W niedzielę państwa strefy euro obiecały pożyczyć Grecji 30 mld euro na trzy lata na warunkach korzystniejszych niż rynkowe. Dodatkowe 15 mld € ma dołożyć Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Oczywiście ten euro-atlantycki ratunek nie rozwiązuje problemu ogromnego zadłużenia praktycznie całej Europy, lecz w krótkim terminie oddala obawy o trwałość wspólnotowej waluty.
„To spora kwota. To więcej niż bazooka. W kwestii Grecji użyli broni jądrowej. W krótkim terminie greckie aktywa czeka hossa” – komentował dla Bloomberga Stephen Jen z BlueGold Capital Management, który jeszcze w piątek wieszczył Grecji rychłe bankructwo.
Konkretna obietnica europejskiego wsparcia powinna teraz uspokoić rynki finansowe. Bowiem kwota 45 mld euro zaspokaja tegoroczne potrzeby pożyczkowe greckiego rządu i teoretycznie powinna ustalić górny limit rentowności greckich obligacji. Państwa Eurolandu zgodziły się bowiem na odsetki rzędu 5%, podczas gdy w piątek rynek wymagał ok. 7% rentowności. Pierwszy test tej pomocy może mieć miejsce już w tym tygodniu, bowiem do końca miesiąca Grecja musi pozyskać 11,6 mld euro na spłatę zapadających zobowiązań.
Ten dość rozpaczliwy gest europejskich polityków pokazuje jednak słabość Wspólnoty, która bez wsparcia waszyngtońskiego MFW nie potrafi rozwiązać problemów na „własnym podwórku”. Złamane zostały tez zapewnienia, że pieniądze podatników z Niemiec czy Francji nie posłużą do spłacania greckich długów. W ten sposób mieszkańcy Frankfurtu czy Monachium de facto sfinansują rozpasane wydatki socjalne i iście bizantyjską biurokrację Greków.
Mimo że wierzyciele Grecji i rynki finansowe odetchnęli z ulgą, to niedzielna deklaracja w żaden sposób nie rozwiązuje przyczyn problemu. Dług Grecji przekracza 300 miliardów euro i tylko w tym roku niedobór w kasie państwa ma sięgnąć 12,7% greckiego PKB (8,7% jeśli rządowi uda się przeforsować cięcia wydatków). Realnie patrząc Grecja straciła możliwość samodzielnego spłacania własnych zobowiązań, co technicznie stawia ją w pozycji bankruta.
Nawet zakładając że Europa jest w stanie skutecznie pomóc Grecji, to przecież nawet cały kontynent nie będzie w stanie wziąć na siebie spłaty długów takich państw jak Włochy czy Hiszpania, które również mają fatalne wskaźniki fiskalne. Poza tym możliwości zaciągania zobowiązań przez Niemcy i Francję też zbliża się do granicy – oba kraje są już zadłużone na ok. 80% swojego PKB. Casus Grecji rodzi więc niebezpieczny precedens polityczny, na którym jednak nie można się opierać. Bowiem jakikolwiek sensowny „pakiet ratunkowy” dla większego państwa strefy euro przy tym poziomie zadłużenia całego regionu jest po prostu nierealny.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl
Europa zapłaci za greckie długi – euro uratowane?
2010-04-12 09:28
publikacja
2010-04-12 09:28
2010-04-12 09:28































































