REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Historia Stoczni Gdańskiej - splot polityki, biznesu i nieustannej walki o przetrwanie

2013-06-25 09:31
publikacja
2013-06-25 09:31
Dodaj Bankier.pl w Google

Losy Stoczni Gdańskiej w III RP to historia splotu polityki i biznesu oraz nieustannej walki o przetrwanie. Pogrążone w ciągłych kłopotach finansowych miejsce narodzin „Solidarności” ratować próbowała cała rzesza osób z pierwszych stron gazet. Dziś w historii zakładu nierozerwalnie związanego z dziejami postkomunistycznej Polski pisze się - się kolejny rozdział – powtórna upadłość.

stocznia gdańska
Źródło: PAP/Piotr Wittman

W najnowszej historii Stoczni Gdańskiej upadłość nie jest niczym nowym – w stan taki postawiona została już w 1996 r., po 6 latach funkcjonowania „w wolnej Polsce”. Dwa lata później „wskrzeszony” zakład został włączony do Grupy Stoczni Gdynia S.A. Niezależnie od zmiany szyldu oraz licznych kontrowersji towarzyszących transakcji, stocznia wciąż pozostawała w rękach państwa. Decyzję o konieczności pozyskania inwestora zagranicznego podjął dopiero rząd Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich tygodniach swojej kadencji.

Kolebka w rękach Ukraińców

Pierwsze dwie próby sprywatyzowania kolebki Solidarności zakończyła się fiaskiem. Dopiero za trzecim podejściem, pod koniec 2007 r., udało się znaleźć inwestora. Była nim ISD Polska, spółka-córka Przemysłowego Związku Donbasu, która objęła emisję akcji wartą 400 mln zł. Współzałożyciele ukraińskiego koncernu - Siergiej Taruta, Witalij Hajduk i Oleg Mkrcztan – przejęli 75% akcji Stoczni (potem wytransferowali je do spółek zarejestrowanych na Cyprze), natomiast reszta pozostała w rękach ARP.

Plany kreślone przez Ukraińców były obiecujące. Działalność stoczni miała zostać zdywersyfikowana, co miało uodpornić zakład na wahania koniunktury. Poza budową statków (głownie częściowo wyposażonych jednostek specjalistycznych), gdańskie przedsiębiorstwo miało zająć się także produkcją wież wiatrowych oraz konstrukcji stalowych (konstrukcji off-shore, części mostów itp.).


»Jest wniosek o ogłoszenie upadłości Stoczni Gdańskiej

Ważnym ogniwem łańcucha dostaw miała zostać Huta Częstochowa, która od 2005 r. była w rękach ISD. Planowana redukcja zatrudnienia miała nadejść w parze ze wzrostem wynagrodzeń, przez co za planem prywatyzacji opowiedzieli się nawet związkowcy. Całość wdrożenia planu restrukturyzacji miała kosztować 595 mln zł.

Wakacje na giełdzie

Zielone światło od KE

Poza znalezieniem inwestora, dla dalszego funkcjonowania stoczni równie ważne było przekonanie Komisji Europejskiej o zgodności udzielonej zakładowi pomocy publicznej z unijnym prawem. Spór dotyczył 555 mln zł, które zdaniem KE Polska przyznała stoczni już po wejściu do UE (wcześniejszych dopłat nie brano pod uwagę). Na obliczoną przez unijne władze kwotę złożyły się nie tylko „żywa gotówka”, ale i wszelkie gwarancje, umorzenia i inne wsparcie ze strony instytucji publicznych.

Po długich przepychankach na linii Warszawa-Bruksela, ostatecznie Komisja Europejska zaakceptowała plan ratunkowy dla Stoczni Gdańskiej. W uzasadnieniu decyzji istotną rolę odgrywał fakt znalezienia prywatnego inwestora – zadanie to nie powiodło się w przypadku stoczni w Szczecinie i Gdyni, przez co musiały one zwrócić pomoc publiczną, a to w efekcie doprowadziło do ich upadku.

W przypadku Stoczni Gdańskiej nie obyło się jednak bez stanowczych warunków – jako, że pomoc dla stoczni miała wpływ na kształt europejskiego rynku stoczniowego, KE nakazała „znaczne ograniczenie zdolności produkcyjnych stoczni” w postaci zamknięcia dwóch pochylni. Postulat ten wzbudził spore kontrowersje, ponieważ stocznie niemieckie mogły uzyskać rządowe wsparcie bez ponoszenia takich wyrzeczeń. Fakt ten wynikał ze szczególnego zapisu w dyrektywie o pomocy publicznej, który udało się przeforsować Niemcom.

Pensji i planów brak

Ukraiński sen w gdańsku nie trwał długo. Nadejście kryzysu i załamanie popytu na produkty metalurgiczne wpędziło w poważne kłopoty finansowe sam koncern ISD, którego długi szacowano na 3 mld dolarów. Skłonność strony ukraińskiej do inwestowania w Gdańsku dało się zmierzyć kolejnymi oczekiwaniami wobec ARP. W 2009 r. agencja przekazała stoczni kolejne 150 mln zł. Dodatkowo ISD nie wywiązywało się z obietnicy wykupu pozostałych 25% udziałów w Stoczni.



Kolejne miesiące przyniosły dalsze pogorszenie kondycji finansowej spółki, która zalegała zarówno z regulowaniem rachunków za energię, jak i opłacaniem składek ZUS. W ramach doraźnych rozwiązań, należąca do ARP spółka Synergia 99 (zarządca terenów stoczni) kupił słynne dźwigi. Licząc na powtórzenie tego mechanizmu, Stocznia wystawiła na sprzedaż nieruchomości – 18 ha gruntów i 35 ha działek wodnych – licząc, że kupi je jeden z podmiotów kontrolowanych przez Skarb Państwa. Plany te spełzły jednak na niczym, podobnie złożona przez ARP propozycja proporcjonalnego do udziałów dokapitalizowania stoczni.

