REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

INVEST CUFFS 2026"Gdyby Kolumb wypełniał ankietę MiFID, nigdy nie odkryłby Ameryki". Pasywna rewolucja czy mit?

2026-03-27 13:30
publikacja
2026-03-27 13:30
Dodaj Bankier.pl w Google

Z jednej strony padają kolejne rekordy otwieranych rachunków maklerskich, a świadomi inwestorzy masowo wybierają fundusze ETF. Z drugiej, przeciętny Polak wciąż uważa, że to instrument o ryzyku zbliżonym do kryptowalut, a unijne regulacje robią wiele, by utrudnić mu start na rynku. O tym, jak wygląda zderzenie pasywnej rewolucji z rzeczywistością, dyskutowano podczas Invest Cuffs 2026.

"Gdyby Kolumb wypełniał ankietę MiFID, nigdy nie odkryłby Ameryki". Pasywna rewolucja czy mit?
"Gdyby Kolumb wypełniał ankietę MiFID, nigdy nie odkryłby Ameryki". Pasywna rewolucja czy mit?
/ Bankier.pl

Prowadzący debatę Tomasz Wróbel z BetaETF rozpoczął dyskusję od prezentacji garści statystyk o postrzeganiu ETF-ów przez Polaków. Wyłaniający się z nich obraz polskiego inwestora, nie do końca pokrywa się z nagłówkami portali mówiących o "pasywnej rewolucji". 

- Z 9 miliardów, jakie w lutym napłynęły do polskich funduszy TFI, do polskich ETF-ów trafiło zaledwie około 250 milionów - punktował Tomasz Wróbel. Co gorsza, badania przeprowadzone dla GPW obnażyły stan świadomości statystycznego Polaka. Zaledwie około 9 proc. ankietowanych w ogóle rozumie, czym są fundusze ETF. Reszta plasuje je pod względem poziomu ryzyka tuż za kryptowalutami, uznając jednocześnie za dające mniejsze zyski niż tradycyjne, aktywne fundusze inwestycyjne.

- Czy my jesteśmy dzisiaj tutaj przekonani, że to jest rewolucja? - pytał retorycznie prowadzący, wywołując do tablicy uczestników debaty: Grzegorza Zalewskiego (DM BOŚ), Kamila Maliszewskiego (mBank), Mateusza Samołyka (Inwestomat.eu) i Jacka Lemparta (Atlas ETF).

30 lat czekania na rewolucję

Filarami inwestowania w ETF-y od zawsze miały być prostota i niskie koszty. Perspektywę tego, jak długą drogę musiał przejść polski rynek, by dojrzeć do obecnego etapu, nakreślił Grzegorz Zalewski, ekspert Domu Maklerskiego BOŚ. Jak wyjaśnił, żeby dobrze zobrazować temat, na kilka dni przed debatą udał się do Biblioteki Narodowej. Szukał tam swojego artykułu napisanego do "Parkietu" jeszcze w latach dziewięćdziesiątych.

Wakacje na giełdzie

- To był tekst o tym, że gdzieś za oceanem są ETF-y na S&P i NASDAQ i że to jest rewolucja, bo są niesłychanie tanie - koszty rzędu 0,1 - 0,2 proc., gdy nasze rodzime fundusze brały 4,5 proc. prowizji za wejście i kolejne 2,5 proc. za zarządzanie - wspominał analityk - więc pstryk, minęło 30 lat i mamy rewolucję. Doczekaliśmy się wreszcie tego instrumentu, który ma mnóstwo zalet dla tych, którzy nie chcą się interesować inwestowaniem, a chcą swoje pieniądze rzucić w coś, żeby one jednak trochę bardziej pracowały - podsumował Grzegorz Zalewski. 

Rozwój tego rynku jest widoczny, choć - jak zauważyli paneliści - dotyczy wciąż bardzo specyficznej bańki. Mateusz Samołyk przytoczył twarde dane z serwisu MyFund.pl. Wśród ponad 70 tysięcy świadomych inwestorów śledzących tam swoje portfele, jeszcze kilkanaście lat temu dominowały jednostki TFI (ponad 40 proc. kapitału).Dziś to ETF-y stanowią już około połowy zgromadzonych przez nich środków.

Potwierdził to również Kamil Maliszewski z mBanku, zdradzając, że ubiegły rok był pod tym względem rekordowy, a aż 80 proc. nowych klientów, którzy zdecydowali się zainwestować, na swoją pierwszą w życiu giełdową transakcję wybrało właśnie fundusze ETF.

Gdyby Kolumb wypełniał ankietę MiFID...

Co w takim razie blokuje pozostałe 90% Polaków przed dołączeniem do tego trendu? Tu paneliści byli bezlitośni. Winą za ten stan rzeczy obarczono w dużej mierze skrajnie przeregulowany system europejski, a dokładniej ankiety MiFID, które każdy nowicjusz musi wypełnić przed otwarciem rachunku.

Kamil Maliszewski (mBank) zwrócił uwagę na absurd tych procedur. Jak zaznaczył, klienci widząc pytania o akceptację straty, wpadają w panikę, co prowadzi ich wprost w ramiona nisko oprocentowanych funduszy obligacyjnych.

- Żyjemy wszyscy w jakimś ogromnym nieporozumieniu dotyczącym tego, czym jest ryzyko w długim terminie. A ryzyko w długim terminie jest po prostu tym, że te nasze środki stracą na wartości, nie dogonimy inflacji - punktował ekspert.

Grzegorz Zalewski z DM BOŚ przyznał wprost, że gdyby w 1993 roku miał otwierać swój pierwszy rachunek maklerski w dzisiejszych realiach prawnych, najprawdopodobniej odszedłby z kwitkiem.

