Inflacja w krajach naszego regionu nie odpuszcza, czego przykładem są kolejne dane z Węgier. Tamtejszy bank centralny czterokrotnie podniósł już stopy procentowe, lecz zapowiada, że na tym nie koniec.


We wrześniu roczna dynamika inflacji CPI na Węgrzech wyniosła 5,5 proc. – poinformował Węgierski Centralny Urząd Statystyczny (KSH). To odczyt zgodny z oczekiwaniami analityków oraz wyraźnie wyższy od osiągniętego w sierpniu (4,9 proc.). To także więcej od poprzedniego tegorocznego maksimum (5,3 proc. w czerwcu) oraz najwięcej od 2012 r. Wówczas w szczytowym momencie inflacja sięgała 6,6 proc. Z blisko 10-procentową inflacją Węgrzy mierzyli się także na początku 2007 r. oraz na przełomie wieków.
Wrześniowy raport o węgierskiej inflacji wskazuje, że w ciągu 12 miesięcy ceny żywności wzrosły o 4,4 proc. Duży wzrost cen odnotowano w napojach bezalkoholowych i wyrobach tytoniowych (11,2 proc.), co jest głównie efektem wzrostu akcyzy na te drugie (17,8 proc.). Oczywiście inflację widać także w cenach paliw – są one na Węgrzech o 21,6 proc. wyższe niż rok temu. Usługi drożały natomiast o 3,2 proc.
Inflacja bazowa, a więc pomijająca żywność i energię, osiągnęła 4 proc. Dane o wrześniowej inflacji bazowej w Polsce poznamy dopiero w poniedziałek 18 lipca. Ekonomiści szacują jednak, że wyniesie ona również 4 proc. wobec 3,9 proc. w sierpniu.
Warto przypomnieć, że cel inflacyjny Narodowego Banku Węgier wynosi 3 proc. z dopuszczalnymi odchyleniami o 1 punkt procentowy. To więcej niż w przypadku Narodowego Banku Polskiego (2,5 proc. +/- 1 p.p.).

Bazą do wyliczeń dotyczących inflacji bazowe są podane przez GUS szacunki dotyczące inflacji CPI w czerwcu. Opublikowany pod koniec ubiegłego miesiąca odczyt (5,8 proc.) wyraźnie zaskoczył ekonomistów. Finalne dane o inflacji w Polsce wraz z jej rozbiciem na poszczególne kategorie towarów i usług poznamy za tydzień, 15 października o 10:00.
Na ostatnim posiedzeniu z 21 września Narodowy Bank Węgier (MNB) po raz czwarty z rzędu podniósł stopy procentowe (do 1,65 proc.), by w ten sposób walczyć z inflacją. Chociaż podwyżka była niższa od oczekiwań rynku, to stopy nad Balatonem i tak są już wyższe niż w Polsce przed pandemią.
W przeciwieństwie do polskich władz monetarnych, które po podwyżce stóp nie zadeklarowały wcale rozpoczęcia cyklu podwyżek (wczoraj na ten temat mówił prezes NBP Adam Glapiński), „bratankowie” otwarcie przyznają, że taki cykl u nich trwa i trwać jeszcze będzie.
Jak poinformowała agencja Bloomberga, już tydzień temu wiceprezes MNB Barnabas Virag stwierdził, że węgierski bank centralny będzie kontynuował podwyżki stóp (o 15 punktów bazowych na posiedzenie) tak długo, jak długo uzasadniać będą to prognozy inflacji. „To długa droga i sądzę, że jesteśmy daleko od jej końca” – powiedział Virag.
W trakcie wczorajszej konferencji szef NBP stwierdził, że kierowana przez niego instytucja w innej sytuacji niż banki centralne Czech i Węgier. „U nich kurs odgrywa o wiele większą rolę niż u nas. Na przykład na Węgrzech kurs waluty się niepokojąca obniżał, co powodowało wycofywanie się kapitału zagranicznego, musieli więc działać szybko, żeby to zahamować – powiedział Glapiński.
Kolejne posiedzenie decyzyjne Narodowego Banku Węgier zaplanowano na 19 października. Z kolei następne posiedzenie decyzyjne RPP odbędzie się 3 listopada - poznamy wtedy główne założenia najnowszych projekcji inflacji i PKB. Dzień później (04.11) zapadnie decyzja ws. stóp procentowych w Czechach, gdzie również bank centralny walczy z inflacją za pomocą podnoszenia ceny pieniądza. Kolejne dane o czeskiej inflacji, która już w poprzednim odczycie zaskoczyła ekonomistów, poznamy w poniedziałek 11 listopada.
































































