Jeśli rząd chce wprowadzić w życie zapowiadane programy, konieczna jest nowelizacja budżetu, wymaga tego przejrzystość i wiarygodność finansów publicznych – uważa Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale. Dodaje, że rząd ma coraz mniej czasu na działanie, wkrótce MF ma przedstawić aktualizację programu konwergencji, a wraz z nią założenia makro na przyszły rok.
„Skala możliwych zmian - zaproponowanych w ramach ustawy budżetowej na 2019 r. - powoduje, że chcąc wprowadzić zapowiadane przez rząd programy, powinna mieć miejsce jakaś forma nowelizacji budżetu. Niekoniecznie musi to być podwyższenie deficytu. W potrzebie nowelizacji budżetu chodzi o samą przejrzystość finansów publicznych” – ocenił Janecki w rozmowie z PAP Biznes.
„Jeśli ktoś chce ocenić stopień realizacji ustawy budżetowej, to musi się odnieść do poszczególnych pozycji, które są zapisane w ustawie. Po wprowadzeniu w życie nowych programów rządu, jeśli nie będziemy mieć tego zapisanego w ustawie, to nie będziemy wiedzieć, w którym miejscu znajduje się realizacja budżetu” – dodał.

Zdaniem Janeckiego, w przypadku rozwiązań fiskalnych, które będą wprowadzane w tym i przyszłym roku, pojawia się bardzo dużo znaków zapytania.
„Cała piątka pomysłów, która została zaproponowana w lutym przez rząd, nie była procedowana w ramach dyskusji o ustawie budżetowej na rok 2019. Tuż po podpisaniu ustawy budżetowej przez prezydenta pojawiły się wielomiliardowe pomysły, które w jakiś sposób trzeba sfinansować” – ocenia ekonomista.
„Żaden z analityków, który nie ma informacji bezpośrednio z resortu finansów, nie potrafi stwierdzić dziś, w jaki sposób będą przesuwane wydatki wewnątrz budżetu, żeby sfinansować ten program, lub które z wydatków nie będą uruchamiane w tym roku, a zostaną przesunięte na kolejny, pozostawiając w ten sposób przestrzeń do sfinansowania nowych pomysłów fiskalnych” – dodaje.
W ocenie głównego ekonomisty polskiego oddziału Societe Generale, realizacja budżetu po dwóch miesiącach 2019 r. nie daje powodów do optymizmu - po lutym w budżecie państwa pojawiło się 0,8 mld zł deficytu, podczas gdy w analogicznym okresie w ubiegłych latach notowano nadwyżki.
„Istnieją oczywiście rezerwy celowe, są różnego rodzaju środki, które są uruchamiane dopiero wtedy, kiedy pojawiają się dodatkowe dochody. Są w budżecie takie pozycje, które są wpisywane warunkowo. Jednak to, co możemy zaobserwować to fakt, że w ostatnich latach budżet był realizowany w taki sposób, że mieliśmy kilkumiliardowe oszczędności po stronie wydatkowej – te środki nie były uruchamiane z różnych powodów, np. z powodu opóźnień w inwestycjach publicznych. Podsumowując, nie można wprost stwierdzić, czy dodatkowe koszty, które są zaplanowane w tym roku, są możliwe do sfinansowania bez konieczności zwiększenia deficytu budżetowego” – powiedział Janecki.
„Po stronie dochodowej mogą pojawiać się dodatkowe wpływy, które będą generowane przez lepszą ściągalność podatków, czy też wynikające z samego wzrostu gospodarczego, który będzie wyższy od zakładanego w budżecie. Niemniej jednak, po dwóch miesiącach 2019 r., realizacja deficytu różni się od tej, którą mieliśmy w analogicznym okresie ubiegłego roku – wówczas było ponad 4 mld zł nadwyżki, w tym roku deficyt, niewielki, ale jednak deficyt. Trudno zatem pokusić się tu o optymizm, który wskazywałby, że są pieniądze na realizację nowych propozycji rządu” – dodał.
Janecki podkreśla, że rząd ma coraz mniej czasu na działanie - wkrótce resort finansów ma przedstawić program konwergencji, a wraz z nim założenia makroekonomiczne na przyszły rok. Zdaniem ekonomisty, jeżeli Polska chce być pozytywnie oceniana przez KE za ten program, musi być on wiarygodny.
„Czasu jest bardzo mało, do końca kwietnia powinien być gotowy program konwergencji. Jeżeli chcemy być pozytywnie ocenieni przez KE za ten program, musi być on wiarygodny. Oznacza to, że jeśli rząd proponuje dodatkowe programy socjalne, obniżkę podatków, trzeba będzie pokazać, w jaki sposób będzie wyglądało finansowanie przedstawionych propozycji. A co najważniejsze, czy reguła wydatkowa będzie zachowana czy też nie. Czasu jest mało, a pamiętajmy, że na podstawie programu konwergencji powstaną założenia makroekonomiczne do budżetu państwa na przyszły rok” – powiedział PAP Biznes Janecki.
Przygotowanie Programu konwergencji i jego coroczna aktualizacja są elementem procesu nadzoru budżetowego w UE i obowiązkiem wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej spoza strefy euro. W Polsce program ten stanowi część Wieloletniego Planu Finansowego Państwa opracowanego na podstawie ustawy o finansach publicznych.
Coroczna aktualizacja programu konwergencji (APK) zawiera prognozę kształtowania się podstawowych zmiennych makroekonomicznych i fiskalnych na kolejne trzy lata, prezentuje główne cele polityki gospodarczej rządu i działania służące ich realizacji.
W APK przedstawionym w 2018 r. rząd założył, że deficyt sektora gg w kolejnych latach będzie się obniżał. Na lata 2019-2021 przyjęto, że ścieżka deficytu będzie kształtować się na poziomie odpowiednio: 1,5 proc. PKB, 1,1 proc. PKB i 0,7 proc. PKB.
W sobotę premier Mateusz Morawiecki, na spotkaniu w Strzelinie, powiedział, że rząd „zdecydował się na podwyższenie deficytu”, ale będzie starał się, aby nie przekroczył on 3 proc. PKB.
„Sądzę, że deficyt sektora gg w 2020 r. nie będzie wyższy niż 3 proc. PKB. Ale oprócz samego deficytu, mamy tez kwestie wizerunkowe, które są związane z regułą wydatkową. Chciałbym, aby wszystkie działania rządu respektowały zapisy w ustawie o finansach publicznych. Inaczej będzie trudno przekonać inwestorów, żeby kupowali polskie obligacje skarbowe” – ocenia Janecki.
Zgodnie z unijnym Paktem stabilności i wzrostu kraje należące do Unii Europejskiej zobowiązane są do przestrzeganie dwóch kryteriów stabilności finansów publicznych - deficyt sektora finansów nie może przekraczać 3 proc. w stosunku do PKB, zaś dług publiczny 60 proc.
Pod koniec lutego szefowa resortu finansów w rozmowie z PAP informowała, że mimo iż „piątka Kaczyńskiego” nie jest uwzględniona w tegorocznym budżecie, nowelizacja ustawy budżetowej nie będzie konieczna, a zmiany w roku bieżącym będą absorbowane przez możliwości budżetu z poszanowaniem reguł fiskalnych i budżetowych.
INWESTORZY ZACZYNAJĄ OSTROŻNIEJ PATRZEĆ NA POLSKĘ; REGUŁA WYDATKOWA KLUCZOWA
Główny ekonomista Societe Generale zaznacza, że dla wiarygodności polskiej polityki fiskalnej kluczowe jest przestrzeganie reguły wydatkowej, a jej ewentualna zmiana lub złamanie byłby bardzo negatywnie odebrane przez inwestorów zagranicznych i agencje ratingowe.
„Praktyka prowadzenia polityki fiskalnej pokazuje, że na świecie istnieje wiele metod stabilizujących finanse publiczne. Stosowane są różne reguły fiskalne – wydatkowe, dochodowe, odnoszące się do deficytu i zadłużenia. W Polsce natomiast mamy dodatkową regułę zapisaną w ustawie o finansach publicznych dotyczącą skali wzrostu wydatków w kolejnych latach. Oczywiście, politycy mogą ją zawiesić, wprowadzić inną definicję reguły wydatkowej, jednak przyniesie to negatywne konsekwencje” – powiedział Janecki.
„Reguła ma na celu stabilizację finansów publicznych, ograniczenie deficytu i zadłużenia. W przyszłości miało to nas doprowadzić do znaczącego obniżenia relacji długu do PKB. Jeżeli Polska – w momencie w miarę dobrego wzrostu gospodarczego, powyżej potencjału – będzie pozbawiała się tej reguły wydatkowej, to wówczas może to odbić się negatywnie na ocenie Polski przez inwestorów i agencje ratingowe. Ocena byłaby tu jednoznacznie negatywna nie dlatego, że chcemy rezygnować z restrykcyjnej reguły, ale dlatego, że doszłoby do zaburzenia wiarygodności polityki fiskalnej” – dodał.
Janecki podkreśla, że w ostatecznym rozrachunku złamanie reguły wydatkowej negatywnie wpłynęłoby na budżet państwa.
„Ewentualna zmiana definicji reguły wydatkowej lub jej zawieszenie w tym czy w przyszłym roku, może spowodować, że na rynku pojawi się niepewność w związku z finansowaniem deficytu. Inwestorzy nie będą wiedzieć, jakie są rzeczywiste potrzeby budżetowe netto, z jaką dodatkową emisją obligacji należy się liczyć. Na rynku wtórnym pojawi się wzrost rentowności papierów, to zaowocuje wyższym kosztem finansowania deficytu. Zatem ostateczny efekt dla budżetu byłby w takiej sytuacji negatywny” – powiedział ekonomista.
Zdaniem ekonomisty, zagraniczni inwestorzy już coraz ostrożniej patrzą na polskie aktywa.
„W ostatnim okresie inwestorzy zagraniczni raczej wychodzili z naszego rynku, udział Polski w ich portfelach zmniejszał się. Wynika to częściowo z ich ostrożności. Pod koniec lutego, tuż po ogłoszeniu pakietu, nastąpił wyraźny wzrost rentowności polskich papierów, co mogło być związane z nerwową reakcją inwestorów. Polski sektor bankowy ma ograniczone możliwości absorbowania nowych emisji obligacji. W ostatnich kwartałach to na sektorze bankowym ciążyła główna rola instytucji finansujących deficyt” – ocenił Janecki dla PAP Biznes.
„W dłuższym okresie potrzebujemy inwestorów zagranicznych. A do tego potrzebujemy wiarygodności. Wspomniana wcześniej reguła wydatkowa była i jest swoistym stemplem jakości finansów publicznych. Respektowanie jej przyczyniało się do tego, że polityka fiskalna w Polsce była uważana za nudną, ale dobrą, sprzyjającą stabilności finansów publicznych” – dodał.
Zdaniem Janeckiego, gdyby nie rok wyborczy i ostatnie działania rządu, moglibyśmy być bardzo optymistyczni, jeśli chodzi o ocenę Polski przez wszystkie agencje ratingowe.
„Moglibyśmy liczyć na zmianę perspektywy, lub nawet ratingu. To, co się dzieje w gospodarce powinno działać in plus, na wiarygodność składają się jednak nie tylko wskaźniki makro, ale i działania ze sfery polityki społeczno-gospodarczej. Sytuacja na pewno też byłaby inna, gdyby plany rządu były komunikowane w sposób pełny i przejrzysty, gdyby wraz z ich ogłoszeniem, pojawiły się również jasne zasady finansowania” – uważa główny ekonomista Societe Generale.
Patrycja Sikora (PAP Biznes)
pat/ asa/































































