Wymiana ognia na granicy koreańskiej, mimo że jest problemem stricte politycznym, może mieć przełożenie wprost na koniunkturę na rynkach i w gospodarce. Konflikt, który na szczęście wydaje się coraz bardziej opanowany, może w każdej chwili rozpocząć się na nowo.
Ewentualna wojna w Korei to duży lokalny konflikt militarny z ryzykiem wzrostu do rangi regionalnej, a nawet światowej. Nieobliczalny reżim Kim Dzong Ila może zagrozić nie tylko Korei Południowej i Japonii, ale przez wplątanie w działania Chin i potencjalne użycie na terenie państw zachodnich broni chemicznej lub biologicznej całemu światu.
Dla wrażliwych rynków finansowych sam fakt wybuchu wojny byłby impulsem do pozbywania się ryzykownych aktywów jak akcje, a ewentualne użycie gdziekolwiek broni atomowej z dużym prawdopodobieństwem spowodowałoby rynkowy krach. Zwłaszcza, że w otoczeniu niestabilnego ożywienia gospodarczego i trwającej już blisko 2 lata hossy na zgliszczach Kryzysu, inwestorom wielu powodów do realizacji zysków nie potrzeba.
Krach na rynkach akcji analogicznie jak w 2008 r. odbiłby się m.in. spekulacyjną bańką na rynku surowców, która miałaby silne przełożenie na sytuację gospodarczą. Nie wchodząc w skomplikowane i wielopłaszczyznowe zależności makroekonomiczne można założyć, że zbrojny konflikt w obszarze Azji Wschodniej miałby potencjał do tego, aby zdestabilizować sytuację gospodarczą na całym świecie. Na szczęście ryzyko wojny wciąż pozostaje umiarkowane.
Jarosław Ryba / Bankier.pl





























































