Czerwień spadków lała się w poniedziałek na niemal wszystkich rynkach akcji. Głównym źródłem obaw mogła być sytuacja niektórych europejskich banków. Wymowny był fakt, że kurs akcji Deutsche Banku spadł do rekordowo niskiego poziomu.


To był już kolejny w tym roku „czerwony poniedziałek” na światowych giełdach. Najspokojniej było w Azji, gdzie z powodu obchodów Księżycowego Nowego Roku zamknięte były giełdy w Chinach. A to właśnie z Państwa Środka jeszcze w trakcie weekendu nadeszły najważniejsze dane miesiąca dotyczące chińskich rezerw walutowych.
W styczniu Ludowy Bank Chin „przepalił” 99,5 mld dolarów rezerw walutowych na obronę kursu juana osłabianego przez odpływ kapitału i grę funduszy hedgingowych. Choć spadek chińskich rezerw o niemal rekordowe 100 mld USD potwierdza powagę sytuacji, był to wynik lepszy od oczekiwań rynkowych rzędu -120 mld USD.
Prawdziwe giełdowe trzęsienie ziemi spotkało za to giełdy w Europie, gdzie główne indeksy straciły w granicach 3-5%. W Atenach doszło wręcz do krachu – indeks Athex Composite spadł o 7,9%, osiągając najniższą wartość od 1990 roku.
Ale to raczej nie Grecja tak mocno zmartwiła inwestorów. Na giełdzie we Frankfurcie kurs akcji Deutsche Banku spadł o 9,5%, przebijając dno z 2009 roku i wyznaczając absolutne minimum w 16-letniej giełdowej historii największego niemieckiego banku. Sytuacja była na tyle nerwowa, że Deutsche Bank zdecydował się na niezapowiedzianą publikację zapewnień, że będzie miał z czego spłacić zapadające w tym roku obligacje!

Oprócz spadku kursu akcji niepokoi to, co od początku roku dzieje się z CDS-ami ubezpieczającymi dług Deutsche Banku. Od połowy stycznia notowania tego instrumentu podskoczyły ze stu do 243 punktów bazowych, co sygnalizuje istotny wzrost rynkowej oceny ryzyka niewypłacalności.
Takie doniesienia zaczynają przypominać rok 2008, gdy amerykańskie giganty bankowości padały jak muchy. A Deutsche Bank to gracz wagi superciężkiej z nominalnym zaangażowaniem na rynku instrumentów pochodnych szacowanym na 50 bilionów (tak, to nie pomyłka!) dolarów. Ewentualne kłopoty tego giganta miałyby nieporównywalnie większe konsekwencje niż upadek banku Lehman Brothers.
Nie powinno więc specjalnie dziwić, że na Wall Street było nerwowo. Nasdaq, który momentami znów spadał ponad 3% (w piątek stracił 3,25%), zdołał ograniczyć straty do -1,81%. Dow Jones i S&P500 zniżkowały już grubo ponad 2%, ale dzięki odbiciu w ostatnich 30 minutach sesji zdołały zmniejszyć straty odpowiednio do -1,1% i -1,44%. Znamienna była reakcja złota, które podrożało o 1,5%, osiągając najwyższą cenę od czerwca.
Fatalny dzień mieli akcjonariusze Chesapeake Energy, którego akcje potaniały o jedną trzecią. Była to reakcja na nieoficjalne doniesienia Reutersa, według których gazowa spółka miałaby wynająć firmę doradczą specjalizującą się w restrukturyzacji długu. Upadłość jednej z największych amerykańskich firm wydobywających gaz z łupków byłaby złą informacją dla banków i inwestorów kredytujących coraz bardziej nierentowny biznes naftowo-gazowy w USA.
































































