- Nie była to nagła decyzja - powiedział Krzysztof Mering, rzecznik prasowy Nafty Polskiej. - Rozmowy nad takim rozwiązaniem trwały już od września.
Grupa Lotos SA zapłaci za akcje gotówką, uzyskaną z oferty publicznej. Kwota transakcji została uzgodniona i zaakceptowana przez Skarb Państwa, jednak strony jej nie ujawniły. Wiadomo tylko, że wynosi dużo powyżej 100 mln zł. Lotos kupi akcje, ponieważ uchwała o włączeniu spółek przez wniesienie ich aktywów aportem mogłaby zostać zaskarżona przez pracowników m.in. gdańskiej rafinerii, którzy mogli się obawiać spadku wartości pracowniczego pakietu akcji Lotosu. Transakcji zakupu nie mogą zaskarżyć.
Umowa musi teraz uzyskać akceptację Rady Nadzorczej Lotosu i Skarbu Państwa, jako akcjonariusza Nafty Polskiej. To jest raczej formalność.
Formalnością może nie być uzyskanie zgody korporacyjnej w rafineriach południowych i Petrobalticu. Czas na to jest do 4 lutego, kiedy wznowione zostanie przerwane wczoraj walne zgromadzenie akcjonariuszy Lotosu. Problem ze zgodą może wystąpić zwłaszcza w Petrobalticu, w którym zakładowa "Solidarność" sprzeciwia się wejściu do Lotosu. Pracownicy Petrobalticu chcą samodzielnego wejścia ich firmy na giełdę. - Obecnie jesteśmy bezwzględnie na nie, bo nie zostały nam przedstawione żadne argumenty na tak - powiedział Krzysztof Smurzyński, przewodniczący związku. - Dostaliśmy jedynie pismo z Lotosu, w którym napisane jest, że zostaniemy otoczeni szeroką opieką. Smurzyński nie chciał powiedzieć, czy związek zgodzi się, czy nie na włączenie do Lotosu.
- Na razie musimy zapoznać się z nową sytuacją. Dobrze, że mamy na to trochę więcej czasu - dodał. Grupa Lotos zapewnia, że Petrobaltic skorzysta na połączeniu. ,Państwa spółka będzie miała nowe możliwości inwestycyjne, będzie mogła wykorzystać cenną wiedzę i doświadczenie załogi do szerokich działań, nie tylko na Bałtyku, ale i w innych strefach świata. Zupełnie błędne jest mniemanie, że Grupa Lotos SA zechce wyssać dochody Petrobaltic SA i przeznaczyć je na jakieś inne, sobie tylko wiadome cele - można m.in. przeczytać w liście do "Solidarności" Petrobalticu. - Jeśli w Petrobalticu uchwała o sprzedaży nie zostanie podjęta, to wówczas istnieje możliwość podjęcia uchwały o wniesieniu aportowym - powiedział prezes Olechnowicz.
Nie jest znane także stanowisko załogi rafinerii Glimar. Tamtejsi związkowcy nie akceptują opracowanego i zatwierdzonego przez Lotos programu restrukturyzacji korporacyjnej i pracowniczej rafinerii. Jak twierdzi jednak rzecznik Nafty Polskiej, protesty nie mają większych szans na powodzenie. - Z punktu widzenia prawnego sprzeciwy i oprotestowanie umowy sprzedaży nie będzie skuteczne - mówi Krzysztof Mering. - Jest to porozumienie dwóch stron, z których jedna (Nafta Polska) jest właścicielem spółek i zdecydowała o ich sprzedaży.
Glimar jest największym kłopotem dla Lotosu. Spółka jest zadłużona na prawie 1 mld zł i dodatkowo potrzebuje ok. 300 mln na dokończenie inwestycji. Pod koniec zeszłego roku zarząd Glimaru złożył do sądu wniosek o upadłość. W poniedziałek zakończy się zbieranie dokumentacji. Lotos podjął działania mające doprowadzić do wycofania wniosku z sądu. Gdańska firma opracowała plan restrukturyzacji Glimaru, zgodnie z którym na bazie jego majątku rozpoczną działalność dwie spółki. Konieczna jest jeszcze zgoda banków na restrukturyzację długów gorlickiej firmy. Jeśli rozmowy te nie zakończą się porozumieniem, procedura upadłościowa zostanie rozpoczęta. Może to opóźnić przewidziany na wrzesień debiut Grupy Lotos na warszawskiej giełdzie.
Dziennik Bałtycki
Jacek Klein
































































