Polacy zgromadzili już 2,8 bln zł oszczędności, ale większość tej kwoty leży na bankowych depozytach lub w gotówce. Unikamy rynku kapitałowego, wierząc, że brak wahań ceny gwarantuje nam bezpieczeństwo, choć równolegle środki, które nie pracują, z czasem - w środowisku inflacyjnym – mogą tracić na wartości. Odpowiedzią na potrzebę dywersyfikacji portfela są akcje i obligacje, ale jak dobrać ich proporcje i czy portfel “60/40” to najlepsze możliwe rozwiązanie?


Według danych Narodowego Banku Polskiego na rachunkach bankowych polskich gospodarstw domowych na koniec lutego 2026 r. było już łącznie 1,47 bln zł. To ponad połowa z 2,8 bln zł oszczędności zgromadzonych przez Polaków. Przekłada się to na drugi, po Cyprze, najwyższy w Unii Europejskiej odsetek oszczędności odłożonych na lokatach. Dla porównania, w Niemczech odsetek ten wynosi niecałe 40%. Największy kontrast względem polskich portfeli widać na przykładzie państw takich jak Dania czy Szwecja, gdzie w gotówce i na bankowych lokatach ulokowanych jest zaledwie kilkanaście procent (ok. 12-14%) majątku obywateli.
Inwestycje bez granic – nasz nowy cykl
Czytacie kolejny z artykułów dotyczących inwestowania przygotowanych w edukacyjnej serii Inwestycje bez granic, której partnerem jest UniCredit. Wszystkie znajdziecie pod tym linkiem, wraz z innymi naszymi materiałami o inwestowaniu na rynkach globalnych.
– Obawiamy się, że akcje są zbyt zmienne, tymczasem osoby odkładające na konkretny cel w długim okresie, powinny też uwzględnić ryzyko, że inflacja “zje” ich zyski z lokat bankowych, a środki nie wystarczą na realizację założonego celu. Zjawisko to nazywane jest shortfall risk. Oznacza to, że błędnie utożsamiamy ryzyko jedynie ze zmiennością – mówi Szymon Karaś, zarządzający aktywami w UniCredit.
Pieniędzy na koncie przybywa, ale cel się oddala
Oszczędzamy z reguły na konkretne zaplanowane wydatki: wkład własny na mieszkanie, potrzebny w perspektywie 5. lat, zagraniczne studia, na które chcemy wysłać dziecko za dekadę, czy podróż życia, w którą chcemy się wybrać za 20 lat. Jeśli pieniądze na te cele trzymamy na lokacie, z miesiąca na miesiąc bank dopisuje nam odsetki. Tyle tylko, że w środowisku inflacyjnym ceny w tym samym czasie uciekają jeszcze szybciej do przodu. Mieszkania w Polsce potrafiły w ostatnich latach drożeć rok w rok, w dwucyfrowym tempie. Unikając giełdy, ograniczamy więc ryzyko, ale też nie korzystamy z szans, jakie dają inwestycje na rynkach kapitałowych. Zapominamy, że o rentowności decyduje także spadek realnej wartości pieniądza. Gdy tak się staje, cel zamiast się przybliżać – oddala się, chociaż stan konta pozornie staje się większy.
– Zgodnie z danymi NBP (stan na koniec lutego b.r.) ok. 70% środków gospodarstw domowych ulokowanych w sektorze bankowym to depozyty bieżące, których średnie oprocentowanie wynosiło zgodnie z tymi samymi danymi ok. 0.6% (dane na koniec lutego b.r. dotyczące średniego oprocentowania depozytów bieżących). To znacznie poniżej oczekiwanej inflacji i znacznie poniżej celu inflacyjnego banku centralnego. W kategoriach realnych taka alokacja majątku może być mniej efektywna – zauważa Piotr Zygmunt, zarządzający aktywami w UniCredit. Nawet jeśli naszym celem jest tylko utrzymanie określonej stopy życiowej, inna ilość zasobów jest do tego konieczna dzisiaj, a inna – przy założeniu inflacji - będzie potrzebna za jakiś czas – tłumaczy ekspert.

Z historycznego porównania indeksu S&P500 z wynikiem lokat wynika, że z upływem lat, trzymanie wyłącznie gotówki zwiększa prawdopodobieństwo straty realnej (tj. po uwzględnieniu inflacji), podczas gdy dla odpowiednio zdywersyfikowanego koszyka amerykańskich akcji (S&P 500), w horyzoncie 20-letnim, ryzyko historycznie spadało do zera.
W długiej perspektywie prawdopodobieństwo nieosiągnięcia założonego celu rośnie wraz z udziałem w portfelu mniej rentownych aktywów, przede wszystkim gotówki, ale także nisko oprocentowanych lokat. Im dłuższy jest horyzont inwestycyjny, tym wyraźniej widać tę zależność” – komentuje wykres Piotr Zygmunt. „Oczywiście również instrumenty rynku kapitałowego nie dają gwarancji realizacji wymarzonego celu, ponieważ wiążą się z ryzykiem strat. Jednak odpowiednio zdywersyfikowany portfel pozwala wykorzystać szanse, jakie oferują rynki kapitałowe.
Przeczytaj także
– Paradoksalnie długi horyzont inwestycyjny zmienia postrzeganie ryzyka. W takiej perspektywie akcje – standardowo oceniane jako bardziej ryzykowne – mogą charakteryzować się mniejszą niepewnością co do realizacji celów finansowych niż rozwiązania o niskim oprocentowaniu – dodaje Szymon Karaś
Cierpliwość gra na korzyść giełdy
Skoro lokaty w odpowiednim stopniu nie bronią siły nabywczej oszczędności, pozostaje uzupełnienie portfela o rozwiązania rynku kapitałowego. Tutaj podstawowe ryzyko to zmienność. Jak przyznaje Szymon Karaś z UniCredit, krótkoterminowe inwestowanie na giełdzie przypomina rzut monetą – w perspektywie dnia szanse na zysk lub stratę rozkładają się na amerykańskim indeksie S&P500 mniej więcej po równo.
Jednak z każdym kolejnym rokiem utrzymywania inwestycji, patrząc na zagadnienie czysto statystycznie, ryzyko strat wyraźnie malało. Przykładowo, na historycznych danych amerykańskiej giełdy widać wyraźnie, że od 1926 roku w żadnym 20-letnim okresie akcje nie przyniosły inwestorom straty.
Pułapka "tym razem będzie inaczej"
Skoro dane historyczne przemawiają za długoterminowym poszerzaniem portfeli o instrumenty rynku kapitałowego, to co nas powstrzymuje? Nierzadko emocje i psychologia. Korekty są naturalnym elementem rynkowego cyklu - spadki o 5% czy 10% zdarzają się regularnie, także 20-procentowe tąpnięcia są również scenariuszem, z którym trzeba się liczyć. W takich momentach niektórzy mogą łatwo ulec panice.
– Problem jest taki, że nierzadko w okresach tąpnięć i zawirowań na rynkach, inwestorzy wolą dalej nie ryzykować, uznając, że “tym razem będzie inaczej” – to już jest koniec świata i ten konkretny kryzys sprawi, że analogie historyczne nie zadziałają – mówi Szymon Karaś.
Opisany schemat skutkuje tym, że inwestorzy wycofują swój kapitał w tzw. “dołku”, realizując stratę, podczas gdy rynki wracają do wzrostów. Choć czasem potrzeba na to więcej czasu.
– Większość inwestorów kupuje historyczne stopy zwrotu, zapominając, że już ich nie dostanie. Dokładnie ten sam mechanizm działa przy ucieczkach z giełdy w momentach spadków – wskazuje analityk UniCredit.
Ile akcji? Ile obligacji? Jak zbudować portfel dla siebie?
Gdy uznamy, że chcemy wykorzystać szanse, jakie daje wejście w instrumenty rynku kapitałowego, pierwszym wyzwaniem będzie ustalenie struktury portfela inwestycyjnego dostosowanego konkretnie do naszych preferencji, wiedzy i apetytu na ryzyko. Obligacje stosowane są najczęściej jako “amortyzatory” spadków akcji w trudnych czasach. Akcje z kolei pracują na portfel w okresach hossy.
Przez lata na rynkach królował model “60/40” (60% akcji i 40% obligacji) lub jego wariacje takie jak "40/60". Taki klasyczny portfel zdobył popularność, ponieważ historycznie dostarczał optymalną relację zysku do ryzyka, co pokazuje poniższy wykres.
Trzeba jednak pamiętać, że historycznie optymalna relacja zysku do ryzyka nie oznacza, że jest to rozwiązanie dedykowane dla każdego inwestora, bo pomija zupełnie jego indywidualne preferencje i możliwości. Portfel 60/40 nie jest także rozwiązaniem na każde warunki, o czym inwestorzy mogli się przekonać inwestorzy w 2022 roku.
Powód? Jak tłumaczy Piotr Zygmunt przy rosnącej inflacji i spowolnieniu gospodarczym, zarówno rynki akcji, jak i obligacji notowały spadki. – Zawiódł mechanizm oczekiwanej ujemnej korelacji. Gdy pojawia się obawa o inflację i recesję równocześnie, rentowności obligacji rosną (więc ich ceny spadają), a akcje również tracą – wskazuje analityk.
Obok zasady konstrukcji portfela “60/40” na rynku funkcjonuje też stara reguła "100 minus twój wiek", mówiąca, że udział akcji w portfelu powinien wynosić właśnie taki procent. Według ekspertów z UniCredit obie zasady mają pewne uzasadnienie, ale ich uniwersalność dla każdego inwestującego to niebezpieczne uproszczenie.
– To nie tylko wiek powinien determinować strukturę portfela podczas inwestowania, lecz przede wszystkim horyzont inwestycyjny. Jeśli 20-latek ma cel wyznaczony na zaledwie rok, to przykładanie do tego reguły wieku prowadzi do absurdu, bo on w tym horyzoncie akcji nie powinien posiadać prawie w ogóle – mówi Szymon Karaś.
Z tego powodu strategia inwestycyjna powinna opierać się na tzw. ścieżce opadającej (tzw. glidepath). Zasada jest prosta: im więcej czasu pozostało do realizacji celu (np. studia dzieci za 20 lat), tym odważniej możemy spróbować poszukać szans na zwroty w akcjach, sięgając nawet po 50% czy 90% ich udziału w portfelu (w zależności od naszej gotowości do podejmowania ryzyka, ponieważ wszystkie inwestycje z ryzykiem się wiążą).
Gdy cel zaczyna się zbliżać – na przykład do wyjazdu dziecka na studia zostało już tylko kilka lat – musimy pomyśleć o większej części chroniącej zgromadzony kapitał i powinniśmy stopniowo przenosić go w bezpieczniejsze instrumenty o mniejszej krótkoterminowej zmienności.
– To nie powinno działać w ten sposób, że ustalamy na początku udział akcji i obligacji w portfelu i się go trzymamy przez cały okres. My przecież zbliżamy się do naszego celu inwestycyjnego z każdym kolejnym rokiem, więc wraz ze skracaniem horyzontu inwestycyjnego, udział akcji - jako instrumentów o większej zmienności – powinien spadać – twierdzi Szymon Karaś.
Określ cel, dostosowuj strategię i bądź konsekwentny
Chociaż portfel 60/40 może wciąż sprawdzić się w przypadku wielu inwestorów, nie ma jednego optymalnego modelu. Podstawa to indywidualne określenie celu i horyzontu czasowego, a także tolerancji ryzyka, co determinuje podejście do ochrony kapitału lub pozwala zwiększyć udział w aktywach dających większe szanse na wyższy zysk. Podstawą – bez względu na strategię – pozostaje dywersyfikacja, dyscyplina i monitorowanie zarówno naszego portfela, ale też zmieniającego się horyzontu, przy niepomijaniu naszych potrzeb i akceptowalnych poziomów ryzyka. Konsekwencja i świadomości zmienności, ale też dostosowanie portfela do naszej awersji do ryzyka, pomaga ograniczyć emocje, które często prowadzą do porzucania pozycji w najgorszym momencie – do opuszczania pozycji na dołkach i kupowaniu aktywów, gdy rynek jest na szczytach.
Partnerem publikacji jest UniCredit




























































