REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Inflacja wciąż wysoka, choć powinna wkrótce się obniżyć

Ignacy Morawski2020-04-16 07:18główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData
publikacja
2020-04-16 07:18
Dodaj Bankier.pl w Google
Inflacja wciąż wysoka, choć powinna wkrótce się obniżyć
Inflacja wciąż wysoka, choć powinna wkrótce się obniżyć
fot. Vyacheslav Filippov / / FORUM

Inflacja w Polsce jest wciąż bardzo wysoka. Ale możliwe, że to już ostatni miesiąc z takimi mocnymi wzrostami cen. Wchodzimy w okres, gdy firmom powinno zależeć bardziej na obniżkach niż podwyżkach cen. Inna sprawa, że przez parę miesięcy wskaźnik inflacji w ogóle straci sens – wielu cen nie ma, a struktura zakupów jest zupełnie inna niż w normalnych czasach.

GUS podał, że w marcu inflacja wyniosła 4,6 proc., wobec 4,7 proc. w lutym. Widać lekkie hamowanie, ale jest to zmiana wręcz kosmetyczna. Inflacja wciąż jest znacząco powyżej górnej granicy odchyleń od celu NBP (2,5 proc. +/- 1,5 pkt proc.). Za wysoki wzrost cen odpowiedzialna jest głównie żywność, która zdrożała niemal o 9 proc. rok do roku.

W tym momencie odczyty bieżącej inflacji nie są bardzo interesujące, ponieważ pokazują mocno skrzywiony obraz rzeczywistości – wiele usług w ogóle nie jest świadczonych (kina), wiele towarów sprzedaje się w ilościach znacznie niższych od normy (odzież). GUS stosuje różne metody uzupełniania luk w danych, ale fundamentalnego problemu – przejściowej zmiany struktury konsumpcji i zaburzenia sygnałów cenowych – nie da się przeskoczyć. Jednocześnie pytanie o przyszłość inflacji po kwarantannie jest jak najbardziej istotne. A udzielenie odpowiedzi jest bardzo trudne.

fot. / / SpotData

Pisałem już parę razy, że podejrzewam, iż wstrząs gospodarczy w perspektywie roku obniży inflację, ale w dłuższej perspektywie może ją podnieść. W krótkookresowej perspektywie przeważą efekty słabego popytu. Wprawdzie uszczerbku doznał zarówno popyt, jak i moce podażowe gospodarki, ale w tym pierwszym przypadku ubytek będzie prawdopodobnie większy. Pokażę to na przykładzie. Po zniesieniu społecznej kwarantanny prawdopodobnie podaż miejsc w restauracjach i barach będzie nieco ograniczona, ponieważ zalecenia będą takie, by unikać większych zgromadzeń ludzi. To ograniczenie samo w sobie mogłoby podbijać ceny. Jednak ze względu na wzrost bezrobocia oraz strach wśród konsumentów popyt na usługi restauracyjne może spaść jeszcze mocniej niż podać, a to z kolei będzie wywoływało presję na obniżenie cen. Co więcej, presja na wzrost wynagrodzeń będzie dużo niższa. Summa summarum ceny mogą wyhamować (raczej nie będziemy mówili o nominalnym spadku). Firmy będą walczyć o klientów, a presja kosztowa zejdzie na dalszy plan.

Wakacje na giełdzie

Co mogłoby zagrać inaczej niż w tym scenariuszu? Gdyby okazało się, że popyt szybko się odbudowuje po zniesieniu kwarantanny, a podaż jest ograniczona, to zobaczymy odwrotny efekt – przyspieszenie cen. Choć bardziej obawiam się jeszcze innego zjawiska, które może podbić ceny: suszy. Niskie opady sprawiają, że ceny żywności w tym roku mogą być bardzo wysokie.

Inflacja, tak jak wszystkie wskaźniki ekonomiczne, poruszać się będzie w najbliższych miesiącach wedle reguł, które precyzyjnie opisać i zmierzyć.

***
Krzywa epidemii w wielu krajach pogorszyła się w minionych dniach. Widać, że raportowanie danych było zaburzone przez Święta. Najbardziej niepokojący jest znacznie wolniejszy od oczekiwań spadek krzywej we Włoszech i Hiszpanii. Na razie nadzieje na rychłe znoszenie kwarantanny należy trzymać na wodzy.

fot. / / SpotData

Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Inwestor Wojtek: Ta spółka w końcu wejdzie na wyższy poziom? Chyba się skuszę
Ignacy Morawski
Ignacy Morawski
główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData

Pomysłodawca projektu i szef zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez "Rzeczpospolitą" i Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. W 2019 r. wyróżniony przez ThinkTank jako jeden z 10 ekonomistów najbardziej słuchanych przez polski biznes. W tym samym roku projekt SpotData, który założył, został nominowany do nagrody GrandPress Digital. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (15)

dodaj komentarz
anna_domagalczyk
Artykuły pana Morawskiego przypominają mi wiadpomości Polsat News. Niby nie taka toporna propaganda jak w TVP, ale słodzenie rządowi w wersji dla trochę bardziej myślących widzów. A w sumie chłamowate: "wydaje się", "może", "powinno", tak, żeby zawsze można się było wycofać bwz kompromitacji. Jak zwykle Artykuły pana Morawskiego przypominają mi wiadpomości Polsat News. Niby nie taka toporna propaganda jak w TVP, ale słodzenie rządowi w wersji dla trochę bardziej myślących widzów. A w sumie chłamowate: "wydaje się", "może", "powinno", tak, żeby zawsze można się było wycofać bwz kompromitacji. Jak zwykle komentarze bardziej wartościowe od artykułu.
denim292
Obecnie stopy procentowe są na minimach, prawie na zerach i co gorsza relana inflacja na poziomie rzeczywistym to coś bliżej 10%-12% niż oficjalne statystyki na ok. 5%. W 2008r.-2012r. była ogromna deflacja i stopy na poziomie 6% potem przez lata zaczęły dopiero spadać coraz niżej więc było oczywiste że w czasie kryzysu nikt nie Obecnie stopy procentowe są na minimach, prawie na zerach i co gorsza relana inflacja na poziomie rzeczywistym to coś bliżej 10%-12% niż oficjalne statystyki na ok. 5%. W 2008r.-2012r. była ogromna deflacja i stopy na poziomie 6% potem przez lata zaczęły dopiero spadać coraz niżej więc było oczywiste że w czasie kryzysu nikt nie chciał wydawać kasy tylko bezpiecznie trzymać na lokatach dających realnie 7-8%. Zauważcie że spadek stóp procentowych spowodował run na mieszkania i teraz będzie to trwało dalej (po chwilowych zastojach), gdyż realnie na stracie będzie coraz większa część oszczędności zalegających w bankach na nieoprocentowanych kontach - tego jest setki miliardów złotych - oszczędności ludności a do tego jeszcze kasa zwykłych firm handlowych itp., firm inwestycyjnych itp. itd. Już to widzę jak cała ta kasa grzecznie będzie sobie leżała w bankach na 1% przy rzeczywistej inflacji 10% a to jeszcze nie jest ostatnie słowo inflacji i możliwe że będzie więcej.
A co do kasy trafiającej bezpośrednio do ludzi to właśnie to teraz mamy, bo w 2008 roku nic w tym względzie nie zrobiono Tusk tylko wyszedł i gadał że jesteśmy zieloną wyspą a Rostowski dodawał swoje "piniędzy ni ma i nie będzie" i tyle.
Teraz rządy będą tworzyć pieniądz w sposób wykraczający poza wszelkie ograniczenia bilansowe czy pozabilansowe. Warto zwrócić uwagę, że Niemcy wykorzystały do tego celu agencję rządową, nie zaś swój budżet.
Czy system jest aż tak zniszczony, czy wytrącony z równowagi, że sytuacja musi się pogorszyć, zanim będzie mogła nastąpić poprawa? Odpowiedzi na to pytanie niech szukają inni. Jesteśmy jednak przekonani, że po zakończeniu 2020 r. podjęte działania polityczne uruchomią zdecydowane siły inflacyjne, które mogą nawet wskazywać na ryzyko stagflacji.
Cały świat drukuje pusty pieniądz, USA, UE, Japonia, Australia, Chiny itp. nawet
Narodowy Bank Polski (a także m.in. banki centralne w Europie środkowej jak Rumunii i Chorwacji) już zaczęły skupować obligacje państwowe (czyli luzowanie ilościowe), a kolejne kraje pójdą w ich ślady. Stwarza to ryzyko negatywnych efektów drugiej rundy - gwałtowny wzrost inflacji w 2021 i wycofanie się banków centralnych z poluzowania polityki pieniężnej lub jeżeli tego nie dokonają - to wzrostu inflacji do monstrualnych rozmiarów zwanych hiperinflacją.
anna_domagalczyk
Wniosek z mieszkaniami to jest mocno naciągany. Oczywiście że jest alternatywa dla lokat w polskich bankach - to waluty, a inflacja w strefie euro jest niewielka. A ci, co dysponują gotówką na zakupy, traktują towar jako inwestycję, więc muszą na nim zarabiać. A jak będą zarabiać na mieszkaniach, w dobie kulawej gospodarki i braku Wniosek z mieszkaniami to jest mocno naciągany. Oczywiście że jest alternatywa dla lokat w polskich bankach - to waluty, a inflacja w strefie euro jest niewielka. A ci, co dysponują gotówką na zakupy, traktują towar jako inwestycję, więc muszą na nim zarabiać. A jak będą zarabiać na mieszkaniach, w dobie kulawej gospodarki i braku imigrantów? Kto przyjedzie do Polski, gdy inne kraje regionu będą oferować lepsze warunki? A może mieszkania mają drożeć bo...tak? Koniec mrzonek: na parę lat gospodarka a potem demografia zrobią swoje. Oczywiście nieruchomości w krajach pierwszego świata mogą być w tym czasie bardzo dobrą inwestycją, tylko chyba niewielu stać na mieszkanie w Berlinie, Wiedniu, Pradze, że o Zurychu nie wspomnę.
cykor21
Podsumuję: wysokie odczyty inflacji nie są istotne - choć wysokie to powinny być niskie, następne powinny być niskie, choć mogą być wysokie, jak nie w tym roku to na pewno w następnym, gdzie 'na pewno' to z prawdopodobieństwem 50%.
khh
Wiemy, wiemy, wzrost inflacji jest przejsciowy, polska gospodarka silna, a wzrost gospodarczy na koniec roku wyniesie 5%. "Nowa twarz" prezesa Glapinskiego?
kondor_plus
A jeżeli fakty świadczą o czymś zupełnie odmiennym to.... To nic, wystarczy wstawić "wciąż wysoka, choć powinna"...
sammler
Oczywiście, że jest duża niepewność.