Po raz kolejny w swojej historii Stocznia Gdańska znalazła się w klinczu. Brak źródeł finansowania doprowadził do tego, że blisko 2000 pracowników dostawało pensje w ratach. Sympatie związkowców odwróciły się i weszli oni w spór zbiorowy z zarządem po tym, jak na konta stoczniowców nie wpłynęła nawet zaliczka kwietniowej wypłaty.

Jakby tego było mało, „mieczem Damoklesa” dla zarządu stoczni jest mijający w lipcu termin przedstawienia przez MSP i KE sprawozdania z realizacji planu restrukturyzacji. Tajemnicą poliszynela było, że jeżeli nie zostanie on zatwierdzony, spółka będzie musiała zwrócić pomoc publiczną.

/ MZ, BPL
Dodaj Bankier.pl w Google
Źródło:
Tematy

Komentarze (7)

dodaj komentarz
~sa
Każda stocznia to gigantyczna montownia, gdzie w kadłubie montuje się urządzenia i moduły wytworzone w innych firmach. Głównych dostawców jest ponad 100, z drobiazgami to 600. Kooperanci np. Cegielski, Zamech, Huta Częstochowa, Radwar, Radmor, fabryki farb, kabli, pomp, silników elektrycznych, hydrauliki itp. itd. Firmy te sprzedając Każda stocznia to gigantyczna montownia, gdzie w kadłubie montuje się urządzenia i moduły wytworzone w innych firmach. Głównych dostawców jest ponad 100, z drobiazgami to 600. Kooperanci np. Cegielski, Zamech, Huta Częstochowa, Radwar, Radmor, fabryki farb, kabli, pomp, silników elektrycznych, hydrauliki itp. itd. Firmy te sprzedając płacą podatki bezpośrednie i pośrednie. Nie ma stoczni - nie ma sprzedaży, nie ma polskich firm. Po co w Polsce coś wytwarzać, zamknąć, zaorać. Wydziały budowy statków na politechnikach zamknąć, roboli wysłać do Reichu na roboty.

PS.
Sąd uniewinnił zarząd stoczni w Szczecinie. Odszkodowania oczywiście ze Skarbu Państwa. Towarzysz Leszek Miller przecież nie zapłaci. Stoczni nie ma, są natomiast po drugiej stronie Odry.
~centurion z Galicji
I tak z tzw kolebki "S-ki" pprodukującej całkiem niezłe statki POzostała ino sklejka z 21 POstulatami, trzy zakotwiczone krzyżyki, brama i muzeum oraz zakład, który zamiast
statków wyprodukował bezrobotnych... Nawet wstawiennictwo ojca doktora rektora dyrektora nie POmogło... Niemcy jednak POtrafia lepiej od nas czynić
I tak z tzw kolebki "S-ki" pprodukującej całkiem niezłe statki POzostała ino sklejka z 21 POstulatami, trzy zakotwiczone krzyżyki, brama i muzeum oraz zakład, który zamiast
statków wyprodukował bezrobotnych... Nawet wstawiennictwo ojca doktora rektora dyrektora nie POmogło... Niemcy jednak POtrafia lepiej od nas czynić cuda... gosPOdarcze... Żaden nastepca Jankowskiego notabene prałata nie odprawia tam
juz mszy... bo się ... NIE OPŁACA !!!
~...ityle
Stocznia Gdańska - wartość historyczna - muzeum zrobić - wycieczki oprowadzać, hotele budować ( będą setki świetnych miejsc pracy ), i nie tesknić za komuną. Na szczęście to czas przeszły. Dawno temu jako student dorabiałem sobie tam pracując - hałas, smród i ubóstwo - w środku tak wspaniałego miasta jak Gdańsk. Potrzebna tam, już Stocznia Gdańska - wartość historyczna - muzeum zrobić - wycieczki oprowadzać, hotele budować ( będą setki świetnych miejsc pracy ), i nie tesknić za komuną. Na szczęście to czas przeszły. Dawno temu jako student dorabiałem sobie tam pracując - hałas, smród i ubóstwo - w środku tak wspaniałego miasta jak Gdańsk. Potrzebna tam, już chyba tylko dla związkowych pasożytów.
~obserwator
Oprócz aspektów własnej głupoty rządzących, widać jak UE pomaga nam wykończyć krajowy przemysł,aby nie był konkurencyjny dla Europy.Ale to ci spod znaku solidarności sprzedali Polskę.Za to mają teraz ciepłe posadki we władzach UE.
~mariano
Gołym okiem widać, że ARP postanowiła wykończyć Ukraińców. Montują swój układ stoczniowy (Nauta, Gryfia, Energomontaż, Crist napakowany państwowymi pieniędzmi itp) i Ukraińcy im do układu nie pasują. Więc robią wszystko, żeby się ich pozbyć. Całe te rozmowy to zawracanie d.
~baj
Co się dziwić tak rządzi postkomuna i jej poplecznicy. W tym wszystkim dziwi mnie tylko jedno dlaczego ludzie dalej wierzą złodziejom [ przepraszam biznesmenom] którzy podszywali się pod solidarność.
~bezrobotny
zamknąć zaorać będzie spokój. załoga nie przeprowadza ogólno polskie szkolenia jak strajkować jak naciągać na kasę aby próbować reanimacji trupa.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki