Premier Japonii Shinzo Abe zapowiedział, że jego rząd wdroży „pakiet stymulujący” gospodarkę opiewający na 28 bilionów jenów. Kraj Kwitnącej Wiśni kontynuuje politykę, która przez poprzednie 25 lat nie przyniosła pożądanych rezultatów.
W żargonie ekonomistów „stymulowanie gospodarki” przez rząd oznacza zwiększenie wydatków państwa finansowanych z emisji długu publicznego. Czyli z przyszłych podatków lub inflacji. Premier Abe obiecał w środę „środki fiskalne” w kwocie 13 bilionów jenów. Nie jest jasne, skąd ma się wziąć pozostałe 15 bilionów.
Łączna kwota fiskalnych „stymulantów” (28 bln JPY, czyli ok. 265 mld USD) przekracza oczekiwania większości ekonomistów analityków mówiących o sumach rzędu 20-30 bln JPY. Zadeklarowany pakiet fiskalny stanowi ok. 6,5% japońskiego PKB.
Póki co nie wiadomo, co konkretnie miałoby się składać na zwiększenie deficytu fiskalnego Japonii – szczegóły mają być ogłoszone w przyszłym tygodniu. Ekonomiści spekulowali o całym zestawie działań, w skład których wchodziłyby zarówno bezpośrednie wydatki rządowe (np. na infrastrukturę), nowe zasiłki socjalne lub gwarancje kredytowe. Cały program zapewne będzie rozłożony na kilka lat, co zmniejszy jego siłę oddziaływania na gospodarkę.
Zobacz także
Ponadto mniej lub bardziej oficjalnie spekulowano, że władze Japonii mogą zdecydować się na tzw. helicopter money – czyli finansowanie nowych wydatków rządowych bezpośrednio przez bank centralny. Jako możliwe rozwiązanie pojawiła się propozycja rozdania 10 000 jenów (ok. 95 USD) każdemu słabo zarabiającemu Japończykowi.

Premier Abe ogłosił swoje propozycje na dwa dni przed posiedzeniem władz Banku Japonii. Na rynku od miesięcy spekuluje się, że BoJ mógłby jeszcze bardziej poluzować i tak już ekstremalnie luźną politykę pieniężną, decydując się na bezpośredni dodruk pieniądza w celu sfinansowania nowych wydatków rządu.
W zeszłym tygodniu świat obiegły słowa szefa BoJ Haruhiko Kurody, który powiedział, że nie ma ani potrzeby, ani możliwości użycia "pieniędzy z helikoptera". Tyle, że ta wypowiedź została nagrana w połowie czerwca, a więc jeszcze przed brytyjskim referendum.
W reakcji na doniesienia o nowym pakiecie stymulacyjnym jen osłabił się względem dolara. Rano za amerykańską walutę płacono 105,65 jenów wobec 104,72 jenów na zamknięciu wtorkowych notowań. Kurs USD/JPY rośnie (czyli jen się osłabia wobec dolara) od ponad dwóch tygodni, czyli od kiedy pojawiły się pierwsze spekulacje w kwestii fiskalnych „stymulantów”. Od 11 lipca notowania dolara wzrosły z 100,5 do 105,60 w środę rano.
Zapowiedziany dziś „pakiet stymulacyjny” jest jednym z licznych tego typu posunięć w ciągu ostatnich 25 lat. Kolejne rządy Japonii próbowały „stymulować” gospodarkę zwiększonymi wydatkami publicznymi. Jednak żaden z tych programów nie przyniósł trwałego wzrostu gospodarczego. Ich skutkiem był za to monstrualny rozrost długu publicznego, który sięga 230% PKB.
Od trzech lat japoński dług jest monetyzowany przez Bank Japonii, który skupuje obligacje rządowe na rynku wtórnym, płacąc za nie nowo wykreowanymi pieniędzmi. Skala tego „ilościowego poluzowania” (QE) wynosi 80 bilionów jenów (ok. 758 mld USD) rocznie. W rezultacie na koniec maja Bank Japonii był posiadaczem jednej czwartej długu publicznego o wartości nominalnej 63,5% PKB.




























































