W poniedziałek nowojorskie giełdy ogarnęła panika, a główne indeksy straciły od 5,5% (DJIA) przez 6,66% (S&P500) po 6,9% (Nasdaq). Wyprzedaż akcji przybrała wręcz irracjonalny charakter i trudno ją wyjaśnić samymi tylko decyzjami agencji Standard & Poor’s.
W nocy bardzo nerwowo było na rynkach azjatyckich, gdzie np. koreański KOSPI zniżkował nawet o 8,6%, zaś Hang Seng spadał o 6,5%. Ale do godziny 8:00 część strat została odrobiona. Giełda koreańska zredukowała spadek do 3,2%, a parkiet w Hong Kongu tracił 3,1%.
Oprócz skrajnego wyprzedania rynków akcji jedyną nadzieją ich posiadaczy jest wieczorny komunikat FOMC. Kierownictwo Rezerwy Federalnej powinno spróbować uspokoić inwestorów, być może oferując dodatkowe stymulanty monetarne. Od czasu prezesury Alana Greenspana nieformalnym celem FED-u stało się bowiem stabilizowanie cen akcji na nowojorskiej giełdzie. Możliwa jest też skoordynowana interwencja banków centralnych na wzór równoczesnego cięcia stóp procentowych w październiku 2008 roku.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































