Czerwiec przyniósł dalszy spadek inflacji bazowej w Polsce. Obniżka tego wskaźnika sugeruje, że krajowa presja inflacyjna wreszcie zaczęła słabnąć, ale wciąż pozostaje nadmiernie wysoka i bardzo odległa od celu Narodowego Banku Polskiego.


Inflacja bazowa, czyli wskaźnik cen dóbr konsumpcyjnych nieuwzględniający żywności, paliw i energii, w czerwcu obniżyła się do 11,1 proc. - poinformował Narodowy Bank Polski. To dopiero trzeci spadek rocznej dynamiki tego wskaźnika w tym cyklu koniunkturalnym.
Według opublikowanych danych Narodowego Banku Polskiego w czerwcu 2023 r. inflacja w relacji rok do roku:
- po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła 11,1 proc. wobec 11,5 proc. odnotowanych w maju. Wynik ten okazał się zgodny z oczekiwaniami ekonomistów.
- po wyłączeniu cen administrowanych (podlegających kontroli państwa) wyniosła 10,3 proc. wobec 12,1 proc. miesiąc wcześniej;
- po wyłączeniu cen najbardziej zmiennych wyniosła 14,4 proc. wobec 14,9 proc. miesiąc wcześniej;
- tzw. 15-proc. średnia obcięta, która eliminuje wpływ 15 proc. koszyka cen o najmniejszej i największej dynamice, 12,8 proc. wobec 13,5 proc. miesiąc wcześniej.
Spośród czterech wskaźników inflacji bazowej najczęściej używanym przez ekonomistów oraz bankierów centralnych jest wskaźnik pomijający ceny żywności i energii (pierwszy na powyższej liście). Waga obu kategorii w koszyku inflacyjnym wynosi bowiem łącznie ponad 40 proc. W teorii wskaźnik ten ma mierzyć skalę inflacji „krajowej”, wynikającej z siły popytu krajowego pośrednio kontrolowanego przez politykę pieniężną banku centralnego.
Dezinflacja nabiera "szerokości"
W zasadzie od jesieni ubiegłego roku (ze statystycznym „wyskokiem” inflacji w lutym) w Polsce trwa proces dezinflacji, rozumiany jako spadek rocznej dynamiki wskaźnika CPI. W czerwcu inflacja rozumiana jako roczny wzrost gusowskiego wskaźnika cen dóbr i usług konsumenckich obniżyła się do 11,5% i była najniższa od marca ubiegłego roku względem blisko 18% odnotowanych w październiku. Spadek ten wynikał przede wszystkim z efektu wysokiej bazy odniesienia sprzed roku oraz niższych cen paliw i opału.
Obserwowany od kwietnia spadek inflacji bazowej daje pewne nadzieje na to, że procesy dezinflacyjne wreszcie „dotarły” do reszty gospodarki. W dalszym jednak ciągu wszystkie miary inflacji cenowej w Polsce pozostają niedopuszczalnie wysokie i bardzo odległe od 2,5-procentowego celu NBP. Wartości tej prawdopodobnie nie uda się osiągnąć przynajmniej do końca 2025 roku i to zarówno w przypadku „szerokiej” inflacji CPI jak i jej wersji „bazowej”.
O ile pierwsza faza dezinflacji przebiegła dosyć gładko (wystarczyła tu normalizacja cen paliw i energii), o tyle dalsze zejście inflacji do przyzwoitych poziomów będzie już znacznie trudniejszy. Bez recesji i wzrostu bezrobocia wymuszającego spowolnienie nominalnego wzrostu wynagrodzeń trudno będzie o zduszenie presji inflacyjnej np. w sektorze usług. Do tego dochodzi proinflacyjna polityka rządu w postaci 20-procentowej podwyżki płacy minimalnej, 60-procentowej podwyżce zasiłku 500+ czy dodatków do emerytur. Impulsem na rzecz wyższych cen jest też program preferencyjnego kredytu na zakup nieruchomości mieszkaniowych ("Bezpieczny kredyt 2 proc.). To wszystko może się przyczynić do ponownego wzrostu inflacji w 2024 roku.




























































