionował Trybunał Konstytucyjnego.
Jak z kolei wynika z opinii Rzecznika Praw Obywatelskich, wyrok Trybunału Konstytucyjnego wymusza na starostach przeprowadzanie niezależnych dochodzeń, jeśli ukarany kierowca zakwestionuje zarzuty policji. W takiej sytuacji starosta nie może wydać decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy jedynie na podstawie informacji uzyskanej od policjantów.
Brak faktycznej decyzji o odebraniu prawa jazdy (choć dokument fizycznie został zabrany) uniemożliwia wydanie decyzji o jego zwrocie po upływie trzech miesięcy. Powoduje to wydłużenie całej procedury i de facto zatrzymanie uprawnień do kierowania na znacznie dłuższy czas niż zapisane w kodeksie trzy miesiące.

Istnieje szansa, że luką w prawie wkrótce zajmie się Sejm. Wniosek w tej sprawie skierował Marcin Wiącek, Rzecznik Praw Obywatelskich.





























































