Koronakryzys zweryfikował plany rządu, które mówiły o podniesieniu płacy minimalnej do poziomu 3000 zł brutto w 2021 roku. W założeniach do przyszłorocznego budżetu pojawiła się stawka znacznie niższa.


We wrześniu 2019 roku w kampanii parlamentarnej PiS padła obietnica gwałtownego wzrostu minimalnego wynagrodzenia. Z 2600 zł obecnie do 3000 na koniec 2020 roku i 4000 na koniec 2023 roku. Zgodnie z założeniami do budżetu na 2021 r., najniższa pensja będzie wynosić 2800 zł. To oznacza wzrost o 200 zł w stosunku do obecnej stawki, czyli o 7,7 proc.
Strona pracownicza: 2800 lub nawet 3100 zł
Związkowcy są podzieleni, jeśli chodzi o podniesienie płacy minimalnej. Stojąca za prezydentem Andrzejem Dudą Solidarność postuluje dokładnie taką kwotę, jaka została wskazana w budżecie.
– W NSZZ „Solidarność” mamy świadomość skomplikowanej i trudnej sytuacji na rynku pracy, która w pracach nad przyszłorocznym budżetem wymaga od wszystkich partnerów społecznych odpowiedzialności i rozwagi. Biorąc jednak pod uwagę zapowiedzi rządu o aktywnym stymulowaniu gospodarki w walce z kryzysem, nie można pomijać istotnej roli płacy minimalnej w tym procesie. Dlatego moim zdaniem jej wzrost nie powinien być niższy niż 200 zł, co oznacza, że przyszłoroczna płaca minimalna powinna wynosić co najmniej 2800 zł – powiedział Piotr Duda, przewodniczący KK NSZZ „Soldarność”.
Przeczytaj także
Zdania nie zmieniła Związkowa Alternatywa, która postuluje wzrost wynagrodzenia minimalnego do poziomu 3000 tys. złotych brutto w 2021 roku. Organizacja podkreśla, że podniesienie płacy było jedną z kluczowych obietnic partii rządzącej i to dzięki temu Prawo i Sprawiedliwość zdobyło poparcie pracowników o najniższych dochodach. „W tej sytuacji domagamy się, by rząd zaprzestał antypracowniczych działań, w tym dotrzymał słowa i podniósł płacę minimalną w przyszłym roku do obiecywanych 3000 zł brutto. Ministrowie chwalą się, że na pomoc przedsiębiorcom wydali już ponad 100 mld zł. Skoro tak olbrzymia jest forma wsparcia dla firm, to trudno nam zrozumieć, dlaczego rząd zamierza zrezygnować z deklarowanego wzrostu płacy minimalnej. Nie godzimy się, by za kryzys płacili pracownicy o najniższych dochodach”, czytamy na stronie internetowej Związkowej Alternatywy.
Rządowa propozycja wzrostu płacy minimalnej o 200 zł do kwoty 2800 zł to zdecydowanie za mało; nasza propozycja to 3100 zł - powiedział we wtorek PAP wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Piotr Ostrowski.
Komentując tę propozycję Piotr Ostrowski powiedział PAP, że "propozycją OPZZ była kwota 3100 zł, a punktem wyjścia do takiej była obietnica prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z zeszłego roku o tym, że w 2021 r. płaca minimalna będzie wynosiła 3000 zł".
"Po pierwsze, chcemy, żeby politycy odpowiadali za swoje obietnice i słowa, a po drugie bierzemy pod uwagę pandemię koronawirusa, to, co się dzieje w Europie oraz prognozy Narodowego Banku Polskiego zwiastujące, że w 2021 r. mamy mieć do czynienia ze wzrostem gospodarczym i inflacją, która niewątpliwie odbije się na realnej płacy Polaków" - powiedział Ostrowski. Jego zdaniem, wzrost płacy minimalnej o 200 zł "uwzględniając doświadczenia z poprzednich lat to jest za mało". "Oczekujemy wyższej płacy" - podkreślił.
Płaca minimalna zdaniem pracodawców
Instytut Badań Spraw Publicznych na zlecenie Konfederacji Lewiatan zapytało przedsiębiorców o ich wnioski wynikające z doświadczeń pandemii. Jak czytamy w raporcie, 53 proc. przedsiębiorców uważa, że potrzebne jest utrzymanie w przyszłym roku płacy minimalnej na dotychczasowym poziomie, czyli w kwocie 2600 zł. Ten postulat popierały najczęściej małe firmy.
– W sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia w przyszłym roku musimy twardo stąpać po ziemi. Jeśli chcemy uniknąć kłopotów na rynku pracy powinniśmy ograniczyć wszelkie inicjatywy związane ze wzrostem kosztów pracy. Priorytetem będzie bowiem ratowanie miejsc pracy i firm, mocno dotkniętych skutkami pandemii. W 2021 roku płaca minimalna powinna więc wynosić 2600 zł, czyli tyle ile w tym roku – komentuje prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.
Zdaniem organizacji przedsiębiorców w sprawie ustalania nowej wysokości płacy minimalnej należy zachować realizm i twardo stąpać po ziemi.
„Przedsiębiorcy mają nadzieję, że nie będą się już pojawiać mało realistyczne pomysły polityków na skokowe wzrosty płacy minimalnej, a negocjacje jej dotyczące zostaną, jak stanowi ustawa pozostawione wyłącznym kompetencjom partnerów w Radzie Dialogu Społecznego. Jeśli chcemy uniknąć kłopotów na rynku pracy w kolejnym roku, w ryzach trzymać musimy wszelkie inicjatywy związane ze wzrostem kosztów pracy. Priorytetem będzie bowiem ratowanie miejsc pracy i firm, mocno dotkniętych skutkami pandemii i coraz bardziej realistycznej wizji dużego spowolnienia gospodarczego”, czytamy w komunikacie Konfederacji Lewiatan.
Również Pracodawcy RP postulują utrzymanie płacy minimalnej w 2021 r. na poziomie 2600 zł. W opublikowanym we wtorek oświadczeniu organizacja oceniła, że gwałtowny wzrost płacy minimalnej w 2020 r. do wysokości 2600 zł "okazał się dla gospodarki ryzykownym rozwiązaniem". "Już na początku 2020 r. przyniósł wzrost inflacji prawie do 5 proc. r/r" - wskazano.
Zwrócono uwagę, że w kryzysie najbardziej dotknięte zostały mikro- i małe firmy. "Dla nich poziom płacy minimalnej jest poważnym ograniczeniem w elastycznym dostosowaniu się do sytuacji kryzysowej. Wiele firm z tego powodu musiało się zdecydować na zwolnienia. Dalsze gwałtowne podnoszenie płacy minimalnej pogłębi ten proces" - ocenia organizacja.
"Postulujemy utrzymanie płacy minimalnej w 2021 r. na poziomie 2 600 zł. Taki poziom jest bezpieczny dla utrzymania miejsc pracy i szybkiego wychodzenia z kryzysu. Nawet przy zamrożeniu płacy minimalnej jej relacja do płacy średniej pozostanie na poziomie zbliżonym do 50 proc., a nawet w skrajnym scenariuszu przekroczy 51 proc. W relacji do mediany wynagrodzenia ta relacja wyniesie 56-58 proc." - szacują Pracodawcy RP.
Europejska płaca minimalna
Równocześnie związki zawodowe z Polski opowiedziały się na temat europejskiej płacy minimalnej w ramach drugiego etapu konsultacji z projektu z partnerami społecznymi. Przypomnijmy, że Ursula von der Leyen na początku swojej kadencji uznała sprawiedliwą płacę minimalną w Unii Europejskiej jako jeden z priorytetów Komisji Europejskiej. Związkowcy pozytywnie zaopiniowali pomysł, aby ustalono progi dla płacy minimalnej na poziomie 50 proc. średniej i 60 proc. mediany płac. Propozycja ta pochodzi od Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych.
„Zagwarantowanie prawa do płacy minimalnej dla jak największej liczby pracowników (czy to poprzez układy zbiorowe czy też ustawy) jest jedynym sposobem na zapewnienie uczciwej płacy i warunków pracy na europejskim rynku”, podały w stanowisku związki zawodowe z Czech, Węgier i Polski.
Swój głos sprzeciwu w tej sprawie zabrał Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, który uważa, że odgórne regulowanie płacy minimalnej może okazać się porywaniem z motyką na słońce.
„W idealnym świecie podwyższanie standardów pracowniczych rzeczywiście doprowadziłoby do redukcji nierówności społecznych. Natomiast w swojej analizie Komisja zapomina spojrzeć na problem płacy minimalnej z perspektywy innej niż pracownicza, co rodzi poważne obawy. Mianowicie: pracodawcy, uciekając przed rosnącymi kosztami pracy wynikającymi z podniesienia stawki minimalnej, mogą zmuszać pracowników do przejścia na pracę na część etatu, co efektywnie spowoduje spadek ich wynagrodzenia. Rosnące koszty pracy dotkną przede wszystkim sektor MŚP, co może mieć negatywny skutek na ogół europejskiej gospodarki. Co więcej, dalsze podwyższanie płacy minimalnej może spowodować, iż umowa o pracę stanie się jeszcze większym towarem deficytowym na rynku pracy”, podsumowuje swoje stanowisko Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.
Wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę jest rokrocznie negocjowane w ramach Rady Dialogu Społecznego. W tym roku partnerzy społeczni otrzymają propozycję nowej stawki później, bo 31 lipca, w związku z ustawą o przeciwdziałaniu COVID-19.



























































