"Czek na 200 dolarów zgubił się na poczcie". Niby błaha sprawa, ale spowodowała, że fundacja księcia Harry'ego i Meghan Markle Archewell została uznana przez kalifornijski Departament Sprawiedliwości za "przestępczą", a jej konta zostały zamrożone. Taki stan trwał przez dobę, jednak skutecznie przyćmił PR-owo prawie królewską wizytę pary w Nigerii.


Wymówka, że czek zaadresowany do kalifornijskiego rejestru organizacji charytatywnych i zbiórek pieniężnych zaginął na poczcie, brzmi niemal tak samo wiarygodnie jak "pies zjadł moją pracę domową" czy "naprawdę nie widziałem tego znaku ograniczenia prędkości".
200 dolarów opłaty za przedłużenie wpisu do rejestru odpowiada widełkom przedstawionym na stronie Departamentu Sprawiedliwości. Fundacje, których przychody wahają się w ciągu roku pomiędzy 1 a 5 mln dolarów (Archewell miał 2 mln dolarów), muszą tyle zapłacić.
A może książę nie przykleił znaczka?
Zresztą co do powodów nieuiszczenia opłaty to pojawiły się aż trzy wersje. Każda z nich zakładała oczywiście, że nie jest to wina Archewell (ostatnia z nich brzmi, że opłata została uiszczona zgodnie z harmonogramem, jednak nie została odpowiednio przetworzona. Komentatorzy zaczęli więc żartować, że inaczej przecież pisze się czek w brytyjskim angielskim, a inaczej w amerykańskim, stąd zapewne nieporozumienie).
Po dość gorących 24 godzinach sprawa została wyjaśniona między departamentem sprawiedliwości a organizacją, która figuruje już w kolumnie "fundacji z dobrą opinią". W związku z tym Archwell wydał komunikat: "Fundacja w pełni przestrzega przepisów [...] Należne płatności zostały dokonane szybko i zgodnie z procedurami. Co więcej, niezbędne dokumenty zostały złożone bez błędów i uchybień".
Pytanie, które się nasuwa, to "za którym razem"? Zwykle organizacje otrzymują monity w okolicach listopada, a składają raport i wpłacą kwotę do rejestru już na początku roku. W przypadku pary książęcej Sussex zmianę statusu na wpłatę "bez uchybień" dokonano już po wpisaniu fundacji na "czerwoną listę". Zaznaczmy, że nie byłby to pierwszy raz, gdyby sama fundacja, jak i jej mocodawcy mijali się z prawdą albo przynajmniej kształtowali ją pod swoją wersję wydarzeń, pomijając niekiedy ważne szczegóły.
Jakakolwiek była przyczyna, konsekwencje okazały się znaczne. Po pierwsze fundacja założona tuż po Megxicie straciła wiarygodność. Po drugie przez dobę nie mogła przyjmować datków. I po trzecie nie mogła także wydawać pieniędzy zgromadzonych na kontach. Nie, żeby były tam jakieś porażające kwoty, ale 200 dolarów powinni wyszperać. Do tego fundacja księcia Harry'ego i Meghan Markle nie przedłożyła rocznego raportu.
Zombie reanimacja, czyli fundacja niby jest, ale niekoniecznie
Fundacja została założona przez księcia Harry'ego i jego żonę po tym, jak po szczycie w Sandrigham, który ustalił szczegóły ich "wyjścia" z rodziny królewskiej, zostały im odebrane patronaty nad monarszymi organizacjami charytatywnymi. Powstała ona w 2020 roku, więc przez cztery lata był czas przywyknąć do terminów składania odpowiednich dokumentów.
Na stronie internetowej Archewell chwali się, że ich misją jest "czynienie dobra" oraz "wychodzenie naprzeciw pojawiającym się oczekiwaniom i wykorzystanie skierowanych na nas świateł reflektorów, by podnosić na duchu i jednoczy społeczności - lokalnie i globalnie - poprzez służbę i okazywanie współczucia". Trudno znaleźć znamienitsze "bla, bla, bla, bla". Z fundacji zostały wydzielone dwa działy zajmujące się biznesami pary (ta od Spotify jest już... "martwa na amen", ta od Netfliksa ma wyczuwalne tętno).
Netflix znów przepłaci za programy księcia Harry'ego i Meghan Markle? Kto bogatemu zabroni...
Stało się! Netflix wreszcie dogadał się z parą książęcą Sussex i zdradził, jakie przygotuje z nimi programy. Meghan Markle stanie za stołem kuchennym, by gotować, rozmawiać o przyjaźni i pieleniu ogródka. Książę Harry z kolei zabierze nas za kulisy arcypopularnego i dostępnego dla wszystkich (tu skala ironii wystrzeliła) sportu, jakim jest polo.
Według danych podatkowych ujawnionych przez Archwell w grudniu ubiegłego roku w 2022 organizacja zanotowała spadek darowizn o 11 mln dolarów w porównaniu z rokiem poprzednim. Z danych wynika, że łącznie otrzymała nieco ponad 2 mln dolarów z darowizn na cele charytatywne (w porównaniu do 13 mln dolarów w 2021 roku - złośliwi mówią, że za co najmniej połowę tej kwoty odpowiada Oprah Winfrey, która tak opłaciła swój - pełen przeinaczeń - wywiad).
I choć w 2021 roku Archewell odnotował przychody w wysokości 9 mln dolarów, to 2023 rok wypadł już znacznie gorzej. Z dokumentów z grudnia 2023 wynika, że do 2022 roku odnotowało stratę w wysokości ponad 674 tys. dolarów z powodu kosztów, które wyceniono na 2,67 mln dolarów (czyżby fundusz reprezentacyjny nie nadążał za zachciankami pary książęcej - o tym zapewne powiedzieliby wiele pracownicy, którzy przewijają się jak w kalejdoskopie. Mają jednak podpisane umowy o zachowaniu poufności i to srogie). Może to natomiast sugerować ostatnia podróż pary do Nigerii, krajowi, w którym 87 mln obywateli żyje poniżej progu ubóstwa.
Godzina tygodniowo i nara
Fundacja zatrudnia pięć osób, których roczne wynagrodzenie wynosi 640 tys. dolarów. Harry i Meghan za pracę wynoszącą jedną godzinę tygodniowo nie figurują na liście płac. Dyrektor wykonawczy James Holt, uważany za prawą rękę Sussexów, zarabiał 227 tys. dolarów rocznie, w tym 20 tys. dolarów premii. To oznacza podwyżkę o około 170 tys. dolarów (czyli 280 proc.) w porównaniu do jego początkowej pensji, która wyniosła niespełna 60 tys. dolarów rok wcześniej. Pomimo straty fundacja nadal posiada 8,3 mln dolarów w gotówce i aktywach.
Niedawno Meghan Markle "odpaliła" swoją nową markę American Riviera Orchard, która zgodnie z dokumentami rejestracyjnymi może sprzedawać: szampon dla psów, zastawę stołową i maty do jogi, więc od Sasa do lasa. Jedną z pierwszych prób pokazania szerszej publiczności nowego przedsięwzięcia był... tu zaskoczenie... właśnie dżem truskawkowy. Zrobiła 50 dokładnie numerowanych słoiczków, które zostały wysłane do przyjaciół - influencerów księżnej Sussex (zapewne z prośbą, by ci pochwalili się nimi na swoich kanałach). Jak do tej pory zaledwie garstka z nich to zrobiła. Pokazały je m.in. projektantka mody Tracy Robbins, głowa rodu Kardashianów Kris Jenner i argentyńska celebrytka Delfina Balquier. Zresztą kto miałby ochotę chwalić się, że jest 50. w kolejce. Czy czas, jaki poświęca fundacji, zostanie tym samym zmniejszony? Na to wygląda.
Przeczytaj także
Dwa konkurencyjne dwory: brytyjski i Montecito?
Teraz jeszcze urządzili sobie na koszt Nigeryjczyków (gdzie około 60 mln obywateli żyje poniżej progu ubóstwa, ale musiało z tych kilku dolarów, jakie mają do dyspozycji na tydzień, wydać połowę na ochronę milionerów) quasi-królewską podróż. Przez trzy dni ściskali dłonie, rozmawiali z dyplomatami, dokonywali przeglądu armii i wizytowali szkoły, czyli robili to, czego tak bardzo nienawidzili w rodzinie królewskiej, z której się wypisali. I to w kraju uważanym powszechnie za niebezpiecznym (znalazł się na 144. miejscu na 163 pod kątem bezpieczeństwa), którego stolica Abudża ściga się o żółtą koszulkę lidera grozy z Johannesburgiem, jednocześnie zaznaczając, że Wielka Brytania jest zbyt "niestabilna" by przywieźć tam dzieci bez ochrony Metropolitan Police (dla porządku tylko zaznaczę, że Wielka Brytania zajęła 37. miejsce pod kątem bezpieczeństwa). W końcu nawet podczas ich wizyty doszło do kolejnych porwań uczniów ze szkół dokonanych przez Boko Haram. Po co? By podbić swoją cenę.
Czy zaangażowana w działalność charytatywną feministka Meghan Markle w jakikolwiek sposób odniosła się do praw kobiet, w tym obrzezania dziewczynek wciąż jeszcze praktykowanego? Może się przecież jasno wyrażać na temat polityki, skoro już nie jest pracującym członkiem rodziny królewskiej ani jej ambasadorką czy nawet przedstawicielką. Czy w konserwatywnej szkole paradowała w sukience bez pleców, lekceważąc tym samym tradycje kraju, "swojego kraju, bo wyniki testu DNA pokazały, że jest w 43 proc. Nigeryjką"? Czy w końcu para Sussex nie zaszczyciła swoim śpiewem zagranego dla nich hymnu Wielkiej Brytanii, w którym życzy się, by "Bóg chronił króla" walczącego z nowotworem?
Może wówczas książę Harry z małżonką zebraliby trochę inne nagłówki niż "Meghan wydała na swoje nigeryjskie stroje 120 tys. funtów [czyli prawie 600 tys. zł]", ale stanowiliby "zmianę", o której tak trąbią i która na początku tak urzekła m.in. Netfliksa. Tymczasem stali się dyskontową wersją royalsów do kupienia za sam poklask.
***
Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita.





























