Ale i tak nie rozumiem, na jakiej podstawie on uważa, że inflacja "powinna" spaść. Zamknięte działy gospodarki w koszyku mają wagę 17,7%, maks. 23,4%, jeżeli doliczymy całą pozycję "inne" (a za zamknięte uważam: odzież i obuwie, rekreacja i kultura, restauracje i hotele).
Oczywiście, że jest duża niepewność.

Ale i tak nie rozumiem, na jakiej podstawie on uważa, że inflacja "powinna" spaść. Zamknięte działy gospodarki w koszyku mają wagę 17,7%, maks. 23,4%, jeżeli doliczymy całą pozycję "inne" (a za zamknięte uważam: odzież i obuwie, rekreacja i kultura, restauracje i hotele). GUS dzwoniąc do wytypowanego obiektu albo wysyłając ankietera, musi teraz po prostu przyjąć ostatnio zanotowaną cenę jako cenę bieżącą, jeśli obiekt jest zamknięty. Daje to wzrost ceny równy 0. Musiałaby nastąpić znaczna obniżka cen w tych branżach, żeby inflacja ogółem odrobinę drgnęła (waga tylko 1/4). A po szczegółowej rozpisce wkładu poszczególnych dóbr widać, że podrożało praktycznie wszystko poza elektroniką, która zależy od ceny dolara - a ten podrożał.

https://galeria.bankier.pl/p/8/e/2b18149348d34a.png

No więc nie bardzo wiem, skąd by się miały wziąć znaczące spadki oficjalnego indeksu CPI. Bo to, że wiemy, iż Polacy zrezygnują z pewnych zakupów (drogie samochody, mieszkania na cele inwestycyjne itd.) to jest jedna strona medalu. Tych pozycji w koszyku bądź co bądź KONSUMPCYJNYM po prostu nie ma (zakup dóbr trwałego użytku to wg GUS-u inwestycja, a nie konsumpcja). Ta obserwacja ma znaczenie np. dla szacowania wpływów do budżetu (brak wpływów z VAT-u, akcyzy, CIT-u), ale nie inflacji.
eresan
Każdy kryzys powoduje impuls deflacyjny. Głębokie kryzysy po krótkiej deflacji powodują hiperinflację.

Najpierw spadający popyt zmusza firmy do robienia promocji i wyprzedawania zapasów, gdy jednocześnie zatrzymują inwestycje, ograniczają działalność i ścinają zatrudnienie. Po fali zwolnień i bankructw aktywność gospodarcza
Każdy kryzys powoduje impuls deflacyjny. Głębokie kryzysy po krótkiej deflacji powodują hiperinflację.

Najpierw spadający popyt zmusza firmy do robienia promocji i wyprzedawania zapasów, gdy jednocześnie zatrzymują inwestycje, ograniczają działalność i ścinają zatrudnienie. Po fali zwolnień i bankructw aktywność gospodarcza spada, a ilość pieniądza w obrocie nadal rośnie (zasiłki, pożyczki, dodruk, rosnący dług publiczny). Ceny rosną z dnia na dzień, więc kupujący mają impuls żeby kupować jak najszybciej, a sprzedający żeby sprzedać jak najpóźniej lub jak najdrożej.

O Wielkim Kryzysie 2020 nasze wnuki będą się uczyć w szkole. Żaden inny kryzys po II wojnie światowej nie zostanie zapamiętany.
samsza
Ludzie będą walczyć nie tylko o papier toaletowy. A jak w Rumunii skończą się chętni na szparagi lub inne prace to będzie regularna walka o towar. Znając rząd będzie regulacja cen aby oficjalna inflacja i koszt obsługi długu były niższe i półki puste.
piotr76
Póki co to żarcie drożeje, mimo wysokich cen popyt nie siada i ludzie robią zapasy jak na wojnę, teraz emeryci rzucili się wydawać "trzynastki".

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki