Socjalistyczny prezydent Francji Francois Hollande ogłosił w czwartek, że nie będzie ubiegał się o reelekcję w wyborach szefa państwa na wiosnę 2017 roku. Niepopularny wśród obywateli Hollande sprawuje władzę od 2012 roku.
Po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat urzędujący francuski prezydent nie będzie ubiegał się o drugą kadencję - zauważa Reuters, przypominając, że Hollande, który uzyskuje w sondażach jedynie 15 proc. pozytywnych opinii, jest najbardziej niepopularnym szefem państwa we współczesnej historii Francji.
"Jestem świadomy ryzyka, jakie wiązałoby się z obraniem drogi niegwarantującej wystarczającego poparcia, zdecydowałem więc, że nie będę kandydował w wyborach prezydenckich" - powiedział Hollande w transmitowanym przez telewizję wystąpieniu.
To zaskakująca decyzja, która otwiera debatę w sprawie wyłonienia kandydata lewicy na prezydenta - zauważa agencja Reutera.

Według ostatnich sondaży ani Hollande, ani żaden inny kandydat Partii Socjalistycznej nie zakwalifikuje się do drugiej tury wyborów prezydenckich w maju 2017 roku, a ostateczny wybór rozstrzygnie się między kandydatami prawicy i skrajnej prawicy.
Francuska lewica jest głęboko podzielona, a zamiar kandydowania w socjalistycznych prawyborach w styczniu ogłosiło już kilku polityków, w tym były minister gospodarki Arnaud Montebourg. Inny były minister gospodarki Emmanuel Macron oraz skrajnie lewicowy populista Jean-Luc Melenchon zapowiedzieli, że zamierzają starać się o Pałac Elizejski z pominięciem prawyborów.
Reuters przypomina także o napięciu, jakie utrzymywało się między Hollande'em a premierem Manuelem Vallsem, który w opublikowanym w weekend wywiadzie ogłosił, że być może wystartuje w prawyborach jako rywal swego obecnego szefa.
W wyborach prezydenckich w maju 2012 roku Hollande pokonał konserwatywnego kandydata Nicolasa Sarkozy'ego dzięki kampanii, w której atakował wielkie koncerny i zapowiadał podniesienie podatków dla najbogatszych. Jednak jego notowania wkrótce zaczęły spadać wśród oskarżeń o brak przywództwa oraz z powodu porażek w ważnych kwestiach, takich jak reforma prawa podatkowego; jego pozycję dodatkowo osłabiało wysokie bezrobocie, oscylujące wokół 10 proc., i powolny wzrost gospodarczy.
Lewicowych wyborców zraził do siebie zmianą orientacji politycznej na bardziej liberalną w 2014 roku, zwlekaniem z reformami w dziedzinie bezpieczeństwa oraz zmianami w kodeksie pracy, które wywołały wielotysięczne protesty.
Publiczny wizerunek Hollande'a ucierpiał również na skutek głośnego rozstania z dziennikarką Valerie Trierweiler oraz zdjęć przedstawiających go na skuterze w drodze do nowej partnerki. Ostatecznie - pisze Reuters - czarę goryczy przelał zbiór wywiadów z Hollande'em, w którym krytykuje sojuszników i wiele innych osób, co uznano za zachowanie niedyskretne i nielicujące z powagą głowy państwa.
"Upadek prezydenta", "Hollande wpadł we własną pułapkę"
"Upadek prezydenta", "Wycofanie się Hollande'a jednogłośnie przyjęte przez całą klasę polityczną" takie tytuły pojawiły się na portalach francuskich mediów po ogłoszeniu w czwartek przez prezydenta Francois Hollande'a, że nie będzie walczył o reelekcję.
Według dziennika "Liberation" "Hollande sam się dyskwalifikuje", a zdaniem tygodnika "LObs" "wpadł we własną pułapkę". Wszystkie gazety podkreślają, że pierwszy raz w historii V Republiki Francuskiej zdarza się, że głowa państwa nie staje przed elektoratem, by walczyć o drugą kadencję.
"L'Obs", przypominając, że o ponowny wybór nie starał się prezydent Georges Pompidou, który zmarł podczas pierwszej kadencji, stwierdza, że "Hollande musi pogodzić się ze śmiercią polityczną".
"Le Monde" cytuje wypowiedzi czołowych francuskich polityków, którzy mniej lub bardziej emocjonalnie wyrażają satysfakcję z decyzji prezydenta o rezygnacji ze startu w wiosennych wyborach prezydenckich.
Politycy lewicowi, jak premier Manuel Valls, podkreślają, że Hollande "potrafił sprostać bolesnym dla Francji przejściom". Jednocześnie niemal wszyscy socjaliści wyrażają nadzieję, że odejście Hollande'a pozwoli "pozbierać rozbitą na kawałki lewicę" (np. były minister Benoit Hamon).
Jeszcze kilka godzin wcześniej czołowi przeciwnicy prezydenta w jego partii, jak deputowany Malek Boutih, nie wahali się mówić, że "Hollande skończył z prowadzeniem polityki zaraz po wyborach".
Z kolei politycy prawicowi - np. kandydat na prezydenta partii Republikanie Francois Fillon - twierdzą, że "prezydent Republiki przytomnie przyznaje, iż spektakularna porażka (jego polityki) nie pozwala mu iść dalej".
W ocenie Huffington Post francuski prezydent jest "ofiarą opinii publicznej pragnącej wymieść odchodzących". Podobną analizę powtarzają liczni komentatorzy, przypominając, że dwa tygodnie temu prawicowi wyborcy pozbyli się w prawyborach byłego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, a wcześniej ekolodzy wyeliminowali najbardziej znaną spośród nich byłą minister Cecile Duflot.
Podczas gdy większość mediów jako klęskę przedstawia ekonomiczną, społeczną i europejską politykę prezydenta, autorzy podsumowania w dzienniku "Le Monde", przyznając, że "nie można mówić o prawdziwym spadku bezrobocia", za sukces prezydencji Hollande'a uznają poprawę sytuacji finansowej, szczególnie w sferze ubezpieczeń zdrowotnych. Ich zdaniem w 2015 roku Hollande zdecydowanie przyczynił się do pozostania Grecji w UE, jednak wbrew temu, co mówi, "nie odwrócił europejskiej polityki zaciskania pasa".
W "Le Figaro" rezygnację prezydenta określa się jako "smutny epilog nieliczącej się kadencji". "Do odejścia pchnął go (premier) Manuel Valls, a jeszcze bardziej - oczywistość politycznej i osobistej katastrofy".
Według podtytułu w "Libération" prezydentura Hollandea była "kadencją ciężkich przejść, naznaczoną przez terroryzm i masowe bezrobocie". W tekście wyrażono wątpliwość w możliwość zjednoczenia socjalistów, ogłaszając "rozpoczęcie wojny o sukcesję".
Wszyscy niemal komentatorzy oczekują zgłoszenia kandydatury przez premiera Vallsa, dodając, że "nie jest on jedynym naturalnym kandydatem Partii Socjalistycznej".
(PAP)
akl/ mc/ llew/ ulb/ mal/


























