- Usłyszałbym, że nie możesz otworzyć rachunku, bo się na tym nie znasz. Przeregulowaliśmy rynek w tak potworny sposób, że on stracił sens, regulacje żyją same dla siebie w tej chwili, nie dla klienta -skomentował Zalewski.

Aby to zobrazować, ekspert posłużył się historyczną analogią: - Gdyby Krzysztof Kolumb wypełniał ankietę MiFID, to pierwsze pytanie, jakie by dostał brzmiałoby: "Czy wiesz, gdzie są Indie?". I on nie podjąłby tego ryzyka, bo nie wiedziałby, gdzie one są!

Jak dodawali inni paneliści, system doszedł do takiej ściany, że w internecie krążą już gotowe poradniki "jak wypełniać ankiety, aby w ogóle móc kupić cokolwiek".

Korea, Bogle i poszukiwanie giełdowego Yeti

Nawet jeśli klient przebrnie przez biurokratyczne zasieki, wcale nie oznacza to, że stanie się "inwestorem pasywnym". Ludzka natura potrafi bowiem popsuć nawet najprostszy wehikuł finansowy.
Jacek Lempart (Atlas ETF) przypomniał przewrotną historię Johna Bogle'a - legendarnego twórcy funduszy indeksowych. Kiedy pod koniec lat 80. zaproponowano mu stworzenie ETF-a (czyli funduszu w formie zbywalnych na giełdzie akcji), Bogle stanowczo odmówił. Doskonale wiedział bowiem, że notowania w czasie rzeczywistym sprowokują ludzi do ciągłego handlowania i spekulacji. I nie mylił się.

- Nasza ludzka natura po prostu lubi komplikować sobie życie - tłumaczył Lempart. Podał przy tym doskonały przykład ze swojego blogowego podwórka. - Dostałem nagle masę maili od osób, które zaczęły mnie pytać o ETF-y na Koreę. Ja myślałem: o co chodzi z tą Koreą? Ja w ogóle nie znam tego rynku. Prosta sytuacja - po prostu tam są bite rekordy na giełdzie - opowiadał, udowadniając, że wielu "pasywnych" inwestorów używa ETF-ów do uprawiania klasycznej, bardzo agresywnej spekulacji.

Czy zatem mityczny, w 100% pasywny inwestor w ogóle istnieje? Mateusz Samołyk przyznał, że dopiero podczas tej konferencji uwierzył w jego istnienie. - Spotkałem dwoje ludzi, którzy podeszli do mnie i powiedzieli, że nie sprawdzają stanu swojego konta maklerskiego. Logują się raz na trzy miesiące - opowiadał z podziwem - To jest jak zobaczenie Yetiego. Wcześniej nie byłem pewien, a teraz już wiem, że są. Oni naprawdę nie wiedzą, co Trump powiedział, ile spadło wczoraj S&P500, jak złoto, jak ropa.

Podatek, czyli najlepszy nauczyciel ekonomii

Ostatnia część debaty upłynęła pod znakiem poszukiwania rozwiązań, które mogłyby przyciągnąć "Kowalskiego" do giełdy. Kamil Maliszewski z mBanku jako świetny przykład podał system niemiecki, gdzie można zakładać rachunki maklerskie dla dzieci. Rodzina wpłaca tam drobne kwoty na szerokie rynkowe ETF-y, zamiast kupować kolejne zabawki. Jak pokazują dane, ponad 80% młodych Niemców, wkraczając w pełnoletność i widząc rosnący zysk, nie wypłaca tych pieniędzy, lecz kontynuuje inwestowanie.

O tym, że na polskim, pozbawionym takiej edukacji podwórku sprawy mają się zgoła inaczej, opowiedział na koniec Grzegorz Zalewski. Ekspert DM BOŚ podzielił się osobistą anegdotą ze swojego domu. - Moje młodsze dziecko skończyło 18 lat. Dwa tygodnie później mówię: "chodź, otworzymy IKE w BOŚ-iu". Syn patrzy na mnie i pyta: "Co to jest?". Tłumaczę mu, że to rachunek emerytalny. A on na to: "ojciec, ja mam 18 lat!" - śmiał się Zalewski.

Prawdziwe zderzenie pokoleń nastąpiło jednak przy funduszach, które Zalewski kupił synowi przed laty, a do których młody człowiek zyskał właśnie dostęp. - Jak miał 16 lat i po raz pierwszy zauważył, jaka tam jest kwota, już z kolegami rozkminiał, jak to wydać. Dziś pieniądze raczej się go nie trzymają, więc udaje mi się go przekonać przed ich wypłaceniem tylko jednym argumentem. Mówię mu: słuchaj, ale podatek będziesz musiał od tego zapłacić - skwitował ekspert.

Pasywna rewolucja w Polsce z pewnością już trwa, powoli krusząc mur zbudowany z nieufności i  przeregulowanych przepisów. I choć rynkowi "Kolumbowie" muszą dziś tonąć w papierologii, żeby w ogóle wyruszyć z portu, to napływający kapitał jasno wskazuje, że tanie fundusze indeksowe to wehikuł, na który polska giełda czekała od trzech dekad. Teraz musi tylko zadbać, by wypłynąć na znacznie szersze wody. 

Bankier.pl
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Spółka polskich naukowców wyceniona na 500 mln USD. Rzuca wyzwanie OpenAI i Anthropicowi
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
tomitomi
MiFID - spowiedź dla żyda , po co ??
ano , po to , aby dobrać odpowiednie narzędzie do strzyżenia .

Powiązane: Invest Cuffs 2026

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki